- Zdawaliśmy sprawę, że jesteśmy po prostu skazywani na pożarcie w lidze - mówi Marcin Kiełpiński.
fot. Marcin.biz/AZS UW
Sośnica Gliwice pierwszym spadkowiczem z ekstraklasy
Na pięć kolejek przed końcem fazy zasadniczej FOGO Futsal Ekstraklasy poznaliśmy pierwszego spadkowicza. Została nim Sośnica Gliwice.
Gliwiczanie stracili matematyczne szanse na utrzymanie po wyjazdowej porażce z AZS UW Darkomp Wilanów w meczu, który wyglądał jak cały sezon w pigułce w wykonaniu Sośnicy. Choć rywale zdobyli tylko jedną bramkę, beniaminek, mimo wielu okazji, nie zdołał trafić do siatki ani razu. W meczu drużyn z najsłabszymi formacjami ofensywnymi w lidze do wygranej wystarczyła jedna bramka. Trzykrotnie za to zawodnicy z Gliwic obijali obramowanie bramki warszawian, dwukrotnie też nie potrafili wepchnąć do siatki piłki tańczącej na linii bramkowej.
Sośnica nienajgorzej spisywała się w obronie (znacznie więcej goli stracili towarzysze gliwiczan ze strefy spadkowej - Ruch Chorzów i Jagiellonia Białystok), była za to wyjątkowo nieskuteczna. 32 zdobyte dotychczas bramki to średnio zaledwie 1,28 na mecz. Najlepszy snajper Sośnicy, Paweł Barański, ma zaledwie pięć bramek na koncie. Takie statystyki wystarczyły tylko do jednego zwycięstwa (tydzień temu, nad Ruchem) i czterech remisów.
FOGO Futsal Ekstraklasa okazała się zbyt wysokim progiem dla w pełni amatorskiego klubu, ale Marcin Kiełpiński, zawodnik, prezes honorowy Sośnicy i radny Gliwic przyznał w niedawnym wywiadzie dla kanału „Futsalowe rozmowy”, że wraz z kolegami zdawał sobie sprawę, iż są „skazywani na pożarcie” w lidze. - Większość ekspertów czy pasjonatów futsalu właśnie te trzy drużyny, które teraz okupują trzy ostatnie miejsca, wskazywała jako kandydatów do spadku - przypomniał w rozmowie z Mateuszem Domańskim.
- Trzy pierwsze mecze dawały nam trochę nadziei, bo pierwszy mecz u siebie przegraliśmy z Rekordem po dobrym spotkaniu 0:2, później nieznacznie z Legią Warszawa, później dwa remisy (przedzielone porażką z Eurobusem Przemyśl - red.). Także ten początek był może nie obiecujący, ale nie był zły. Widzieliśmy, że jesteśmy w stanie z każdym rywalizować, ale w każdym kolejnym meczu (...) przekonywaliśmy się, że w pewnym momencie wychodziło to doświadczenie i te takie małe elementy, detale, które u przeciwnika brały górę - podsumowywał sezon Marcin Kiełpiński.