Na zdjęciu prawie wszyscy Polacy, którzy wzięli udział w meczu Eurobus - Red Devils: trójka sędziów, Patryk Laskowski i Mateusz Wanat. Na boisku z Polaków pojawił się jeszcze tylko Sebastian Kartuszyński, rezerwowy bramkarz z Chojnic
fot. Kamil Krukiewicz/Eurobus
Obcokrajowcy przejmują Fogo Futsal Ekstraklasę. Polacy znaczą coraz mniej
- Napisał Jakub Mikulski
Selekcjoner futsalowej reprezentacji Polski Błażej Korczyński na towarzyskie starcie ze Słowenią powołał zawodnika z I ligi. Nie powinno to dziwić, gdy przeanalizuje się dane statystyczne - wynika z nich, że Polaków po parkietach Fogo Futsal Ekstraklasy biega coraz mniej i coraz mniej znaczą.
Latem ekstraklasowe kluby dokonały raptem 23 zewnętrznych transferów polskich zawodników. Chodzi o sytuacje, w których zawodnik zmienia barwy i przechodzi z klubu grającego w poprzednim sezonie w innej lidze, niż Fogo Futsal Ekstraklasa. To polscy zawodnicy z trawy, z I czy II ligi futsalu oraz rodzynek Jakub Raszkowski, który po krótkim pobycie w Hiszpanii wrócił do Constractu Lubawa. W tym samym okienku transferowym (lub po jego formalnym zakończeniu) przybyło dokładnie dwa razy więcej, 46 zawodników zagranicznych - nie tylko takich, którzy ściągają do nas z innych krajów, ale też pochodzących z niższych lig (jak np. Jarosław Morykyszka czy Dmytro Rybicki w We-Mecie Futsal Club Kamienica Królewska). Dane te uwzględniają tylko zawodników, którzy mają już na koncie choć jedno wpisanie do protokołu meczowego, a nie tych formalnie zgłoszonych do rozgrywek.
23 zawodników to prawie dwie kadry meczowe - i to nie patrząc w realny wpływ na wydarzenia na boisku, a jedynie obecność w składzie. Nowi obcokrajowcy spędzają bowiem na parkiecie znacznie więcej czasu, niż młodzi (na ogół) Polacy, choć są wyjątki - trener Constactu na „dzień dobry” wstawił do wyjściowego składu 19-letniego Szymona Licznerskiego, w Dremanie Opole Komprachcice stosunkowo ważną rolę odgrywają Mateusz Matlęga i Mateusz Kosowski. Ale są i odwrotne przykłady - Polaków, którzy na boisku pojawiają się w końcówkach meczów, gdy wynik jest już rozstrzygnięty. Albo nie wchodzą wcale.
Jeśli spojrzeć na realne składy, z których korzystają trenerzy, mamy w Fogo Futsal Ekstraklasie zaledwie trzy drużyny z dominacją Polaków (Red Dragons Pniewy, AZS UŚ Katowice i FC Reiter Toruń) oraz siedem zespołów z jako takim balansem w stawianiu na rodzimych zawodników i stranieri. W sześciu ekipach dominują już zawodnicy z zagranicy - od bardziej „miękkich” przykładów, jak We-Met czy Widzew Łódź, po ekstremalne - Eurobus Przemyśl, Red Devils Chojnice i Piast Gliwice. W zespołach tych nie ma szans zobaczyć więcej niż dwóch Polaków na parkiecie jednocześnie - a i to jest rzadkością. Co więcej, przy zgłaszaniu zawodników do ligi posiłkowały się „martwymi duszami”, by spełnić regulaminowy obowiązek ośmiu uprawnionych Polaków (pozdrawiamy Marcina Synoradzkiego).
To wciąż jednak dane „miękkie”, ponieważ nikt w Polsce nie liczy futsalistom czasu spędzonego na parkiecie, a nawet nie sprawdza, czy zawodnik zgłoszony do składu pojawił się choć na sekundę na boisku. Co innego dane dotyczące liczby zdobywanych bramek.
Zebraliśmy statystyki z pierwszych siedmiu kolejek ekstraklasy z ostatnich czterech sezonów (w tym roku kolejek niepełnych, ale z jednym meczem rozegranym awansem). I tak w sezonie 2021/22 polscy zawodnicy strzelili w tym czasie aż 266 goli, przy 102 trafieniach obcokrajowców - odejmując bramki uznane za samobójcze. Rodzimi futsaliści odpowiadali więc za prawie trzy czwarte bramek.
W dwóch kolejnych sezonach już się to zmieniło. W sezonie 2022/23 pojedynek zawodnicy polscy kontra zagraniczni wygrali ci pierwsi (179 do 150, rozgrywano po 7 spotkań w kolejce), co w procentach daje stosunek 54,4 proc. do 45,6 proc. Dokładnie (!) taki sam odsetek zanotowaliśmy w pierwszych siedmiu kolejkach poprzedniego sezonu (216 do 181 goli na korzyść Polaków).
W tym sezonie w dotychczas rozegranych meczach polscy zawodnicy zdobyli 140 bramek, zawodnicy zagraniczni - 207. To oznacza, że już tylko dwa na pięć goli strzelają Polacy.
Argumentem za ściąganiem obcokrajowców do ligi zawsze miało być podniesienie poziomu rozgrywek, z czego polscy zawodnicy mieli w teorii korzystać, ucząc się od najlepszych. Zwolennicy tej tezy nigdy nie przedstawili jednak przykładu z innej ligi, który by takie twierdzenie uzasadniał. W obecnej sytuacji może i jest się miejscami od kogo uczyć, tylko brakuje samych uczniów.
