Marek Górecki: Nie dziwię się, że liga nie ma sponsora
Ekspert telewizji Orange Sport, wcześniej bramkarz futsalu, a wciąż golkiper beachsoccerowy i piłkarski szczerze o polskiej piłce halowej! Dlaczego ekstraklasa może w tym sezonie nudzić kibiców, czego brakuje futsalowi do popularności innych dyscyplin i o coraz bardziej profesjonalnym podejściu działaczy - o tym wszystkim dowiecie się z wywiadu z Markiem Góreckim.
2012/13 można uznać za ciekawy?
- W sensie sportowym na pewno był ciekawy, szczególnie pod tym względem, że był to drugi sezon z play-offami. Gdy te wchodziły do polskiego futsalu nie każdy wiedział, w jaki sposób należy przestawić metodologię treningu. Najlepiej przygotował swój zespół Klaudiusz Hirsch. Mimo tego, że na początku rozgrywek Akademia zajmowała końcowe miejsca, to nikt w klubie nie robił z tego problemu. Brawo za cierpliwość, której tak brakuje w polskim sporcie. Efekt końcowy był imponujący. W minionym sezonie Wisła poszła tym tropem. Słaby początek w jej wykonaniu i efektywna końcówka. Tak więc polscy szkoleniowcy zdobyli kolejną, cenną wiedzę.
Największym nieszczęściem w minionym sezonie było zniknięcie z futsalowej mapy klubu Akademii Pniewy. Mistrz kraju przestaje istnieć i nikt nie reprezentuje Polski na arenie międzynarodowej - jaki może być większy cios dla danej dyscypliny?
Jak na atrakcyjność i odbiór przez kibiców wpłynie decyzja o likwidacji play-offów?
- W mojej opinii rezygnacja z play-offów to strzał w kolano. Cały świat gra według tej zasady, a my nagle wymyślamy nowe rozwiązania i cofamy się. Chociażby sam fakt, że zawodnicy zagrają kilkanaście meczów mniej już pokazuje, ile tracimy w sensie sportowym. Dodatkowo, dzięki play-offom uczymy się gry pod presją (jeden mecz może decydować), a także gry dzień po dniu - czyli tak jak się gra na zawodach międzynarodowych. To może być najnudniejszy sezon od wielu lat. Przecież gdybyśmy dwa lata temu nie mieli play-offów, to po jesieni moglibyśmy rozdać złote medale Wiśle, srebrne Rekordowi i "fascynować" się walką o brąz. Kibice nie chcą oglądać meczów o nic - porównajmy oglądalność kadry "trawiastej" podczas spotkań kontrolnych - nawet gdy przeciwnik jest z wyższej półki - do pojedynków o punkty, i to chociażby z San Marino. Przepaść.
Kibice chcą emocji, chcą zwrotów akcji i nowych bohaterów. Chcą mieć nadzieję, że ich zespół mimo zajmowania np. 8. miejsca w lidze nadal będzie walczył o podium. Podejrzewam, że medale będzie można rozdać na 5 kolejek przed końcem, więc jaki sens mają transmisje z pozostałych kolejek? Skąd czerpać emocje?
Jaka Pana zdaniem jest droga, by zwiększyć popularność dyscypliny? Przykładowo o jeszcze bardziej niszowym futbolu amerykańskim media huczą, z finału na stadionie narodowym jest transmisja w ogólnodostępnej telewizji i to wszystko mimo, że może promil Polaków zna zasady w tej dyscyplinie. Tymczasem futsalowych wyników nie ma nawet małym drukiem w Przeglądzie Sportowym...
- Z futbolem amerykańskim jest trochę inna bajka, jak z większością sportów amerykańskich. Zdecydowana większość osób w Polsce wie czym jest Super Bowl, wie, że minuta reklamy w trakcie tego meczu kosztuje kilka milionów dolarów, wie, że kilka lat temu śpiewającej właśnie podczas finału Janet Jackson "wypadła" pierś itp. Ale czy ktokolwiek wymieni chociażby zespoły, które grały w tym wielkim finale, o wyniku nie wspominając? Sport w Stanach to przede wszystkim fenomenalne budowanie "media value", czyli wartości medialnej danej dyscypliny. Na to składa się bardzo wiele działań na różnych płaszczyznach. A przede wszystkim jest to robione przez fachowców z najwyższej półki. I to właśnie tej pracy na wielu płaszczyznach brakuje w polskim futsalu.
Jakiś czas temu padł temat - z mojej inicjatywy - abym zajmował się promocją medialną futsalu. Przede wszystkim miałem wprowadzić dyscyplinę do mediów. I co ciekawe, to wszystko wydawało się bardzo proste. Podczas rozmów z prasą na samym starcie udało mi się uzyskać zgodę na m.in. tabele w Sportowej Niedzieli w TVP, tabele i opisy w Przeglądzie Sportowym, Piłce Nożnej i kilku innych mediach , drukowanych i elektronicznych. Ówczesne władze spółki Futsal Ekstraklasa poinformowały mnie, że nie potrzebują mojej osoby (a kwota, którą zaproponowałem za moją pracę była bardzo niska). Zajmująca się wówczas marketingiem pani Anna Bryła powiedziała, że sama to wszystko zrobi. Więc odpuściłem...
W mediach magicznym słowem jest "kontent". To nic innego jak wynik, składy, opis meczu, zdjęcia czy też video. I aby ten kontent pojawiał się w mediach, to po pierwsze trzeba go tworzyć (relacje z meczów) a przede wszystkim "dystrybuować" do mediów. Nie spodziewajmy się na meczach ekstraklasy dziennikarzy z czołowych polskich gazet lub portali. Oni mają wiele ciekawszych - z ich punktu widzenia - miejsc i wydarzeń, na które mogą pojechać. Ale gdyby ktoś wysłał do nich gotowe informacje to już zupełnie co innego. Media, aby miały odpowiednią oglądalność, ilość sprzedanych gazet lub odwiedzin na stronie www, potrzebują właśnie tego kontentu. Przecież muszą zapełniać nim swoje strony. I ten kontent chętnie wstawialiby do swoich mediów - ale pod warunkiem, że ktoś by im to dostarczał. Dostarczał regularnie, zgodnie z ustalonymi wcześniej wytycznymi!
Inną sprawą są działania marketingowe wokół futsalu, mniej związane z wynikami. Do tej pory nie ma sponsora ligi. I ja się wcale nie dziwię, że nikt się nie zgłosił. Nie ma mediów - nie ma sponsora.
Zasadą sponsoringu sportowego jest wykładanie pieniędzy w zamian za wykorzystanie platformy reklamowej do promocji firm, produktów i usług oraz za tworzenie czegoś w stylu wizerunku, prestiżu firmy. Na jaką reklamę może liczyć sponsor, którego logo było by np. w nazwie Futsal Ekstraklasy i na koszulkach zawodników? W mojej opinii taka reklama jest obecnie warta 25-50 tysięcy złotych za sezon. A przecież można by wycisnąć pół miliona...
W obecnych czasach każda reklama jest przeliczalna - ilu odbiorców i jakich widziało logo, gdzie logo było prezentowane itp. Zatem im częściej zaprezentujemy sponsora, tym więcej kasy jest on w stanie wyłożyć. W tym miejscu muszę zwrócić uwagę również na słabe działania większości klubów. Zauważmy, że sponsoring w futsalu opiera się na fanatykach, którym udało się w życiu otworzyć i prowadzić duże firmy. Super, że to robią. Super, że dają kasę na futsal a nie na np. szermierkę czy kolarstwo. Ale te pieniądze nie wynikają z żadnej sensownej kalkulacji. Oni po prostu płacą za emocje. Lecz co się dzieje, gdy jednemu lub drugiemu noga w biznesie się powinie lub gdy znajdzie inne hobby? Przykłady Baustalu, Hurtapu, Holiday'a, Akademii a ostatnio Marwitu odpowiadają na to pytanie.
Czego możemy się spodziewać po nowym sezonie? Wszyscy w ciemno obstawiają zwycięstwo Wisły, czy rywalizacja będzie toczyć się tylko o srebrne medale?
- Wisła zapewni sobie złoto na kilka kolejek przed końcem. Rekord, Pogoń i Gatta (kolejność przypadkowa) powalczą o pozostałe medale do ostatniej kolejki. Namieszać może młodzież z Chorzowa.
I obym się mylił, oby ta liga nie była w tym sezonie tak bardzo przewidywalna.
Kto jest Pana faworytem do spadku?
- Tutaj niestety bardzo wiele zależy od sytuacji finansowej. Przecież niewiele brakowało aby Red Devils nie przystąpiły do gry. Może być i tak, że nikt nie spadnie bo dwa kluby zbankrutują (śmiech). Jeżeli wszystko rozstrzygnie się na płaszczyźnie sportowej, to przewiduję dwójkę z grupy: beniaminkowie, AZS Gdańsk, Red Devils, GKS Tychy. Wydaje się, że gra o utrzymanie będzie znacznie ciekawsza niż o medale.
W trakcie pracy zwiedziłeś już sporo futsalowych hal. Czy infrastruktura i podejście działaczy zmierza w kierunku profesjonalizmu?
- Miałem okazje wielokrotnie komentować duże, międzynarodowe imprezy futsalowe, a także objeździć polskie hale. Do profesjonalnej transmisji brakuje bardzo dużo. Czasami operatorzy stoją dwa metry od boiska na wysokości półtora metra. W większości przypadków kamery da się zamontować tylko wzdłuż jednej strony boiska. To największe problemy związane z możliwościami prowadzenia transmisji. Cieszy jednak to, że kluby mają tego świadomość. W Polsce powstaje dużo nowych hal - kwestia tylko współpracy klubu z OSiR-ami, które to przeważnie są właścicielami takowych obiektów.
Sądzę, że najlepsza jest hala, na której gra Clearex. Jest tam specjalne miejsce dla mediów - ale wiadomo, że tam gra wiele dyscyplin na wysokim poziomie.
Która hala jest Pana ulubioną?
- Uwielbiam mecze w Zduńskiej Woli. Uwielbiam, gdy szczelnie wypełniona ze wszystkich stron hala - w tym przypadku hangar - powoduje, że kibice są metr od linii. Piłkarz to bardzo mocno czuje. Dodatkowo kibice Gatty dodają smaku każdemu spotkaniu. Większość hal, na których prowadzone są mecze ekstraklasy ma możliwość usadowienia kibiców tylko po jednej stronie. A ja wolę, gdy siedzą po dwóch.
Jak się ogląda tyle meczów, nie ciągnie, by samemu wybiec jeszcze na parkiet?
- Gram w beach soccera oraz na trawie w IV lidze. Mam treningi bramkarskie z samym Jackiem Kazimierskim. Nie ma czasu na halę... 1 stycznia wchodzę w wiek "oldboja", więc pewnie pojawię się na futsalowych mistrzostwach Polski w tej kategorii wiekowej, jednak temat futsalu - jako zawodnik ligowy - uważam za zamknięty. Jako kibic jestem ciągle na bieżąco, bo nie da się ot tak po prostu zapomnieć o dyscyplinie, przy której spędziło się kilka lat i poznało wspaniałych, pełnych pozytywnych emocji ludzi.
Czego życzysz zawodnikom przed sezonem?
- Przede wszystkim ciągłej pasji w tym co robią. Jeżeli jest pasja do futsalu, to każdy trening sprawia przyjemność, w efekcie daje to dobre wyniki, a więc jeszcze więcej przyjemności. Życzę również tego, aby nauczyli się doceniać to, co robią w sporcie. Mój czas jako aktywnego zawodnika zbliża się nieuchronnie do końca. I jak tylko pomyślę, że niebawem nie będą grał w żadnej lidze, nie będę regularnie wchodził do szatni, wracał z meczów "wesołym autokarem", to tak po prostu robi mi się smutno. Więc szanujcie każdy moment na boisku i cieszcie się nim. Zdrowia nie życzę, bo życzą go wszyscy wokoło (śmiech).
Dziękuję za rozmowę i... do zobaczenia w Orange Sport!
Etykiety