Tomasz Kulczycki: Filipczak nie będzie sprawował u nas żadnej funkcji
W lipcu GAF Jasna Gliwice z radością donosiła o spektakularnym transferze - w składzie beniaminka miał znaleźć się lider klasyfikacji strzelców wszech czasów Krzysztof Filipczak. Popularny "Filip" jednak w Gliwicach nie zagra. Nie zagra zresztą też nigdzie indziej - zabronił mu tego i PZPN, i sąd. O całej sprawie, od pomysłu zatrudnienia po konsekwencje jakie wynikły dla zespołu, rozmawialiśmy z wiceprezesem GAF-u Tomaszem Kulczyckim.
Jak doszło do zatrudnienia Krzysztofa Filipczaka w GAF-ie?
- Potrzebowaliśmy doświadczonej osoby w zespole, takiej, która jest jednocześnie zawodnikiem i grającym asystentem trenera. Było kilku kandydatów. Część z nich w ogóle nie podjęło tematu, z innymi rozminęliśmy się co do oczekiwań finansowych. Jednym z tych kandydatów był Krzysztof, który na współpracę z nami zdecydował się bardzo szybko i zaangażował się w trenowanie. Ale jednocześnie cała futsalowa Polska zaczęła huczeć o tym transferze, z wiadomych powodów. Było to o tyle dziwne, że z naszej wiedzy wynikało, iż zawodnik regularnie cały czas grał na trawie w niższych ligach.
W efekcie jednak nie zagra w waszym klubie.
- Napisaliśmy pismo o wyjaśnienie jego sprawy do dwóch wydziałów PZPN, w tym do komisji dyscypliny. Długo czekaliśmy na odpowiedź, ale w końcu ją otrzymaliśmy, od pana Adama Gilarskiego, rzecznika dyscypliny, o tym że Krzysztof jest wykluczony ze struktur PZPN i nie może reprezentować żadnego klubu. Porozmawialiśmy niezwłocznie z Krzysztofem, że nie będzie grał w naszym klubie, dziękujemy mu za dojeżdżanie i wkład w treningi, potem zwyczajnie się pożegnaliśmy.
To wy występowaliście do PZPN, czy związek sam zainteresował się tematem?Przy zatrudnianiu zawodnika nie wiedzieliśmy o zaistniałym fakcie.
- Tak, my wysłaliśmy pismo do odpowiednich instancji PZPN O tym, że mogą być problemy dowiedzieliśmy się dopiero dzień czy dwa po pierwszym treningu, na którym był Krzysztof. Wcześniej nie wiedzieliśmy w ogóle o zaistniałej sytuacji, a gdy tylko mieliśmy taką świadomość, wysłaliśmy pisma, o których już wspominałem.
Czy ma pan wiedzę o wyrokach sądowych, które ciążą na zawodniku?
- Nie pytaliśmy się o to, wiedząc już, że jest zawieszony. Z prostej przyczyny - dla nas wyrocznią, najważniejszą instytucją jest w tej chwili PZPN.
Krzysztof Filipczak został w lutym 2012 skazany na karę w zawieszeniu, ale co dla nas najważniejsze - orzeczony został środek karny w postaci zakazu zajmowania stanowisk związanych z organizacją profesjonalnych zawodów sportowych i uczestnictwem w profesjonalnych zawodach sportowych na okres czterech lat. Zawodnik dobrowolnie poddał się karze. To trochę dziwne, że nie wiedzieliście o tym w momencie rozmów.
- A skąd mieliśmy wiedzieć? To jest w ogóle szerszy problem bo system Extranet nie podaje takich informacji, a to oraz informacja z okręgowych ZPN są najważniejsze przy rejestracji zawodników. Ale powtarzam - gdy tylko z innych źródeł, choćby portali internetowych, dowiedzieliśmy się o problemie, natychmiast podjęliśmy kroki, by sprawę wyjaśnić.
Czy Filipczak będzie z wami współpracował w inny sposób, niż jako zawodnik?
- Nie, nie będzie ani zawodnikiem, ani również nie będzie asystentem, ani nie będzie sprawował żadnej innej funkcji.
Jak pan ocenia teraz słowa Romana Sowińskiego, który powiedział - co do tej pory przeczytać można na stronie GAF-u - że jest to zawodnik, który "jest liderem, futsalowym wzorem i nauczycielem na i poza boiskiem"?
- Skomentuję to w dwójnasób. Po pierwsze, o komentarz należy spytać mojego wspólnika w klubie, czyli samego Romana Sowińskiego. To były jego słowa. Natomiast ja mogę powtórzyć tylko raz jeszcze - przy rozmowach, przy zatrudnianiu zawodnika nie wiedzieliśmy o zaistniałym fakcie. Zawodnik się tym nie chwalił a my mając potwierdzoną informację z Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, że jest czynnym, zgłoszonym do rozgrywek zawodnikiem, nie mieliśmy takiej wiedzy. Dopiero po otrzymanych informacjach i mając na uwadze dobro klubu niezwłocznie się tym zajęliśmy. Natomiast wszyscy znamy karierę Krzysztofa, jest on jedną z ikon polskiego futsalu, najlepszym strzelcem ligi i wielokrotnym reprezentantem kraju, więc uważam, że podstawy do takiej opinii o nim były. Był on na pewno wzorem piłkarskim, aczkolwiek można tylko żałować, że kolejna z legend "skończyła się" w sposób brutalny. Jak pan zresztą doskonale wie, takich osób w polskiej piłce jest zatrważająco dużo, ale są też takie, które po wyrokach wracają i pracują w klubach.
Jak cała sprawa została przyjęta w drużynie?
- Zawodnicy rozumieją powagę sytuacji i wiedzą, że inna opcja jak zaprzestanie współpracy z Krzysztofem nie mogła być brana pod uwagę. Natomiast na pewno odczuli brak wartości sportowej zawodnika, szczególnie druga czwórka, której Krzysztof miał być częścią.
Czy będziecie się starali znaleźć inną doświadczoną postać, która zastąpi w składzie Krzysztofa?
- Na szukanie takiego zawodnika nie za bardzo mamy już czas. Jakieś pomysły mamy, ale będzie to o tyle trudne, że ci piłkarze już gdzieś grają, albo po prostu nie są tym zainteresowani. Natomiast myślę, że w trakcie sezonu klub wzmocni jeszcze jeden zawodnik, być może łączący grę w hali z piłką trawiastą, rozważamy też zatrudnienie drugiego obcokrajowca.
Dziękuję za rozmowę