Krzysztof Kusia: Nie było się za bardzo z czego cieszyć
Kapitan Wisły przebył w poniedziałek bardzo długą drogę - od dwóch trafień samobójczych po decydującego gola dającego Wiśle Krakbet Kraków remis w meczu z Pogonią 04 Szczecin. Czy Krzysztof Kusia poczuł po tej bramce ulgę? Zapraszamy na wywiad.
W meczu z Pogonią najpierw stałeś się antybohaterem drużyny kiedy dwa razy skierowałeś piłkę do własnej bramki, żeby w ostatniej minucie zrehabilitować się i strzelić wyrównującego gola. Co czułeś po meczu, sportową złość czy radość po wywalczonym remisie?
- Byłem załamany, że tak powiem. Nie było się za bardzo z czego cieszyć. Nie chodzi nawet o strzelone bramki samobójcze, chodzi o samą grę, o swoją postawę na boisku.
Nie denerwujecie się na Douglasa dos Santosa, który tylko w meczu z Pogonią zmarnował kilka dogodnych sytuacji?
- Nie mamy go dość, chłopak potrafi grać w piłkę. To że nie strzela to się zdarza. Mimo, że ma taki okres w życiu, to generalnie nie uważam, żeby grał jakoś źle, żeby ktoś mógł mieć go dość.
Od początku sezonu Wisła gra w kratkę. Czy ta sytuacja nie wprowadza w szatni nerwowości?
- Robimy po prostu swoje.
Przed wami bardzo ważne spotkanie z zawsze groźnym Rekordem. Stosujecie jakieś specjalne przygotowania, czy podchodzicie do meczu tak jak do każdego innego?
- Podejrzewam, że będziemy się przygotowywać swoim normalnym cyklem.
Które drużyny są największym zagrożeniem dla Wisły w tym sezonie?
- Na pewno Gatta, na pewno Pogoń, na pewno także Rekord.
Czy twoim zdaniem brak fazy play-off wpłynie na poziom polskich drużyn, szczególnie na arenie międzynarodowej, gdzie ostatnio wypadają bardzo słabo?
- Play-off to był dobry ruch. Teraz nie wiem dlaczego wymyślili, żeby je cofnąć. Uważam, że tamten system rozgrywek był dobrą sprawą.
Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych spotkaniach.
Etykiety