Szalony mecz w Chojnicach. Diabły wróciły z piekła
Przegrywać 0:4 i odrobić straty? Dla zawodników Red Devils niemożliwe nie istnieje.
Spotkanie mogło się zacząć dla chojniczan dobrze, lecz w 3. minucie Witalij Koleśnik nie wykorzystał dobrej okazji na strzelenie gola, będąc już przed samym Tomaszem Cielestą. Potem dla gospodarzy było już tylko gorzej. W 8. minucie Marcin Kiełpiński trochę szczęśliwie wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. 3 minuty później ten sam zawodnik podwyższył, myląc kryjącego go Łukasza Sobańskiego i strzelając między nogami Łukasza Błaszczyka. Czerwone Diabły miały przed przerwą dwie niezłe okazje na kontaktowe trafienie. W 15. minucie Koleśnik huknął z dystansu, ale efektowną paradą popisał się Cielesta, a dwie minuty później Sobański z prawej strony wystawił na środek świetną piłkę Michaiłowi Sundiejewowi. Kirgiz chyba nie do końca zorientował się w sytuacji, bo nie zdołał futbolówki trącić. Sytuacja stała się dla miejscowych jeszcze bardziej dramatyczna gdy błąd Michała Wojciechowskiego i Dominika Soleckiego na gola zamienił Denis Diemiszew.
Oleg Zozulya na pewno w szatni nie mówił swoim podopiecznym, że mają pecha, choć - zwłaszcza od straty pierwszej bramki - to gospodarze prowadzili grę i stworzyli sobie pewną liczbę klarownych sytuacji. Ale ukraiński trener mógł się załamać po 26 sekundach od wznowienia gry. Do siatki trafił wówczas Przemysław Dewucki i raczej mało kto wierzył, że Diabły się jeszcze z tego podniosą. Tymczasem jeszcze w trakcie 1. minuty po przerwie z rzutu wolnego bombę do siatki posłał Koleśnik. Gra nie kleiła się obu drużynom, ale od czasu do czasu bramkarze musieli wykazać się swoimi umiejętnościami. Jak w 29. minucie, gdy Błaszczyk musiał wyciągnąć się jak struna, by sparować uderzenie Diemiszewa. Wcześniej po stronie Red Devils wymarzonej okazji nie wykorzystał Mariusz Kaźmierczak. Próby ataku pozycyjnego nie przynosiły miejscowym efektu, na 7 minut przed końcem zdecydowali się więc wycofać bramkarza. I to okazało się strzałem w dziesiątkę! W ciągu dwóch minut chojniczanie doprowadzili do stanu 3:4 po dwóch identycznych zamkach, gdy piłkę wgrywał z lewej strony Koleśnik, a na długim słupku zamykał je Solecki. Teraz nawet niemrawi dotychczas kibice uwierzyli, że punkt, a być może nawet wygrana mogą zostać w Chojnicach. W 38. minucie po rajdzie i uderzeniu Sobańskiego Cielesta zdołał jeszcze zatrzymać piłkę, dobitka Soleckiego została zablokowana. Kluczowe dla losów meczu okazało się wyrzucenie z boiska Macieja Mizgajskiego. Kapitan GAF-u za niemądre przewinienie otrzymał drugą żółtą kartkę i wściekły udał się do szatni, nawet nie przekazując opaski żadnemu z kolegów. Diabły założyły zamek tym razem 4 na 3, w efekcie piłkę do siatki zdołał wepchnąć Sobański, któremu to trafienie bez wątpienia się należało za postawę w całym spotkaniu.
GAF wywalczył pierwszy wyjazdowy punkt, ale raczej w długiej drodze powrotnej drużyna Rafała Barszcza nie będzie miała dobrego humoru. Już drugi raz gliwiczanie "witali się z gąską", by w końcówce dać sobie wydrzeć zdobycz punktową. Wcześniej w podobnych okolicznościach beniaminek dał się zaskoczyć AZS-owi Uniwersytet Gdański. Oj nie służą im wyjazdy na północ! Ale i wicemistrzowie Polski nie mają powodów do przesadnego optymizmu. Nadal pozostają w ekstraklasie jedną z trzech ekip bez zwycięstwa, balansując nad strefą spadkową.
Oleg Zozulya na pewno w szatni nie mówił swoim podopiecznym, że mają pecha, choć - zwłaszcza od straty pierwszej bramki - to gospodarze prowadzili grę i stworzyli sobie pewną liczbę klarownych sytuacji. Ale ukraiński trener mógł się załamać po 26 sekundach od wznowienia gry. Do siatki trafił wówczas Przemysław Dewucki i raczej mało kto wierzył, że Diabły się jeszcze z tego podniosą. Tymczasem jeszcze w trakcie 1. minuty po przerwie z rzutu wolnego bombę do siatki posłał Koleśnik. Gra nie kleiła się obu drużynom, ale od czasu do czasu bramkarze musieli wykazać się swoimi umiejętnościami. Jak w 29. minucie, gdy Błaszczyk musiał wyciągnąć się jak struna, by sparować uderzenie Diemiszewa. Wcześniej po stronie Red Devils wymarzonej okazji nie wykorzystał Mariusz Kaźmierczak. Próby ataku pozycyjnego nie przynosiły miejscowym efektu, na 7 minut przed końcem zdecydowali się więc wycofać bramkarza. I to okazało się strzałem w dziesiątkę! W ciągu dwóch minut chojniczanie doprowadzili do stanu 3:4 po dwóch identycznych zamkach, gdy piłkę wgrywał z lewej strony Koleśnik, a na długim słupku zamykał je Solecki. Teraz nawet niemrawi dotychczas kibice uwierzyli, że punkt, a być może nawet wygrana mogą zostać w Chojnicach. W 38. minucie po rajdzie i uderzeniu Sobańskiego Cielesta zdołał jeszcze zatrzymać piłkę, dobitka Soleckiego została zablokowana. Kluczowe dla losów meczu okazało się wyrzucenie z boiska Macieja Mizgajskiego. Kapitan GAF-u za niemądre przewinienie otrzymał drugą żółtą kartkę i wściekły udał się do szatni, nawet nie przekazując opaski żadnemu z kolegów. Diabły założyły zamek tym razem 4 na 3, w efekcie piłkę do siatki zdołał wepchnąć Sobański, któremu to trafienie bez wątpienia się należało za postawę w całym spotkaniu.
GAF wywalczył pierwszy wyjazdowy punkt, ale raczej w długiej drodze powrotnej drużyna Rafała Barszcza nie będzie miała dobrego humoru. Już drugi raz gliwiczanie "witali się z gąską", by w końcówce dać sobie wydrzeć zdobycz punktową. Wcześniej w podobnych okolicznościach beniaminek dał się zaskoczyć AZS-owi Uniwersytet Gdański. Oj nie służą im wyjazdy na północ! Ale i wicemistrzowie Polski nie mają powodów do przesadnego optymizmu. Nadal pozostają w ekstraklasie jedną z trzech ekip bez zwycięstwa, balansując nad strefą spadkową.
Etykiety

