Akademicy z Gdańska już na czele fot. Gatta Active Zduńska Wola

Akademicy z Gdańska już na czele

Gatta już na początku sezonu udowodniła, że ze stanu 0:2 potrafi wyjść na zwycięstwo. Blisko było i tym razem. Ekipa Wojciecha Sopura doprowadziła do remisu, ale była zbyt pazerna na 3 punkty. Strzałem spod własnej bramki Jacek Burglin dał swojej drużynie pozycję lidera tabeli.

Gatta Active Zduńska Wola
AZS Uniwersytet Gdański

Gatta Active Zduńska Wola - AZS Uniwersytet Gdański
2:3

 
Cel AZS-u przed tym meczem był tylko jeden - niezależnie od stylu wywieźć ze Zduńskiej Woli punkty. Od początku meczu stroną przeważającą byli więc doświadczeni gracze Gatty. Mimo, wielu ataków gospodarzy jako pierwsi bramkę zdobyli gdańszczanie. Kontratak wyprowadzony przez Tomasza Poźniaka wykończył strzałem na pustą bramkę Wojciech Pawicki i ku zaskoczeniu wszystkich to podopieczni Szymona Hartmana otworzyli wynik meczu. Obraz gry mimo bramki nie uległ zmianie. Cały czas gra głównie toczyła się na połowie Akademików, ale znów skuteczność była po stronie gdańszczan. W 18. minucie na 2:0 podwyższył Marcin Szymański i taki wynik utrzymał się już do przerwy. Ściany nie pomagały gospodarzom. Kilkakrotnie trafiali oni w metalowe elementy bramki - słupki, poprzeczka a nawet ich spojenie.

Po przerwie faworyci zaatakowali jeszcze mocniej, lecz dobrze między słupkami spisywał się Jacek Burglin, który pierwotnie do Zduńskiej Woli miał nawet w ogóle nie przyjeżdżać (w ubiegłym tygodniu był uczestnikiem wypadku samochodowego i narzekał na problemy z odcinkiem szyjnym kręgosłupa). Wobec bezsilności pod bramką już po ok. 10 minutach drugiej części Wojciech Sopur zdecydował się zaryzykować i zagrać z wycofanym bramkarzem. Dopiero ten manewr sprawił, że piłka zaczęła wpadać do siatki AZS-u. Za pierwszym razem zasłoniętego golkipera pokonał zaskakującą bombą Michał Marciniak, wyrównał w bardzo podobny sposób Igor Sobalczyk. Zachęceni takim obrotem sprawy gospodarze mimo remisu wciąż grali w przewadze. Nieskuteczność rywali wykorzystał Burglin, który po jednym z przechwytów celnie uderzył do pustej bramki. Gatcie nie pomógł więc nawet powrót do składu kontuzjowanego Michała Szymczaka.

Gdańszczanie udowodnili, że znajdują się w czubie - a teraz już na samym szczycie - nie przez przypadek, nie tylko z powodu korzystnego ułożenia kalendarza. Gatta mogła i powinna niedzielny pojedynek wygrać, trener Sopur do tej pory pewnie łamie sobie głowę, jak doszło do tego, że komplet punktów pojechał na Pomorze. Ale zwycięzców się nie sądzi. Pierwszy raz w historii futsalowej ekstraklasy na czele znalazła się drużyna AZS, a biorąc pod uwagę fakt, że za tydzień do Gdańska przyjeżdża outsider tabeli GKS Futsal Tychy, być może Akademicy zagoszczą tam na dłużej.

Dodatkowe informacje

  • Źródło: Jakub Lempski