Mistrz się nie obroni. Dramat Korczyńskiego fot. Orange Sport

Mistrz się nie obroni. Dramat Korczyńskiego

Wisła Krakbet Kraków choć prowadziła 2:1 z Rekordem Bielsko-Biała, to zeszła z parkietu pokonana. Udział przy wszystkich trzech bramkach rywali miał grający trener mistrza Polski Błażej Korczyński.

Wisła Krakbet Kraków
Rekord Bielsko-Biała

Wisła Krakbet Kraków - Rekord Bielsko-Biała
2:3

 
Nie "leży" Wiśle Rekord. Licząc razem z poniedziałkowym meczem była to już 4. z rzędu porażka Białej Gwiazdy z bielską drużyną. Zaczęło się już w zeszłym sezonie, gdy na Final Four Halowego Pucharu Polski syta mistrzostwem Polski Wisła przegrała 1:4 z zespołem dowodzonym wtedy jeszcze przez Andreę Bucciola. Później przyszła porażka w Superpucharze 2:4 i w rundzie jesiennej ekstraklasy 2:3. Ten sam wynik powtórzył się tym razem, choć długo nic tego nie zapowiadało.

Zaczęło się od sporej dawki walki w środku boiska. Początkowo żadna drużyn nie potrafiła stworzyć klarownej sytuacji. Impas przełamały dopiero: zaskakujące uderzenie spod linii środkowej Tomasza Dury i nieczysty strzał Andrzeja Szłapy. Ale nie oznaczało to, że Rekord zaczął sobie wypracowywać jakąś przewagę. W 8. minucie po dobrym wyrzucie Kamila Dworzeckiego dobrą okazję do objęcia prowadzenia mieli gospodarze, lecz Douglas za głęboko odegrał do Piotra Morawskiego. W rewanżu dwukrotnie bez powodzenia z golkiperem Wisły mierzył się Radek Polasek. Czeski Rekordzista z kolei stracił piłkę w 11. minucie na rzecz Marcina Czecha, dzięki czemu kunsztem mógł wykazać się tym razem Krystian Brzenk. Za drugim razem golkiper reprezentacji razem niebezpiecznie tuż przed linią pola karnego, gospodarze wzięli czas, ale atomowe uderzenie Douglasa minęło słupek. Mimo to krakowianie w końcówce pierwszej połowy zdominowali przyjezdnych. W 18. minucie po przytomnym wgraniu Błażeja Korczyńskiego najlepszy strzelec ekstraklasy spudłował na pustą bramkę z dwóch metrów, a po chwili - po błędzie Piotra Szymury - Brazylijczyk nie dogadał się z Morawskim, podczas gdy mieli przed sobą tylko Brzenka. Jeszcze tuż przed syreną Morawski ograł przy linii bocznej Michała Marka, ale pamiętając chyba poprzednie pudło Douglasa nie wystawiał mu piłki, tylko sam huknął po krótkim rogu. Gdzie oczywiście czuwał golkiper z Bielska-Białej.

O porażce drużyny z grodu Kraka zdecydowała druga połowa. Wprawdzie pierwszy groźny strzał oddał niezmordowany Morawski, ale wynik otworzyli goście. Złe podanie do środka Korczyńskiego zostało przechwycone, a Szłapa uruchomił nadciągającego prawą stroną Marka i precyzyjnym uderzeniu tego ostatniego na tablicy widniał wynik 0:1. To tylko zwiastowało dodatkowe emocje. Choć w teorii pierwsza bramka miała ustawiać dalszy przebieg meczu, to mieliśmy prawdziwą huśtawkę nastrojów. Gra toczyła się wet za wet, na próby Morawskiego i Daniela Lebiedzińskiego równie nieskutecznie odpowiedział Marek, ale w końcu piłka zatrzepotała w siatce bramki gości. Skierował ją tam Szymura, nieszczęśliwie odbijając wgranie Korczyńskiego na długi słupek do Morawskiego. Początkowo gol został nawet zapisany grającemu trenerowi Wisły, ale wkrótce po zakończeniu spotkania pomyłka została naprawiona. I dobrze, bo gol nr 300 byłby jednym z brzydszych w ekstraklasowej karierze Korczyńskiego. Trener Białej Gwiazdy uporczywie dążył jednak, by już bez żadnych wątpliwości wpisać się na listę strzelców. Doskonałą okazję ku temu miał w 31. minucie, ale w sytuacji sam na sam przekombinował, piłkę odbił Brzenk, a dobitka Douglasa wylądowała na słupku. Kilkadziesiąt sekund później golkiper Rekordu zatrzymał również strzał popularnego "Korka" z rzutu wolnego, a dobitkę zablokował Szymura. Goście próbowali się odgryźć, na ich nieszczęście Rafał Franz najpierw po rzucie wolnym trafił tylko w słupek, a po chwili, po fatalnej stracie Pawła Budniaka uderzył obok bramki. I paradoksalnie... prowadzenie objęli Wiślacy. Czech wyczuł intencje zagrywającego z autu Wojciecha Łysonia, sprzątnął piłkę sprzed nosa Szłapie i popędził na bramkę Brzenka, pokonując go strzałem po długim rogu.

Myliłby się ten, kto by stawiał, że będzie to koniec emocji. Wisła balansowała bowiem na granicy dopuszczalnych przewinień, a 6. faul popełnił ten, po kim najmniej można się było tego spodziewać. W 35. minucie Korczyński w zupełnie niegroźnej sytuacji, na połowie rywala niezgodnie z przepisami zaatakował Artura Popławskiego, a przedłużony rzut karny z zimną krwią wykorzystał Dura. Trener krakowian zaryzykował i postanowił zagrać o pełną pulę. Wycofał bramkarza, ale jego zespół nie potrafił wykorzystać gry w przewadze. Na 80 sekund przed końcem Korczyński próbował zagrać crossowe podanie z lewej strony, jednak przechwyt i strzał do pustej bramki Jana Janovsky'ego zniweczył marzenia o obronie tytułu, choć w samej końcówce jeszcze raz po zamknięciu Lebiedzińskiego ekipę Adama Krygera uratował słupek.

Bo tu już nie ma co owijać w bawełnę. W tej sytuacji Wisła mistrzem Polski 2013/14 nie zostanie. Ma obecnie 6 punktów straty do Rekordu, z którym na dodatek ma niekorzystny bilans bezpośrednich spotkań. Brzenkowi i spółce noga musiałaby się powinąć więc jeszcze aż 3 razy. "Po drodze" jest jeszcze Pogoń 04 Szczecin i to między podopiecznymi Gerarda Juszczaka a drużyną z Bielska-Białej rozstrzygnie się korespondencyjna walka o złoto. To nie my będziemy frajerami, jeśli okaże się, że będzie inaczej i Biała Gwiazda przegoni rywali. To czołowa dwójka nimi będzie, jeśli taką przewagę zmarnuje.