Przemysław Sarosiek: Sędziowie nie będą zawsze decydować optymalnie i idealnie fot. Mariusz Krupa

Przemysław Sarosiek: Sędziowie nie będą zawsze decydować optymalnie i idealnie

Clearex Chorzów nie może pogodzić się z porażką z Pogonią 04 Szczecin. W czwartek na swojej stronie chorzowianie poinformowali, że "Odwołanie złożone przez nasz klub po meczu z Pogonią zostało uwzględnione przez Kolegium Sędziów PZPN", a "sędzia Andrzej Witkowski na razie nie będzie prowadził meczów ekstraklasy". Jakie są konsekwencje całego zamieszania? Spytaliśmy o to Przemysława Sarosieka, szefa futsalowych sędziów.

Odwołanie Cleareksu zostało - jak czytamy na stronie chorzowian - "uwzględnione" przez Kolegium Sędziów. Co to znaczy?
- Za duże słowa, za wczesne wnioski. Clearex złożył protest. Komisja Ligi spółki Futsal Ekstraklasa zwróciła się do Zespołu Futsalu Kolegium Sędziów, jako do organu opiniującego w tej sprawie. Naszą rolą była odpowiedź, czy sędziowie popełnili błąd w kwestionowanej sytuacji, udzielając napomnienia zawodnikowi Cleareksu. Odpowiedź na to pytanie nie może być jednoznaczna. Niewątpliwie decyzja sędziów w tej sytuacji jest kontrowersyjna. Jej znaczenie zwiększa fakt, że po rzucie karnym - wynikłym z niej - padł jedyny gol tego meczu. Na podstawie analizy nagrań i innych dostępnych nam materiałów może być uznana za błąd. Nie oznacza to jednak automatycznej odpowiedzialności sędziów. Sędzia, który podjął decyzję o rzucie karnym był w tej sytuacji źle ustawiony. Zaznaczam - nie z własnej winy. Chwilę wcześniej był aut i sędziowie zmienili się miejscami. Z niezawinionych przez siebie powodów obaj znaleźli się w złej pozycji do oceny wydarzenia. A musieli jakąś decyzję podjąć.
Sędziowie muszą rozstrzygać zwłaszcza wtedy, kiedy decyzja budzi kontrowersję i nie da się jej jednoznacznie ocenić. Zaznaczam, że brak reakcji sędziów w tej sytuacji też byłby decyzją - że nie ma przekroczenia przepisów. Andrzej Witkowski w tej sytuacji uznał, że był faul i to w polu karnym a Szymon Łuszczek zasługuje na żółtą kartkę. Analizowałem arkusze obserwatora, obejrzałem materiał wideo, przeczytałem samooceny sędziów i stwierdzam, że nie była to decyzja optymalna. Nie oznacza to, że któryś z arbitrów postąpił źle. W tym przypadku mieli arcytrudną sytuację i widząc zdarzenie, tak jak widzieli, podjęli decyzję: karny z żółtą kartką. Argumenty za takim rozwiązaniem to fakt, że Łuszczek przytrzymywał rywala za koszulkę, a trzymanie to zakończyło się w polu karnym. W tej sytuacji ryzyko ponosi trzymający. A zatrzymanie przeciwnika za koszulkę (holding) to kara napomnienia za niesportowe zachowanie. Jest i druga strona medalu: Tubacki wyolbrzymił kontakt, sam też w tej sytuacji nie był wyłącznie biernym uczestnikiem walki, zainteresowanym wyłącznie piłką i rzucił się praktycznie w pole karne. Być może z intencją wprowadzenia sędziów w błąd.

To w końcu był błąd sędziów czy go nie było?
- Powtórzę: sędziowie musieli podjąć decyzję mając na to ułamek sekundy i w tym czasie rozważyć to wszystko, co powiedziałem wcześniej. Na dodatek mając naprawdę złe pole widzenia z powodów przez siebie niezawinionych. Wszyscy, którzy oceniają tę sytuację, oglądają ją z lepszego kąta, na dodatek wielokrotnie i stosując zwolniony zapis plus stop klatki. I nadal w ocenie zdania są podzielone! Wysłuchałem opinii sędziów, obserwatorów. O zdarzeniu mówili też ze mną trenerzy, działacze, zawodnicy i dziennikarze. I była pełna gama odpowiedzi: od "grać dalej bo to męska walka" po "rzut karny i czerwoną kartkę dla Łuszczka". Tak jak sędzia musiał rozstrzygnąć sytuację na boisku, tak samo ja musiałem odpowiedzieć na pytanie: czy to była dobra decyzja. Uznałem, że sędziowie przesadzili w ocenie, dyktując rzut karny i udzielając napomnienia. I zarekomendowałem Komisji Ligi nie liczenie napomnienia Łuszczka do ewidencji. Decyzję w tej sprawie podejmie Komisja - nie Kolegium Sędziów. Dla mnie to jednak nie koniec sytuacji - będziemy analizowali ją pod kątem szkolenia i rozwiązań dla sędziów na przyszłość. I taka praca - analiza tej sytuacji przez arbitrów przyniesie prawdziwe korzyści w postaci podniesienia poziomu i ujednolicenia decyzji. Uprzedzam jednak - nie ma sposobu, żeby sędziowie podejmując kontrowersyjne decyzje zawsze decydowali optymalnie i idealnie.

Jakie protesty odnośnie pracy sędziów mają w ogóle sens i na co ewentualnie kluby mogą liczyć?
- Każdy protest wymaga rozpatrzenia. W zasadzie tylko tak zwane poważne błędy sędziego np. pomyłka w identyfikacji winnego zawodnika, pokazanie ewidentnie błędnej kartki, wykluczenie niewinnego zawodnika lub złamanie przepisów, może być powodem analizowania decyzji w kontekście naprawienia błędu arbitrów. Najczęstszy przypadek to nie uwzględnienie kartki dla niewinnego, bo nie ma instytucji anulowania kartki. I ewentualne ukaranie winnego. Klub zgłaszając błędy sędziów dysponować powinien pełnym zapisem zawodów, bo tylko wtedy można rozpatrywać jakikolwiek protest. Nie zamierzam w ogóle zajmować się protestami klubów, które nie będą dokonywały zapisów swoich zawodów lub nie udostępniały ich. Takim postępowaniem same stawiają się na przegranej pozycji. W przypadkach oczywistych, poważnych błędów będę rekomendował - zgodnie z Regulaminem Dyscyplinarnym PZPN - ich naprawianie. Ale nie ma co liczyć na unieważnianie goli, karnych itp., nawet w przypadku poważnych omyłek sędziowskich. Jest to możliwe tylko przy karze dyscyplinarnej. No i ewentualnej odpowiedzialności sędziów za tak zwane "wielbłądy".

Andrzej Witkowski zostanie ukarany? Czytamy na stronie Cleareksu, że ma być za swój błąd zawieszony. Jaki jest w tym sens?
- Bardzo duże uproszczenie. Poważny błąd w postaci złego zastosowania przepisów, zawinionego błędu sędziego czy ewidentnego niedbalstwa, niechlujności zasługuje niewątpliwie na karę. Słaba forma sędziego na boisku skutkuje rzadszym obsadzaniem na zawody, czasowym przesunięciem do niższej ligi. Może być jednak tak, że sędzia prowadzi świetny mecz i popełnia jeden błąd. Trzeba trafu - w polu karnym. I tu nie ma mowy o karze! Jeśli podstawowy gracz drużyny pudłuje z metra to trener może go na chwilę posadzić na ławce, ale za chwilę znowu wpuszcza go na boisko. Bo wie, że ten zawodnik jest tam potrzebny i ma nadzieję, że za chwilę strzeli. Ja jako szef sędziów jestem dokładnie w tej sytuacji - wypuszczam na parkiety tych, co do których jestem przekonany, że popełnią najmniej błędów. Andrzeja zaliczam do tej grupy.

Ale chwilę przerwy w ekstraklasie będzie miał?
- Rzeczywiście - wstrzymam go w obsadzie ekstraklasy, ale wyłącznie z powodu wątpliwości co do aktualnej formy. Podkreślam - wątpliwości. Pojedzie na mecz I ligi i będzie to ta chwila, kiedy zawodnik siedzi na ławce i odpoczywa. Nie da się prowadzić zawodów cały czas na wysokim poziomie, być odpornym na stres i nie mylić się. Moment na odbudowanie wysokiej formy, której od Andrzeja oczekuję, jest w tym przypadku niezbędny. Nie jest to żadna kara, tak jak prowadzenie zawodów ekstraklasy nie jest nagrodą. To praca do wykonania i chcę, aby wykonywali ją w ekstraklasie profesjonaliści będący w najwyższej formie. Moja rola to dopilnować, by na parkietach pojawiali się tylko tacy sędziowie. Nie zawsze podejmuję dobre decyzje personalne. I jeszcze jedno - za wszystkie błędy sędziów odpowiedzialność ponoszę ja jako ich szef! I apeluję do klubów, aby pozwoliły mi pracować nad formą sędziów. Naprawdę wykonujemy dużą pracę nad szkoleniem: sędziowie i instruktorzy! Sędziowie w ekstraklasie i I lidze oglądają swoje mecze, przygotowują klipy, piszą samooceny. To przyniesie efekty. Proszę o trochę cierpliwości. Korzystamy ze sprawdzonych rozwiązań. Niestety nie wszystkie kluby chcą w tym pomagać nie przekazując zapisów z zawodów. Ale przeważnie to one najgłośniej krzyczą po błędach sędziowskich. Bez ich pomocy nie ma szans na poprawę poziomu sędziowania.

Poziom sędziowania podniesie się w tym sezonie?
- Głęboko w to wierzę. Jeżeli tak nie będzie, uznam, że nie nadaję się do zarządzania tym zespołem i odejdę. Każdy z błędów sędziowskich długo analizuję i zastanawiam się, jak poprawić poziom, czy podjąłem dobre decyzje personalne, wyznaczając takich sędziów na zawody. Sędziowie są częścią futsalu - jego integralną częścią i zależy im na rozwoju tej dyscypliny. Mogą to zrobić tylko w jeden sposób - wykonując swoją pracę jak najlepiej. A droga to tego to: szkolenie, szkolenie i jeszcze raz szkolenie. Plus trening kondycyjny. Chcę jednak zaznaczyć jeszcze jedno: nie zgadzam się z opinią, że polscy sędziowie futsalu są słabi. Na międzynarodowym turnieju w Tychach widziałem sędziów z Czech, Słowacji i Węgier. Nasi byli dużo lepiej wyszkoleni. Nasi arbitrzy międzynarodowi są wyznaczani na trudne i prestiżowe zawody. Sebastian Stawicki i Tomek Frąk jeżdżą regularnie na turnieje międzynarodowe, a w listopadzie będą na szkoleniu FIFA w Serbii, gdzie zaproszono kandydatów na finały ME. Obaj są w grupie najlepszych sędziów Europy. A w ekstraklasie jest wielu sędziów, którzy im niewiele ustępują i robią duże postępy. W I lidze jest podobnie. Owszem - paru arbitrów odstaje ale albo wykonają pracę nad sobą i poprawią poziom albo podziękuję im za współpracę. Podobnie będzie z obserwatorami. To przykry obowiązek, ale niestety konieczny.

A wracając na koniec do pretensji Cleareksu - czy zna pan przypadki, gdzie na skutek pomyłki sędziowskiej mecz został rozegrany ponownie lub wynik zmieniono? Zdarza się to w ogóle czasem w futsalu?
- Nie pamiętam takiego przypadku. W rozgrywkach boiskowych - owszem zdarzały się takie sytuacje, ale w hali? Chyba nie. Były natomiast - w poprzednim sezonie - przypadki naprawiania błędów w zakresie kartek. Zarówno w ekstraklasie jak i I lidze.

Dziękuję za rozmowę