Jak hiszpański beniaminek pokazuje Polsce miejsce w szeregu
Dwa zdania wyjaśnienia - z Segunda Division awansują wyżej dwa zespoły. Triumfator otrzymuje nominacje automatycznie (w tym roku Pescados Rubén Burela), o drugie wolne miejsce walczą w play-offach cztery zespoły. Czemu cztery, a awansował zespół siódmy? Ponieważ w play-offach z oczywistych względów nie uczestniczą rezerwy zespołów pierwszoligowych, w tym wypadku Barça Lassa B (5. miejsce) i ElPozo Ciudad de Murcia (6.). W pierwszej rundzie drużyna z Kordoby pokonała drugi po rundzie zasadniczej Real Betis Futsal, decydujące spotkanie wygrywając po rzutach karnych.
Ale to nie sposób, w jaki nowy beniaminek LNFS awansował, tylko właśnie ci kibice, szczelnie wypełniający jeden z miejskich placów, pokazują, jak wiele brakuje nam do światowej futsalowej ekstraklasy. Kordoba to miasto ponad 300-tysięczne, jeden z hiszpańskich przykładów obalających tezę, że futsal lepiej organizować w małych miejscowościach.
Istnieje tylko jedna niezawodna recepta na to, by o danej dyscyplinie zaczęli mówić wszyscy - to zapełnienie hal kibicami. Gdy będą kibice, telewizja sama się pojawi, nie trzeba będzie o nią żebrać. Gdy będą kibice, po sukcesie kadry reprezentantów zaprosi sam prezydent.
Ale kibice na trybunach to wyzwanie nie dla PZPN, tak często krytykowanego, jak to mało pieniędzy przeznacza na futsal, ani spółki Futsal Ekstraklasa. To wyzwanie dla klubów. A dobrze wiemy, że niektóre z nich budowane są nie od podstaw, a od samego dachu. Niektóre polskie kluby mają więcej zawodników, niż kibiców.