Jak hiszpański beniaminek pokazuje Polsce miejsce w szeregu Facebook/ Córdoba CF Futsal

Jak hiszpański beniaminek pokazuje Polsce miejsce w szeregu

Futsalowy światek żył w poniedziałek decydującym półfinałowym meczem hiszpańskiej Primera Division, w którym Barça Lassa po raz drugi dopiero po karnych pokonała Palma Futsal. Bardziej niż to emocjonujące starcie różnicę między Polską a Hiszpanią pokazuje nam obrazek z drugiego końca tamtejszej ekstraklasy.

1 czerwca w decydującym meczu play-off (!) o awans z Segunda Division siódma (!!) drużyna sezonu zasadniczego Cordoba CF Futsal pokonała na wyjeździe Software DELSOL Mengíbar. Na wracających z niedalekiej akurat podróży (nieco ponad 100 km) futsalistów czekały w Kordobie setki (!!!) fanów.

Dwa zdania wyjaśnienia - z Segunda Division awansują wyżej dwa zespoły. Triumfator otrzymuje nominacje automatycznie (w tym roku Pescados Rubén Burela), o drugie wolne miejsce walczą w play-offach cztery zespoły. Czemu cztery, a awansował zespół siódmy? Ponieważ w play-offach z oczywistych względów nie uczestniczą rezerwy zespołów pierwszoligowych, w tym wypadku Barça Lassa B (5. miejsce) i      ElPozo Ciudad de Murcia (6.). W pierwszej rundzie drużyna z Kordoby pokonała drugi po rundzie zasadniczej Real Betis Futsal, decydujące spotkanie wygrywając po rzutach karnych.

Ale to nie sposób, w jaki nowy beniaminek LNFS awansował, tylko właśnie ci kibice, szczelnie wypełniający jeden z miejskich placów, pokazują, jak wiele brakuje nam do światowej futsalowej ekstraklasy. Kordoba to miasto ponad 300-tysięczne, jeden z hiszpańskich przykładów obalających tezę, że futsal lepiej organizować w małych miejscowościach.

Powraca więc pytanie - co jest wyznacznikiem popularności danej dyscypliny? Wyłożone pieniądze? To z pewnością ma znaczenie, bo przypuszczalnie siatkówka w Polsce, gdyby nie sponsoring Plusa, nie byłaby najsilniejszym u nas sportem halowym. Szkolenie u podstaw, na co często niektórzy się chętnie powołują? Trybuny przy torach Formuły 1, zapełniające się na każdej Grand Prix, albo w naszych lokalnych warunkach stadiony żużlowe, świadczą o tym, że takie myślenie to pułapka. Masowość uprawiania dyscypliny? Nie mówiąc już o piłce "halowej", jaki procent rowerzystów w Polsce ściska kciuki za Rafała Majkę albo uprawiających jogging wie o istnieniu Yareda Shegumo? To może sukces reprezentacji? Lista dyscyplin, w których Polacy zbierają worki medali, a nikt nie chce ich oglądać, jest ogromna.

Istnieje tylko jedna niezawodna recepta na to, by o danej dyscyplinie zaczęli mówić wszyscy - to zapełnienie hal kibicami. Gdy będą kibice, telewizja sama się pojawi, nie trzeba będzie o nią żebrać. Gdy będą kibice, po sukcesie kadry reprezentantów zaprosi sam prezydent.

Ale kibice na trybunach to wyzwanie nie dla PZPN, tak często krytykowanego, jak to mało pieniędzy przeznacza na futsal, ani spółki Futsal Ekstraklasa. To wyzwanie dla klubów. A dobrze wiemy, że niektóre z nich budowane są nie od podstaw, a od samego dachu. Niektóre polskie kluby mają więcej zawodników, niż kibiców.