Wojciech Weiss: Najważniejsze, że zobaczyliśmy na czym stoimy
Po ponad dwóch latach przerwy zawodniczki z orzełkiem na piersi mogły wybiec na parkiet w meczu polskiej reprezentacji. W Krasnogorsku Polki poniosły jak dotąd dwie porażki, ale jak mówi selekcjoner Wojciech Weiss, celem występu nie było od razu wygrywanie z najsilniejszymi, a nauka i znalezienie odniesienia, na jakim poziomie jest obecnie polski futsal kobiet.
Przewrotnie na początek zapytam - jaki jest sens istnienia kobiecej reprezentacji w futsalu?
- Futsal się rozwija, a futsal kobiet na dodatek bardzo szybko. Powstają nowe zespoły, liga jest coraz silniejsza, coraz bardziej atrakcyjna. Także rozgrywki akademickie wyglądają bardzo fajnie. Brakowało tej kadry. Bardzo się cieszymy, że wreszcie została reaktywowana, bo dziewczyny mają jakiś cel. Miejmy nadzieję, że dzięki tej kadrze futsal pójdzie jeszcze bardziej do przodu.
Ale sytuacja się nie zmieniła - nadal nie ma żadnych oficjalnych Mistrzostw Europy czy Świata. Co się zatem zmieniło, że przez 2 lata prezes PZPN Zbigniew Boniek uważał, że ta kadra jest niepotrzebna, a teraz znowu istnieje?
- Tak naprawdę co się zmieniło w PZPN, to nie wiem. Wydaje mi się za to, że w futsalu kobiecym się zmieniło dużo. Liga jest o wiele lepsza. Rok, dwa lata temu, było po 6-7 zespołów. Teraz jest 12 i żaden nie wycofał się w trakcie. Były też te rozgrywki o wiele bardziej atrakcyjne. Powstał Final Four - czyli fajne widowisko dla kibica. Poziom też na pewno jest zdecydowanie wyższy, niż do niedawna. Zespoły są bardziej wyrównane, a tych dobrych jest coraz więcej. Wiemy też, że w FIFA czy UEFA kładą nacisk na rozwój kobiecego futsalu i jakieś oficjalne mistrzostwa mają w niedalekiej przyszłości powstać. Na to liczymy, że już za chwilę będziemy grali w oficjalnych rozgrywkach.
Jedno się na pewno przez 2 lata nie zmieniło - zawodniczki powołane do futsalowej kadry i tak łączą piłkę na hali z tą trawiastą?
- Tak, dokładnie. Tak jest nie tylko u nas - również na Ukrainie czy w innych sąsiedzkich państwach jest to ciężkie do zrobienia, by dziewczyny grały tylko w futsal. Ta liga jest za krótka, za mało czasu zajmuje. Także łączenie jest na porządku dziennym. Myślę, że jeszcze przez parę lat tak to będzie wyglądać.
Nie ma problemu zatem ze zwalnianiem zawodniczek z klubów trawiastych? Jesteśmy przecież w pełni sezonu...
- Tak naprawdę dwa kluby z trawy oddały więcej niż jedną zawodniczkę. I z nimi też nie było problemów, bo zależy im na rozwoju polskiej piłki, polskiego futsalu. AZS UJ Kraków, skąd pochodzi spora część kadry, też gra w futsal, więc czuje się niejako trochę zobowiązany. Bardzo fajnie, że się zgodzili - ogromny szacunek i podziękowania dla nich, bo przecież właśnie walczą o awans do ekstraklasy na trawie. Chociaż nie ukrywam, że termin turnieju nie jest idealny.
Ale gdy ma się możliwość gry z takimi drużynami, jak w Krasnogorsku, to na termin się nie narzeka?
- No na pewno. Nie skorzystać z takiego zaproszenia byłoby głupotą. Możemy nie mieć więcej takiej szansy. Rosja to przecież nieoficjalny wicemistrz świata, Hiszpania - brązowy medalista, Iran też było wysoko. Dwa pierwsze kraje grały we wszystkich sześciu rozgrywanych dotąd turniejach tego nieoficjalnego mundialu. Także obsada jest megasilna. Uważam, że taką szansę trzeba wykorzystywać. Dzięki temu widzimy, gdzie stoimy, w jakim miejscu jest nasz futsal. Bo tak naprawdę dotąd tego nie wiedzieliśmy. Ten turniej daje nam pewne odpowiedzi. No i jak się uczyć - to od najlepszych.
Nie obawialiście się jakich potężnych porażek?
- Nie miałem odniesienia, bo oglądanie gdzieś w internecie meczów Hiszpanii czy Rosji nigdy się nie przekłada na rzeczywistość. Uważam, że mam fajny zespół. Dziewczyny są bardzo ambitne oraz chętne do nauki i pracy. Wiadomo było, że nie będziemy od razu walczyć o zwycięstwo i cieszę się, że mimo porażki w kadrze panuje super atmosfera.
Ciężko rozmawiać o pierwszych powołaniach po latach niebytu, ale o dwa nazwiska muszę zapytać, choćby tytułem wyjaśnienia. Powołanie dostała Andżelika Dąbek, która w tym sezonie w futsalowej ekstralidze w ogóle nie wystąpiła. Nie było innych bramkarek, które na co dzień grały w hali?
- Andżelika faktycznie nie grała w lidze - tylko w Akademickich Mistrzostwach Polski w AWF-ie Wrocław. Była tam wyróżniającą się bramkarką. Znam ją bardzo długo i bardzo dobrze. Grała w tej poprzedniej kadrze, w latach 2013-14. Dla mnie, ale i nie tylko - dla naszego sztabu, a przede wszystkim Łukasza Błaszczyka, który bramkarki pilnie obserwował, jest to zawodniczka typowo futsalowa. Ma ku temu predyspozycje choćby ze względu na wzrost. Wiążemy z nią dosyć duże nadzieje, bo znamy jej umiejętności, zresztą na tym krótkim zgrupowaniu w Warszawie również to potwierdziła. Wiadomo, są jeszcze 2-3 bramkarki w kręgu naszych zainteresowań, ale postanowiliśmy, że na dzień dzisiejszy chcemy dać szansę Andżelice.
Musi jeszcze paść w kontekście powołań pytanie o Kamilę Kmiecik. Co się z nią dzieje?
- Powiem szczerze, że do końca nie wiem. Gra w lidze na trawie w Niemczech. Futsal już parę lat temu porzuciła, bo nawet za poprzedniej kadry w końcówce już nie była powoływana. Nie ma jej z nami z różnych względów, przede wszystkim logistycznych. Wiadomo - musiałaby przyjechać z zagranicy, a nie jest to termin UEFA. Nie wiemy kompletnie w jakiej jest formie futsalowej, choć - nie ukrywam - była to bez dwóch zdań najlepsza polska zawodniczka na hali. Od niej można było zaczynać skład reprezentacji. Mam ją w pamięci. Może wróci do Polski, może znów zacznie grać w futsal. Na pewno się do niej odezwę i będą z nią rozmawiał na ten temat.
Jakie są dalsze plany kadry?
- Nie mamy skonkretyzowanych planów. Wiem na pewno, że zagramy w Turnieju Państw Wyszehradzkich na przełomie listopada i grudnia. Po drodze na pewno planujemy jakąś konsultację szkoleniową. Natomiast co z tego wyjdzie, to też tak do końca nie wiemy. Wiadomo, teraz trwa sezon na trawie, więc nie będziemy już tych dziewczyn brać. Później będą wakacje, one też muszą kiedyś odpocząć. Ale myślę, że wrześniu, październiku, uda się coś zrobić. Teraz najważniejsze jest to, że zobaczyliśmy, na czym stoimy, że mamy do czego równać i jakie błędy poprawiać.Rozmawiał Jakub Mikulski
Etykiety