2018 rok w reprezentacji kobiet: Zbyt trudne zadania na egzaminie fot. Futsal-Polska/ Paweł Jakubowski

2018 rok w reprezentacji kobiet: Zbyt trudne zadania na egzaminie

To był rok egzaminu dla młodej kobiecej reprezentacji Polski w futsalu. Ten egzamin nie wypadł celująco, zadania na nim okazały się ze zbyt wysokiego poziomu, ale nie można też mówić o katastrofie.

Odkąd Futsal-Polska.pl istnieje zawsze stoimy na stanowisku, że trenera reprezentacji rozlicza się za wyniki. Może przegrać wszystkie sparingi, towarzyskie turnieje, prowadzić dziwną politykę powołań - liczy się wynik z oficjalnych meczów. Sparingi są tylko pewnymi sygnałami, wskazaniami, co nie znaczy, że można je całkiem zignorować.

Takie oficjalne mecze po pięciu latach od powstania oraz dwa lata po reaktywacji miała kobieca reprezentacja, dowodzona od 2016 roku przez Wojciecha Weissa. Po raz pierwszy rozegrano eliminacje do kobiecych mistrzostw Europy i jak wiadomo biało-czerwone w turnieju kwalifikacyjnym zajęły trzecie miejsce. Zaczęło się od 1:6 z Włochami, porażki trochę niezasłużenie wysokiej, później była sromotna klęska z Hiszpanią 0:8 oraz wypełnienie celu minimum - pokonanie Rumunek 4:2. Trzecie miejsce w grupie - realnie maksimum, które dało się osiągnąć, bez sprawiania jakiejś hipersensacji. Biało-czerwone miały pecha, bo żadna inna grupa nie miała aż dwóch faworytów do awansu.
Maksimum więc, ale jednak z uczuciem niedosytu. Bierze się on zasadniczo z dwóch przyczyn. Po pierwsze, po 17 meczach sparingowych za trenera Weissa w przeciągu trzech lat na najważniejszy turniej Polki pojechały bez kilku absolutnie niezbędnych zawodniczek. To przede wszystkim futsalistki (i piłkarki) AZS UJ, w tym kapitan Justyna Maziarz i bramkarka Karolina Klabis, ale też bramkostrzelna Agata Sobkowicz. Z różnych względów, ale łącznie z niemożnością wzięcia urlopu w pracy. Niektórzy pamiętają, jak Rafał Krzyśka grał w Szczecinie w barażu o MŚ z Kazachstanem, a dzień później rano zameldował się za biurkiem w miejscu zatrudnienia. Ale pamiętamy też, gdy podobne sytuacje w męskiej reprezentacji skutkowały odstawianiem zawodników od kadry. Szkoda jednak, że nastąpiło to właśnie przy okazji tego turnieju, na które dziewczyny czekały kilka lat.

Druga przyczyna to styl, pomijając już kwestie wymuszonych zmian w powołaniach. Polki w historii reprezentacji trzy razy grały z Hiszpankami. W 2016 roku w Krasnogorsku na towarzyskim turnieju było 0:9 i był to początek kadry po reaktywacji. Dwa lata później w tym samym miejscu i przy tej samej okazji było 0:4. Cztery miesiące później na eliminacjach w Madrycie - 0:8. Czy można to ocenić jako postęp? Może za czwartym razem strzeli się tym rywalkom jakiegoś gola, bo o czymś więcej na razie możemy pomarzyć.

Styl też nie przekonywał w innych spotkaniach w Madrycie, ale i we wspomnianych mniej ważnych sparingach. Wprawdzie największa towarzyska wpadka poszła na konto zeszłego roku (dwie porażki u siebie z Finlandią, dla której były to pierwsze mecze w historii), ale ciężko się oprzeć wrażeniu, że biało-czerwone co mają wygrywać, to wygrywają, choć nieznacznie, za to z rywalkami silniejszymi idzie coraz trudniej. Ot choćby ostatnie starcie przed eliminacjami z Ukrainą, zakończone zasłużonym 2:5, podczas gdy z mającymi znacznie dłuższą historię występów rywalkami ze wschodu niegdyś nawet wygrywaliśmy. Jakie "niegdyś" - półtora roku temu. Na koniec wymęczony remis z Czeszkami, z którymi sparujemy najczęściej i zwykle z powodzeniem, i minimalne (choć zasłużone) 1:0 z Węgierkami. Tych ostatnich rok temu jeszcze w ogóle nie było - choć Turniej Państw Wyszehradzkich kobiet odbywał się w Budapeszcie, zabrakło w nim właśnie gospodyń.

Czy to wszystko zmierza w dobrym kierunku? Nie, w zasadzie nie idzie w żadnym kierunku, dopóki hala jest tylko dodatkiem dla piłkarek, trwającym od listopada do lutego, a poza tym terminem głównie przeszkadzającym. Alicja Zając, obecnie kapitan reprezentacji, zdecydowała się latem na radykalny krok - mimo awansu z piłkarską Polonią Poznań postanowiła zakończyć karierę na trawie i w kwestii sportu skupić się na futsalu. Nic tylko przyklasnąć, ponieważ dopóki choć jakaś część zawodniczek się na to nie zdecyduje, nadal futsal będzie tylko zimowych wypełniaczem. Witanym znacznie cieplej, niż w przypadku męskiego grania, ale wciąż wypełniaczem.
Odgórny rozdział futsalu od trawy, który 10 lat temu na dwa sezony wprowadzono w futsalu, był decyzją fatalną (w połączeniu z jeszcze gorszą reformą rozgrywek) - w krótkim czasie z 24 zespołów w I lidze pozostało 8. Ucierpiała masowość, ale był efekt pozytywny - wymuszenie częściowej choćby profesjonalizacji. Skończyło się wbieganie na mecz na drugą połowę prosto z meczu na trawie, jeszcze w korkach i koszulce z rozpędu założonej tyłem na przód. Ci, którzy zostali, nauczyli się przyjmowania piłki podeszwą i wszystkich innych drobnych różnic w obu piłkach, o których czasami zapominamy, apelując o trenowanie piłkarzy z elementami futsalu. Również ci, którzy byli powoływani do reprezentacji, nie musieli oglądać się na rozgrywki IV ligi na trawie i tego, czy tamtejszy prezes ich na zgrupowanie puści.

Na podobny krok, jak Alicja Zając, musi zdecydować się więcej zawodniczek, choć będzie to trudne ze względu na wspomniany bardzo krótki futsalowy sezon. Wprowadzenie odgórnego zakazu nie ma oczywiście sensu, bo wylano by dziecko z kąpielą. Pisząc analizę zapytałem Łukasza Błaszczyka, niegdyś reprezentanta Polski a obecnie trenera golkiperek w kadrze, czy gdyby np. Karolina Klabis, bramkarka AZS UJ, postawiła tylko na futsal, miałaby szansę znaleźć się wśród najlepszych w swoim fachu na świecie. - Tak uważam, że Klabis, tak jak i Andżelika Dąbek, Dominika Dewicka czy Wiktoria Chowaniec mają szansę być najlepszymi, bo mają talent i znajdują się w dobrym momencie do rozwoju. Natomiast muszą zostać spełnione trzy warunki: ciężka praca z trenerem specjalistą w tym zakresie, wydłużenie ligi futsalu oraz determinacja na sukces ze strony samego zawodnika. Futsal kobiet to prężnie rozwijająca się dyscyplina. Widzą to już w większości krajów europejskich i w sporej liczbie krajów na innych kontynentach. Czas, byśmy zobaczyli to i my  - mówi Błaszczyk. Dodaje, że obserwuje bardzo uważnie to, co się dzieje w futsalu mężczyzn, ale także kobiet i zauważył, że np. Hiszpanki trenują  na bieżąco z takimi specjalistami jak Paco Sedano, Rafael Fernandez Perez "Rafa" itp. - Jeszcze dwa lata temu tak tam nie było. Teraz się to zmienia - mówi bramkarz KS Futsal Leszno, który także u mężczyzn chciałby dłuższego sezonu, niż ma to miejsce obecnie.

Perspektywy? Kolejne eliminacje dopiero w 2020 roku, ale do tego czasu sztab reprezentacji i środowisko kobiecego futsalu musi lobbować za jak największą liczbą sparingów kadry i jak najdłuższym sezonem w hali. Ten rozwój musi postępować całościowo - sparingi w czerwcu nic nie dadzą, gdy kończy się nawet sezon trawiasty. Rezygnacja z gry w piłkę jedenastoosobową również, jeśli nie będzie czym jej zastąpić. Bez tych całościowych, podstawowych ale jednocześnie radykalnych kroków, za dwa lata będziemy mogli powiedzieć dokładnie to samo. I nie będzie to wina selekcjonera, konkretnych futsalistek, a tym bardziej trudnych rywalek w eliminacjach, bo zacząć trzeba od własnego podwórka.

  Debiut i występy 19-letniej Katarzyny Włodarczyk, która w ostatnich 5 meczach kadry strzeliła 4 bramki
  Rosnąca liczba meczów reprezentacji (w tym roku 11 - tyle co w poprzednie 2 lata razem wzięte)
  Świeża krew w kadrze, w tym zawodniczki Rekordu i 17-letnia Julia Basta

  Brak namacalnego postępu w grze - może i jest lepiej, ale wyniki tego nie pokazują
  Brak meczów w Polsce, poza sparingami z Rosją w Gorzowie