Katarzyna Włodarczyk z AZS UJ Kraków strzelała bramki w pięciu z ostatnich siedmiu meczów reprezentacji
fot. Futsal-Polska/ Maciej Gilewski
Radosław Jurga: Wielki skok można wykonać w krótkim czasie
Czemu za 10 lat ekstraliga kobiet nie może być jedną z najsilniejszych lig w Europie, a reprezentacja kandydatem do medalu na MŚ czy ME? I kto powiedział, że to musi być właśnie za 10 lat? - pisze Radosław Jurga z AZS UAM Poznań, podsumowując sezon w kobiecym futsalu.
O kobiecej piłce wiedziałem nie za wiele. Miałem kilka znajomych piłkarek, orientowałem się nieco w rozgrywkach ligowych, ale była to wiedza głównie "prasowa". Innymi słowy, kto mistrzem Polski w ostatnich latach. Cała moja wiedza to tabelki i wyniki z gazet, oraz znajomość z dziewczynami grającymi w piłkę i świadomość, że coś takiego istnieje w moim mieście. Pracowałem wówczas w akademickiej rozgłośni radiowej, byłem studentem dziennym i właśnie zapisałem się na dodatkowy kierunek, tym razem zaocznie. Jakoś tak się złożyło, że na początku października znalazłem w gazecie, albo w internecie (tego nie pamiętam) ogłoszenie, że jest nabór do drużyny futsalowej AZS UAM Poznań. W ogłoszeniu tym podane były godziny treningów.
Tydzień zajęło mi zastanowienie się, co i jak z tą informacją zrobić. W końcu przełamałem się lub nabrałem odwagi i wybrałem się na halę sportową UAM na Morasko. Tak to się wszystko zaczęło. Dzień w którym się pojawiłem na tamtym treningu z pytaniem, czy mogę jakoś pomóc od strony medialnej. No i tak to zostało. Do dziś pracuję dla KU AZS UAM Poznań Futsal Kobiet. Jako rzecznik, spiker, fotograf. Część czytających, zorientowanych w środowisku kobiecego futsalu pewnie już wie kim jestem, albo mnie kojarzy. Cześć wszystkim! To jednak nie będzie historia o mnie...
Na początek małe przeprosiny. Będę często odnosił się do wydarzeń w Wielkopolsce i w Poznaniu. To dlatego, że tu żyję, tu wszystko się działo (w większości) i tu się dla mnie zaczęło. Za chwilę stuknie mi 10 lat w kobiecym futsalu. To czas, w którym poznało się wielu ludzi, wiele drużyn, zwiedziło się wiele miejsc. Odwiedziłem wiele hal sportowych, widziałem futsalistki, które pokończyły karierę, grają cały czas lub zaczynały grać. Byłem świadkiem wielu imprez futsalowych, od ligi po akademickie.
Bardzo często w ostatnich kilku latach słychać w wywiadach lub idzie przeczytać, że futsal się rozwija, że poziom poszedł w górę w porównaniu z poprzednim rokiem itp. Dla niektórych brzmi to banalnie zbyt ogólnikowo. Często w wypowiedziach, w wywiadach, szuka się instynktownie "smaczków" a nie uroczego owijania w bawełnę, całej futsalowej otoczki. Ale czy zastanawialiście się, czy to nie jest prawda? Czy te słowa to nie najlepsze potwierdzenie tego, co się dzieje. Część z Was może nie pamięta czasów, jak kiedyś wyglądała liga. Ja pamiętam drużyny, których już na futsalowej mapie nie ma. Kościan, Gniezno, Elbląg, Kórnik, Siemiatycze... Pamiętam wielkie boje z najsilniejszym zespołem z Częstochowy. Wielkie rywalizacje z Siemiatyczami, Głogówkiem. Derby Wielkopolski z Medanem Gniezno, AFC Kościan, czy całkiem niedawno z Kotwicą Kórnik. Pamiętacie jeszcze o tym, że kiedyś liga była jedna? Nie było podziału na północ czy południe? Kiedy każdy grał z każdym? Czy pamiętacie "wejście z buta" AZS-u UJ Kraków? Powolne oddawanie abonamentu na mistrzostwo kraju przez Częstochowę na rzecz właśnie Krakowa? AMP-y, gdzie można było trafić na zespół z Konina, naszpikowany gwiazdami kobiecego piłkarstwa? Gdzie AWF Wrocław i AWF Katowice były drużynami z górnej półki?
Dlaczego to przypominam? Bo mało kto już dziś pamięta, że dziś Ekstraliga Futsalu Kobiet - która moim zdaniem organizacyjnie wygląda bardzo dobrze, a jej system (podział na grupy) jest dziś chyba najdoskonalszy - niegdyś była ligą zarządzaną chaotycznie. Co roku inna formuła rozgrywek. Kiedy połowa uczestników nie miała pewności na tydzień przed ligą, czy w ogóle w niej wystartuje (koszty wyjazdowe były naprawdę spore), czy uda się zebrać dziewczyny do gry (większy konflikt niż dziś pomiędzy wyborem hali a trawy).
A czy pamiętacie jak to było z tymi Akademickimi Mistrzostwami Polski parę lat temu? Nikomu nie uwłaczając, ale były takie mecze, gdzie jedne zespoły grały w piłkę, grały w futsal, a były takie, które dopiero raczkowały, lub ledwo kopały piłkę. Ja pamiętam takie drużyny, w których wszystkie dziewczyny biegały grupowo za piłką, bo swoją przygodę z futsalem dopiero zaczynały. Dziś można by się z tego śmiać (choć uważam, że nie powinno). Ale kiedyś takich drużyn było wiele. Była bardzo wąska grupa zespołów, które wiedziały, jak w to się gra. Trenerów, którzy wiedzieli dokładnie, co robią, zawodniczki, które rozumiały ustawienie, taktykę i styl gry. No i najważniejsze - niegdyś o medalach w AMP, decydowały nie umiejętności ale "ogarnięta" bramkarka. Tak, to prawda. Były czasy, kiedy mało który zespół posiadał bramkarkę z prawdziwego zdarzenia. Częściej widziano dziewczyny, które stoją między słupkami i nie wiedzą co mają robić.
10 lat, a jak wiele się pozmieniało. Dziś Ekstraliga Futsalu Kobiet to poważne rozgrywki, w których jest grono faworytów, grono czarnych koni, jak i zespoły uzupełniające stawkę, ale czyniące wielkie postępy. Chociażby w tym roku na północy najsłabszy okazał się zespół z Torunia, ale kto rywalizował z Gwiazdą ten wie, że to nie były łatwe spotkania. Sam pomysł Final Four, dla niektórych krzywdzący, a dla niektórych będący najwspanialszą chwilą w życiu. Rywalizacja, w której zapomina się o całym udanym sezonie, bo liczy się tu i teraz. Nieraz dyspozycja dnia, a nieraz wyciągnięte lekcje z sezonu zasadniczego mogą mieć wpływ na zdobycie tytułu, bądź medalu.
Akademickie Mistrzostwa Polski, które z cienia wyrosły dziś do rangi jednego z najważniejszych turniejów akademickich. Gdzie liczba drużyn wzrosła, gdzie poziom rośnie z roku na rok. Gdzie drużyna która niegdyś ledwo kopała, dziś potrafi włączyć się do gry o medale i czemu by nie, nawet krążki zdobyć. Gdzie nie ma już podziału na słabych i pewnych awansu. Bo od pewnego czasu na każdych AMP-ach, czy to fazy półfinałowej, czy finałowej padają niespodzianki.Dziś nie ma już "pewniaków". Dziś są tylko faworyci, z którymi jak najbardziej można rozegrać dobry mecz i odnieść korzystny wynik.
Mamy czasy, gdy w hali możemy zobaczyć piłkarki z klasą, reprezentantki kraju (tak, bo o kadrze nie wspomniałem, jeszcze ale nią zakończę). Gdzie każda z drużyn ma bramkarkę o wielkiej klasie i umiejętnościach. Gdzie pojęcie gry rombem i czworokątem nie jest nikomu obce. Gdzie nic nie jest na siłę. Mamy czasy, gdy dziewczyny wiedzą, co robią i jak. Mamy trenerów, którzy pracują i uczą z pasji, chcąc sięgać po wielkie, jak i małe sukcesy, które cieszą jednakowo. Nie ma miejsca tutaj na szkoleniowców, którzy pojawili się na turnieju bo uczelnia ich tu wysłała. Są konkretne osoby na odpowiednim miejscu.
Dziś futsal kobiet cieszy się zainteresowaniem mediów. Nieraz krajowych, a na pewno lokalnych. Kiedyś terminy "kierownik drużyny", "rzecznik prasowy", były abstrakcją i powodem do zazdrości. Dziś każda drużyna posiada kogoś takiego. Każda drużyna stara się promować poprzez różne portale internetowe. Na każdym meczu ligowym czy akademickim jest nie jeden fotograf pasjonat, a całe rzesze "cykających" fotki osób, czy dziennikarzy. Relacje live: tekstowe, radiowe czy w formie internetowej tv. Kiedyś tego wszystkiego nie było. Dziś to wszystko jest.
No i na koniec kadra. Kto by pomyślał, te dobre kilka lat temu, że będziemy mieli nie tylko reprezentację Polski, ale reprezentację, której potencjał pozwala nam myśleć o byciu "czarnym koniem" na imprezach różnej rangi. Nie wchodzimy bowiem do Europy, czy świata jako zespół anonimowy. Wchodzimy od razu jako uczestnik. Gdybym miał porównać nasz potencjał do piłki nożnej na trawie, w wersji męskiej jesteśmy dziś właśnie Polską, Serbią czy Szwecją. Ale moglibyśmy spokojnie zostać taką Portugalią, na którą nikt nie chce trafić. W wersji kobiecej zaś moim zdaniem jesteśmy dziś taką Szkocją, czy Szwajcarią. Do USA nie dobijemy, ale możemy stać się drużyną, która uderzać będzie pięściami do czołowej dziesiątki rankingu.
Myślicie że to brednie? Że przesadzam. A kto by 10 lat temu pomyślał, że tak to wszystko się rozwinie? Mimo wielu kłopotów, kłód rzucanych pod nogi? To czemu za 10 lat na ten przykład nie możemy być jedną z najsilniejszych lig w Europie, kandydatem do medalu na MŚ czy ME, a nasze akademickie drużyny nie miałyby zostać postrachem wszelkich imprez tej rangi? No i kto powiedział, że to musi być właśnie za 10 lat? Kto zabroni nam rozwijać się szybciej? Czasem wielki skok, można wykonać w krótkim czasie. Kobiecy futsal jest tego najlepszym przykładem.
Do zobaczenia za rok!
Radosław Jurga