Rusza zreformowana Ekstraliga kobiet. Tomasz Aftański: Bez tego nie ma szans na rozwój
W sobotę 23 września ruszają rozgrywki zreformowanej Ekstraligi futsalu kobiet. W jednej, ogólnopolskiej grupie rywalizować będzie 11 zespołów.
Do rywalizacji przystąpią Nowy Świt Górzno, Rekord Bielsko-Biała, Rolnik Głogówek, ROW Rybnik, Amplus Słomniczanka Słomniki, Wanda Kraków, Wierzbowianka Wierzbno, oraz cztery AZS-y - AWF Warszawa, Uniwersytetu Warszawskiego, UAM Poznań i UJ Kraków. Jedna drużyna co kolejkę będzie pauzować. Z ligi spadną nominalnie dwa najsłabsze zespoły, a w praktyce jeden, z powodu wycofania się jednej z drużyn.
Do tej pory kobiety grały o mistrzostwo Polski w dwóch grupach, a następnie o medale systemem pucharowym, z turniejem Final Four. Dlaczego PZPN zdecydował o reformie rozgrywek? O tym portal futsal-polska.pl rozmawiał z Tomaszem Aftańskim, członkiem Komisji ds. Futsalu i Piłki Plażowej PZPN, byłym trenerem ekstraligowych futsalistek AZS UG Gdańsk, które nie przystąpiły do nowej Ekstraligi.

fot. arch. prywatne
Futsal-Polska.pl: Doczekaliśmy się jednogrupowej, ogólnopolskiej ekstraligi kobiet. Po co to zmiana?
Tomasz Aftański: Zmiana wynika z potrzeb rozwojowych w futsalu kobiet. Jeśli chcemy zachęcić dziewczyny do większej koncentracji na futsalu, muszą mieć one dłuższy sezon i więcej grania. Nie ma szans na rozwój indywidualny, rozwój tej odmiany piłki nożnej wśród kobiet, czy też rozwój reprezentacji Polski bez solidnego zaplecza w postaci silnej ligi i klasycznego sezonu. Jest to spore wyzwanie, któremu nie sprostały wszystkie zespoły, ale widocznie to przesianie było konieczne. O rezultatach tej zmiany dowiemy się za kilka lat, historia oceni ten ruch.
Ale czy to właśnie nie obniży poziomu, zamiast go poprawić?
W krótkiej perspektywie może się okazać, że poziom sportowy się nieco obniży. Jednak w dłuższej ten ruch daje szansę na stabilny wzrost poziomu. Poza tym zawsze może się zdarzyć, że świetne piłkarki odnajdą się w hali.
Kolejna kwestia to zdrowie dziewczyn. Spora część łączyła obie odmiany piłki nożnej. I jeśli odbywa się to na poziomie rekreacyjnym, to zapewne pół biedy, ale już w poważniejszym graniu powoduje to mnóstwo konfliktów, związanych nie tylko z nakładającymi się mikrourazami, zmęczeniem czy brakiem porządnego monitoringu obciążeń. Wierzę, że skupienie się na jednej odmianie piłki nożnej przyniesie więcej zdrowotnych korzyści.
Przypuszczalnie kadra by była jednak silniejsza, gdyby dalej grały w niej Karolina Klabis i Anna Zapała.
Trudne pytanie. Piłka nożna kobiet oraz jej odmiany, jak futsal czy beach soccer, to specyficzne środowisko. Wciąż dopływ dziewczyn do szeroko pojętego futbolu kobiet jest niewielki, stąd próba „rozrywania” dziewczyn. Stoi za tym potrzeba sukcesu, którą rozumiem, ale jestem zwolennikiem stopniowego budowania i większej profesjonalizacji. Już widzimy, że spore inwestycje w piłkę nożną kobiet sprawiają, iż nie ma szans jakościowego połączenia dwóch odmian. I bardzo dobrze. Futsal może być dla wielu sportem drugiej szansy i nie widzę w tym nic złego.
Ale, w przeciwieństwie do rozgrywek mężczyzn kilkanaście lat temu, odgórnego zakazu łączenia trawy z halą nie ma. I przy części zespołów można w ciemno zakładać, że w hali i na boisku będą grały podobne kadry. Niektóre zawodniczki mogą więc być jeszcze bardziej obciążone, niż dotąd.
Odgórnego zakazu nie ma. Każdy klub sam decyduje, jak układa proces treningowy swoich podopiecznych. Czeka nas zapewne okres przejściowy i będą sytuacje, w których zespoły będą miały problemy z wyborem jednej drogi. To klasyczny wybór czy mieć ciastko, czy zjeść ciastko. Niektórzy chcą tego i tego. Czy to się uda? Czas pokaże.
Rozumiem, że część drużyn ma jeszcze problem z jasnym określeniem swoich priorytetów, ale w dłuższej perspektywie będzie to konieczne. Natomiast nie twierdzę, że umiejętne łączenie trawy i futsalu nie jest możliwe. Niech każdy klub sam odnajdzie swoją drogę.
W związku ze specjalizacją nie ma obaw o zalew ligi zawodniczkami z zagranicy, choćby Ukrainkami?
Przy profesjonalizacji zawsze jest ryzyko, że kluby postawią na zawodniczki zagraniczne. Mam nadzieję, że jeśli do tego dojdzie, to będą to pojedyncze jednostki, które podniosą poziom ligi.
Jak i kiedy ocenicie, czy ta reforma zakończyła się sukcesem?
Wyznaczników sukcesu poszukałbym w stabilnych ośrodkach futsalowych, zbudowaniu solidnej grupy selekcyjnej do reprezentacji Polski oraz w poziomie i emocjach, związanych z meczami ligowymi. Myślę, że perspektywa czterech-pięciu lat jest dobra na ocenę skutków decyzji o jednej lidze. Wierzę, że może się ona stać wartościowym produktem. Futsal to świetna alternatywa dla sportu kobiet. Zasługują one na stworzenie tej perspektywy.
Na koniec, dlaczego z ligi wycofał się AZS Uniwersytet Gdański? Wydawało się, że systematycznie się rozwijacie.
Zadecydowały czynniki ludzkie i ekonomiczne. Ja z końcem zeszłego sezonu z przyczyn osobistych zrezygnowałem z prowadzenia zespołu ligowego. Klub, po rozważeniu sytuacji ekonomicznej oraz zasobów ludzkich jakie posiada, zdecydował, że nie zgłasza drużyny do rozgrywek.
Rzeczywiście, systematycznie się rozwijaliśmy i doszliśmy do fajnego poziomu, jednak pewna formuła się wyczerpała. Jeszcze niedawno takiego scenariusza w ogóle bym nie rozpatrywał, ale, jak widać, nic nie trwa wiecznie.
Rozmawiał Jakub Mikulski