Marcin Stanisławski: Nie mamy prawa myśleć, że z kimś będzie łatwo
Już tylko pojedyncze dni dzielą nas od turnieju UEFA Futsal Cup w słoweńskim Mariborze. O przygotowaniach do zawodów mistrza Polski rozmawialiśmy z trenerem Gatty Active Zduńska Wola Marcinem Stanisławskim.
Czy jesteś zadowolony z przygotowań? Pytam także w kontekście faktu, że ciągle przeplataliście je beachsoccerem...
- Turniej dopiero da nam odpowiedź. Wszystko miałem zaplanowane: zawodnicy, którzy aktywnie spędzali urlop grając na plaży, mieli zupełnie inny tok przygotowań. Jeśli chodzi o treningi taktyczno-techniczne, to nie opuścili żadnych zajęć. Grali normalnie w grach kontrolnych, umiejętnie szafowaliśmy ich siłami. Cieszę się, że obyło się bez urazów w ich przypadku i mogę już stwierdzić, że na ten moment wyglądają na boisku bardzo dobrze. Same przygotowania przebiegły tak, jak sobie zaplanowaliśmy i to chyba najlepsza odpowiedź.
- Zacznijmy od tego, że obaj są po dość trudnym sezonie. Szczególnie Marcin Kiełpiński nie zaliczy go do najbardziej udanych, ale Sebastian Wojciechowski też miewał lepsze okresy w karierze. Patrząc nawet na ich dorobek strzelecki - po 6-7 bramek w lidze - który jak na zawodników ofensywnych nie rzuca na kolana, to chyba sami mają takie odczucia. Powiem szczerze, że bardzo na nich liczę! Raz, że wzmocnią rywalizację o miejsce w składzie, która wszystkim wyjdzie na dobre, dwa, że wniosą duży powiew świeżości do zespołu, a w zasadzie już wnieśli. Marcin przepracował cały okres przygotowawczy bez zakłóceń, czyli bez problemów zdrowotnych, które niestety nie ominęły Sebastiana. On niestety cały ten okres stracił. Na ten moment nie wygląda to optymistycznie w kontekście jego gry w UEFA Futsal Cup, ale na tym turnieju się gra nie kończy, więc zdrowie "Wojciecha" jest najważniejsze!
Poza Sebastianem wszyscy zdrowi?
Nadal nie mogę korzystać z usług Krzysia Adamskiego, na drobne urazy narzekają Igor Sobalczyk i... Marcin Stanisławski. Ale w takim okresie to normalne i przeplatają treningi z zabiegami rehabilitacyjnymi.
Analizowaliście z pewnością grę rywali. Jak ona wygląda? Czy poza gospodarzami nie musimy obawiać się jakiejś niespodzianki ze strony mistrzów Albanii i Luksemburga?
Widziałem mecz drużyny z Luksemburga, o mistrzu Albanii zrobiłem wywiad ze znajomym, który zna tamtejsze realia. Wiem, że mają bardzo dobrze wyszkolonych technicznie zawodników, często grających 1 na 1. Pewnie, że się nie obawiam, ale daleki jestem od stwierdzenia, że nastawiamy się tylko na Maribor. Mamy jakiś plan na turniej, ale w sporcie często te plany w trakcie gry się wyrzuca do kosza. Boisko weryfikuje, a my jako zespół z Polski - kraju, który jest gdzie jest w europejskim futsalu - chyba nie mamy prawa myśleć, że z kimś będzie łatwo.
Na pewno bezpośrednio po turnieju postawimy na regenerację i odpoczynek psychiczny. Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, w której poczujemy przesyt, zarówno sobą, jak i samą piłką. Tydzień po turnieju to czas dla siebie i swoich rodzin plus trening indywidualny wg przygotowanych rozpisek. Wszystko tak zaplanowaliśmy wcześniej, bez względu na wynik w Słowenii, tak, aby wrócić do zajęć zresetowanym i znów głodnym gry.
Sezon już powoli za pasem, jak z waszej perspektywy wyglądają transfery rywali?
Przetasowania w Rekordzie robią wrażenie. Tak na dobrą sprawę stworzyła się tam najlepsza mieszanka zawodników Rekordu i... Wisły Kraków. Widać, że poprzedni sezon podrażnił osoby decyzyjne w klubie i stworzyli taki ligowy dream team. Zresztą nie ma co ukrywać, że Paweł Budniak był u nas numerem jeden na naszej liście życzeń, ale niestety wybrał Rekord. Ruchy w Pogoni, a właściwie ich brak, to ich duży... atut. Jestem zdania, że futsal to taka dyscyplina, że im mniej zmian, tym lepiej. Szczególnie tam, gdzie coś dobrze funkcjonuje. I Clearex - tam najlepszy transfer usiądzie na... ławce. Uważam, że w końcu z trenerem na ławce, w szatni, to będzie zespół walczący o medale. Generalnie dużo zmian w kilku zespołach, dzięki czemu zapowiada się ciekawy sezon.
Przy okazji przygotowań graliście w Czechach z nową drużyną Andrei Buciolla. Jak można ją ocenić?
Młody, wybiegany zespół, dość mocny fizycznie. Trener ma duży autorytet. Widać, że chłopcy go słuchają i ufają jego metodom, przez co będą robić stałe postępy. I niespodziewanie zyskali sobie, dzięki dużej sympatii nas do Andrei, wielu kibiców w Polsce.
Dziękuję za rozmowę
Etykiety