Tomasz Aftański z powodzeniem wciela się niekiedy w rolę komentatora telewizyjnych meczów Tomasz Aftański z powodzeniem wciela się niekiedy w rolę komentatora telewizyjnych meczów fot. Bohumil Trunecka

Tomasz Aftański: Bez PZPN nic się nie zmieni. Na razie obserwujemy działania pozorowane

- Bez zaangażowania PZPN w rozwój tej odmiany piłki nożnej nic się nie zmieni. Na razie obserwujemy działania pozorowane, które się aktywizują przy zbliżających się wyborach. Nie ma pomysłu na futsal, a wcale nie trzeba wielkich rewolucji - uważa Tomasz Aftański w rozmowie z Andrzejem Hendrzakiem.

Futsal-Polska.pl: Tomku, byłeś prawdopodobnie najmłodszym trenerem reprezentacji Polski w futsalu. Kiedy obejmowałeś ją w 2005 roku miałeś 24 lata. Jak z perspektywy czasu oceniasz swoją decyzję?
Tomasz Aftański: Nie znam drugiego takiego przypadku i zapewne nieprędko zdarzy się podobna sytuacja w grach zespołowych w Polsce. Dostałem propozycję, aby wystartować w konkursie, miałem także rozmowy na temat wizji pracy oraz pomysłu na kadrę. Podjąłem rękawicę, bo z natury lubię wyzwania i byłem blisko kadry (jako asystent i trener U-21) za trenera Stanisława Kwiatkowskiego. To on dał mi szansę i jestem mu za to niezmiernie wdzięczny. Z mojej perspektywy była to decyzja, która na pewno zmieniła moje życie. Przez dwa lata pracy z seniorską reprezentacją przeszedłem wiele. Były momenty wielkiej radości, ale także i sporo bardzo trudnych sytuacji, z którymi musiałem sobie radzić. Nasze życie składa się z wielu codziennych decyzji, które mają potem wpływ na przyszłość. Spotkałem na swojej drodze wielu przychylnych ludzi nie tylko w Polsce, ale także zagranicą i mam satysfakcję z tego okresu.
W kadrze miałeś wygi futsalowej piłki tamtych latach, w większości starszych od ciebie. Byli to zawodnicy, którym nie trzęsły się nogi przed żadnym rywalem. Na pewno to był spory plus, którego być może brakuje obecnym kadrowiczom?
Przejmowałem reprezentację w trudnym momencie. Zespół był w rozsypce, sporo było konfliktów w samej kadrze i poza nią. Nie jest też tajemnicą, że byłem raczej szykowany jako opcja tymczasowa. To, że udało się wytrwać na tym stanowisku przez dwa lata, uznaję za sukces swój oraz moich współpracowników. Pomimo wszystko broniły mnie jednak wyniki, bo bilans w 33 meczach 17-5-11 był rokujący. Zwycięstwa z wicemistrzami świata czyli Rosją, czy IV miejsce w Akademickich Mistrzostwach Świata i II miejsce w turnieju eliminacyjnym do Mistrzostw Europy (za Hiszpanią) ujmy nie przynoszą. Przypomnę, że wówczas awansowali do finałów tylko zwycięzcy grup. Tym samym było po prostu o wiele trudniej dostać się na dużą imprezę, niż obecnie. Natomiast zespół, który w tym czasie prowadziłem to była mieszanka rutyny (Filipczak, Szłapa, Kusia, Marzec, Leśniak, Ulfik, Pieczyński, Wojtas, Widzicki, Kasprzyk, etc.) z młodością (Łeszyk, Żebrowski, Krawczyk, Nawrat, Stanisławski, Machura, Szymura, Brzenk, Lebiedziński, Milewski, etc.). Mam satysfakcję, że sporo późniejszych etatowych kadrowiczów, czy nawet obecnych trenerów, debiutowało u mnie, a swój ostatni mecz w reprezentacji rozegrał też rekordzista pod względem występów – Krzysztof Kuchciak. Mieliśmy świetną atmosferę w drużynie i widzieliśmy, że idziemy w dobrą stronę. W sztabie trenerskim sporo pracy poświęcaliśmy nad mentalnością i ta odwaga biła nie tylko od najstarszych zawodników.

Wymienię niektóre z tamtych nazwisk twojej kadry jak Filipczak, Dąbrowski, Jasiński, Marzec, Szłapa. Teraz wymienię nazwiska niektórych obecnych kadrowiczów – Franz, Kubik, Mikołajewicz, Mizgajski, Zastawnik. Czy można ich porównać albo pokusić się o wskazanie, którzy byli lepsi?
Nie szedłbym drogą porównań. Jak mawia mój przyjaciel: takie są czasy jak... adidasy. reprezentacja to specyficzna drużyna, w której niekoniecznie muszą grać najlepsi, ale tacy, którzy w danym momencie, przeciwko danemu rywalowi będą robili to, co akurat potrzeba, aby osiągnąć korzystny rezultat. Podobnie jak Javier Lozano uważam, że na futsal w 30% składa się taktyka zespołowa, a w 70% tzw. geniusz piłkarza. Bez indywidualności żadna drużyna nie zdobędzie przewagi liczebnej, nie zaskoczy rywali nieszablonowym zagraniem. Ja miałem wielką przyjemność współpracować z wieloma bardzo dobrymi zawodnikami, nie tylko w reprezentacji, ale także klubach w Polsce czy na Cyprze i zawsze wyzwaniem było umiejętne wkomponowanie ich w zespół. Wracając do pytania: każdy z wymienionych zawodników mojej kadry nie miałby problemów z poradzeniem sobie obecnie w polskiej ekstraklasie. Czy byłby w reprezentacji, to już decyzja obecnych trenerów kadry.  

Tamten okres, a były to rządy w PZPN prezesa Listkiewicza, był niezwykle intensywny dla polskiego futsalu pod względem organizacyjnym oraz finansowym. Nastąpił niespotykany później wzrost dotacji związkowej na futsal. Twierdzę, że prezes Listkiewicz ze wszystkich prezesów PZPN z obecnym włącznie najbardziej dbał o tę dyscyplinę. Dlaczego twoim zdaniem dla polskiego futsalu nie ma priorytetów, o które jego działacze ciągle walczą w związku? Niejednokrotnie wiele pozostaje w sferze ustnych obietnic.
Różnie można oceniać tę intensywność. Na pewno został zrobiony wówczas skok jakościowy, było więcej regularnych spotkań kadry, a bez rytmu pracy o efekty jest trudno. Mierzyliśmy się z wieloma zespołami z Europy i zespół nabierał doświadczenia. Prezesa Listkiewicza zawsze będę szanował, bo to z jego rąk odbierałem nominację na selekcjonera reprezentacji. Z perspektywy czasu jedno jest pewne - bez zaangażowania PZPN w rozwój tej odmiany piłki nożnej nic się nie zmieni. Na razie obserwujemy działania pozorowane, które się aktywizują przy zbliżających się wyborach. Nie ma pomysłu na futsal, a wcale nie trzeba wielkich rewolucji. Pojawienie się sygnału małych gier w Narodowym Modelu Gry to kropla w morzu. Zdecydowanie więcej by dało stworzenie w miejsce obecnej Komisji Departamentu Futsalu w związku, który zająłby się promocją w środowiskach szkolnych. Współpraca ze związkami wojewódzkimi, Szkolnym Związkiem Sportowym, Akademickim Związkiem Sportowym czy LZS, mająca na celu ujednolicenie zasad piłki nożnej halowej do futsalu na każdym poziomie, byłaby takim koniecznym kołem zamachowym.

Jesteś znanym działaczem futsalu akademickiego o zasięgu europejskim. Pełnisz poważne funkcje na turniejach rangi mistrzowskiej. Czy wiesz, że od kilku lat polski futsal nie ma żadnego człowieka – oprócz arbitrów - w gremiach europejskich? A pewnie widzisz, po swojej działalności w futsalu akademickim, jak to jest przydatne.
Pełnię rolę Delegata Technicznego Europejskiej Federacji Sportu Studenckiego (EUSA) już od 10 lat. Przez imprezy, za które odpowiadam od strony sportowej, czyli Akademickie Mistrzostwa Europy czy Igrzyska Studenckie, przewija się mnóstwo zawodników, trenerów, sędziów, których potem obserwuję na największych światowych zawodach w głównych rolach. Na pewno wyrobiłem sobie dobrą markę i to cieszy, bo pokazuję, że Polacy potrafią się odnaleźć w takiej roli. Brak osoby z polskiego futsalu w strukturach UEFA czy FIFA to po prostu wstyd. I nie chodzi tylko o to, że ważny jest lobbing poza granicami kraju. To po prostu skazuje nas na permanentną rolę ucznia, a nie uważam, że na to zasługujemy. Mamy swoją historię, doświadczenie i ludzi, którzy na pewno w strukturach europejskich nie przynieśliby wstydu. Niestety, gdzieś tam zawsze sprawa się rozbija o nasze wewnętrzne wojenki i problemy. Doszły mnie słuchy, że w ostatnim „rozdaniu” było więcej chętnych niż miejsc, stąd brak decyzji. Nie wiem, ile w tym prawdy. Ja co roku dostaję pytanie z UEFA kiedy wreszcie moje CV do nich trafi, bo jestem według nich idealnym kandydatem na Delegata UEFA. Czasami tak jest, że jest się bardziej docenianym na zewnątrz, niż w domu. Ja się nie obrażam i... nie poddaję, bo uważam, że posiadam wszelkie kompetencje, aby się tam znaleźć.
W sporcie akademickim też osiągnąłeś wiele jako trener. Kierowana przez ciebie reprezentacja Polski wywalczyła czwartą lokatę na Akademickich Mistrzostwach Świata w futsalu w 2006 roku.
To była wspaniała przygoda. Było mi o tyle łatwiej, że byłem wówczas selekcjonerem pierwszej reprezentacji więc miałem dostęp do najlepszych zawodników, studentów w kraju. Od zawsze twierdzę, że kadra akademicka to powinna być tzw. Kadra B – bezpośrednie zaplecze. Pokonaliśmy w grupie Tajwan, Kazachstan i silnych Serbów z fantastycznym Pericem, a w ćwierćfinale sensacyjnie Portugalię z Orlando Duarte na ławce trenerskiej. To było coś niesamowitego, uczeń pobił mistrza. Osiągniętego wyniku do tej pory nikomu nie udało się poprawić. W półfinale dopiero ulegliśmy Rosji.  

Ale kadra akademicka też nie jest już od ładnych paru lat powoływana, a kobiecej w ogóle nigdy nie było. Wiesz, dlaczego?
Niestety nie posiadam wiedzy dlaczego kadra akademicka praktycznie przestała istnieć. Zapewne sprawa obija się o finanse. AZS nie ma środków na pokrycie kosztów udziału w Akademickich Mistrzostwach Świata i zgrupowania, a PZPN nie ma takiej pozycji w planie wydatkowym i koło się zamyka. Szkoda bo to inwestycja i tak ten turniej trzeba traktować.

Zajmujesz się obecnie szkoleniem futsalowym kobiet. Jesteś trenerem gdańskiego teamu występującego w ekstralidze futsalowej. Nie będę ukrywał, że dla mnie futsal kobiecy w Polsce jest ciągle w powijakach i nie widzę postępów. Podejrzewam, że dla związku jest on czymś, co jest, ale już nie czymś co należy forować i w co inwestować.
Drużynę kobiecą założyłem na Uniwersytecie Gdańskim po powrocie z pracy trenerskiej na Cyprze w 2010 roku, widząc, jak rozwija się trend w Europie. Środowisko akademickie idealnie się nadaje do rozwoju tej dyscypliny wśród pań, choć przyznam, że z początku nawet ja traktowałem to nieco z przymrużeniem oka. Jednak tempo, w jakim futsal kobiecy zyskał popularność w środowisku, bardzo mnie podbudował. Na przykład rozgrywki akademickie, to dla pań to jedna z najważniejszych imprez. Poziom ekstraligi rośnie z roku na rok. Dla mnie praca z paniami to niesamowita sprawa. Budowanie drużyny od podstaw, rozwijanie zarówno indywidualnych umiejętności piłkarskich, jak i podstaw taktycznych daje ogromną satysfakcję. Dziewczyny potrafią odwzajemnić to zaangażowanie i na wspólnej pasji dotarliśmy na najwyższy poziom rozgrywek. Dzięki wsparciu uczelni, kilku sponsorów oraz wielkiemu zaangażowaniu moich zawodniczek, staramy się co roku podnosić sobie poprzeczkę. Rzeczywiście rozpoznawalność w PZPN jest niewielka, ale zjawisko kuli śniegowej jeszcze nastąpi. Już są przebłyski, takie jak mecze reprezentacji Polski w futsalu kobiet.

Wiele rzeczy w związku zmienia się, ale nie zmienia się jedno: brakuje nadal silnej szkoleniowej myśli futsalowej. Nadal o nominacjach na szkoleniowców reprezentacji futsalowej decydują albo działacze, albo ekipy składające się z trenerów piłki trawiastej. Tworzące się i coraz bardziej profesjonalne lobby szkoleniowe futsalowców nie ma przebicia w PZPN. Twierdzę, że najwyższy czas docenić trenerski futsal.
Z jednej strony absolutnie się zgadzam. Cisną się na myśl narzekania, że kursów UEFA B jest za mało, konferencji szkoleniowych także, że materiałów dla trenerów brakuje, że nie ma futsalowej sekcji w Wydziale Szkolenia, etc. Jednak to nie do końca temat wyczerpuje, więc z drugiej strony zapytam - co robią trenerzy futsalowi, aby byli bardziej widoczni? Są na rynku dwie pozycje książkowe polskich autorów, które stanowią o futsalu. To książka Gerarda Juszczaka, która moim zdaniem adresowana jest do nauczycieli szkół podstawowych oraz kolejna autorstwa mojego i prof. Andrzeja Szwarca. Tej drugiej, niestety, nie udało się wynieść poprzez PZPN na pozycję lektury obowiązkowej dla każdego młodego trenera futsalu. Trochę szkoda, bo miałem nadzieję, że tą publikacją zmotywuję kilku trenerów do podzielenia się z kolegami swoją wiedzą. Chętnie bym się zapoznał z opisaną podręcznikowo wizją futsalu według na przykład Klaudiusza Hirscha czy Błażeja Korczyńskiego. Poza tym, niestety, zawód trenera futsalu i prowadzenie męskiej drużyny na najwyższym poziomie nie daje komfortu, jaki mają trenerzy trawiaści. Finanse są zdecydowanie różne i wielu zdolnych trenerów nie ma możliwości pogodzenia pasji z pracą zawodową w innym obszarze. Tak zwane wypalenie zawodowe przychodzi przez to nieco wcześniej. Dlatego widzę wielką potrzebę powołania ciała futsalowego przy Komisji Technicznej PZPN.

 Rewanż z Węgrami o Eeuro Słowenia 2018 w Koszalinie pewnie obejrzysz. Czy wynik tego meczu może zdecydować o losach polskiego futsalu na najbliższe lata?
Mecz oczywiście będę oglądał. Mam nadzieję, że uda się pojechać do Koszalina, w innym wypadku na pewno zasiądę przed telewizorem. Wszyscy marzymy, że zwycięstwo da nam nie tylko przepustkę na turniej do Słowenii, ale przede wszystkim da impuls do rozwoju futsalu w Polsce. Moim zdaniem wynik ma małe znaczenie. Oczywiście przy korzystnym rezultacie, może wytworzyć się chwilowa moda na futsal, ale bez działań PZPN, o których wspomniałem wcześniej, nie będzie to zjawisko długofalowe. Niezależnie od tego, życzę naszym zawodnikom, aby wygrali z Węgrami i spełnili swoje marzenia.

Aktywność trenerska z drużyną żeńską, czy bycie Delegatem EUSA nie wyklucza powrotu na ławkę w klubie Futsal Ekstraklasy. Zapewne propozycję się pojawiają. Czy zobaczymy zatem wkrótce ponownie trenera Aftańskiego na najwyższym poziomie rozgrywek?
Na tę chwilę jestem mocno zaangażowany zawodowo i grzecznie odmawiam. Nie wyobrażam sobie robienia czegoś na tzw. „pół gwizdka”. Mam sporo obowiązków zarówno w korporacji, gdzie pracuję w obszarze marketingu, czy na uczelni. Do tego dochodzi rodzina, moje „Ladies” oraz pomysły na rozwój i doszkalanie. Doba zbyt często staje się za krótka. Natomiast wiemy, że nic nie trwa wiecznie i moja przerwa w trenerskiej aktywności w wydaniu męskim na pewno kiedyś się skończy.

Dziękuję za rozmowę. Życzę, by polski futsal nie zapomniał o tobie.

Rozmowę spisał Andrzej Hendrzak