fot. Przemek Gąbka fot. Przemek Gąbka

Tomáš Pešír - z polskiego boiska do czeskiego futsalu

FC Benago Zruč n Sázavou, klub, który w zeszłym sezonie grał w półfinale play-off czeskiej Chance Futsal Ligi pozyskał dwóch zawodników występujących dotąd w Polsce. Pierwszy z nich to Douglas dos Santos z Pogoni 04 Szczecin. Transfer drugiego - Tomáša Pešíra - określany jest w Czechach jako hitowy. Dlaczego? Bo zawodnik przychodzi z... pierwszoligowego "trawiastego" Górnika Łęczna. Za zgodą Benago publikujemy przetłumaczony wywiad, jaki Pešír udzielił klubowej stronie.

Tomáš, zanim przejdziemy do futsalu, powiedz jak długo grałeś w Polsce w pierwszej lidze piłki nożnej?
- Trzy lata. Grałem dla drużyny GKS Bogdanka Łęczna.

Co sprawiło, że wyjechałeś z Polski?
- W zeszłym roku byłem w Polsce bez rodziny, to był główny powód. Już w grudniu zdecydowałem się wrócić do domu.

Ponoć w Polsce są doskonałe warunki. Byłeś zadowolony w kwestiach sportowych?
- Byłem bardzo szczęśliwy. Właściwie mógłbym jeszcze tam zostać przez rok, ale wygrała rodzina. Pozytywnie mnie zaskoczyła polska gościnność, świetna publiczność oraz poziom ligi.

Beni Simitči (prezes FC Benago – przyp. red.) powiedział, że oficjalnie wracasz do futsalu. Dlaczego właśnie ten sport wygrał, a nie na druga liga piłki nożnej w Czechach?
- Gdybym wybrał pierwszą lub drugą ligę w Czechach musiałbym codziennie trenować. Szczerze powiem, że gdybym miał to robić, wolałbym zostać w Polsce. Wygrał futsal, ponieważ dzięki niemu będę miał więcej czasu w ciągu dnia. Wtedy starczy mi go, bym mógł się porozglądać za jakimiś ciekawymi piłkarskimi propozycjami, abym mógł zostać też w futbolu.

Także futbol zostanie Ci w weekendy, w niższej lidze?
- Chcę grać w piłkę nożną, mam coś na oku. Z prezesem szukaliśmy zespołu, który gra w soboty lub niedziele. Zwłaszcza nie w piątek.

Myślałeś jeszcze o weekendowych meczach w Austrii. Czy ten pomysł już upadł?
- Tak, na 99% tak.

Przejdźmy do futsalu. Jak dużą zmianą to dla ciebie będzie? W końcu piłka nożna i futsal nieco się od siebie różnią.
- Myślę, że to zupełnie inny sport niż piłka nożna. Muszę się powoli uczyć futsalu. Głównie od strony taktycznej. Muszę się również przyzwyczaić do wielkości piłki i hali. Gra się w czterech zawodników w polu, co więcej - jest to praktycznie bezkontaktowy sport, co jest dla mnie pewnym problemem, bo gram w piłkę nożną w sposób bardzo kontaktowy (śmiech). Muszę się przyzwyczaić. Zwłaszcza teraz, gdy wszyscy myślą, że przyjdę i będę brylować. Tak raczej nie będzie - na początku będę się pokornie uczyć.

Beni Simitči ma wobec ciebie duże nadzieje, ale przypuszczam, że jesteś przyzwyczajony do gry pod presją?
- Chyba aż tak nie będzie. Tak było przede wszystkim w piłce nożnej. Wiem, że Beni bywa bardzo wymagający. Postaram się być jak najlepszy, ale jak mówię - nie sądzę, że to przyjdzie samo. Możliwe, że na początku stwierdzę, że nie jestem dobrym futsalistą, że żaden ze mnie futsalista.

Co masz nadzieję osiągnąć z FC Benago?
- Lubię jak Benago funkcjonuje. Są to młodzi ludzie. Tam zespół buduje się dwa lata. Już kiedyś to prezesowi mówiłem, że musi wziąć do drużyny młodych graczy i stopniowo uczyć ich profesjonalizmu. On to robi. Chciałbym być częścią takiej drużyny.

Skupmy się na pierwszej lidze, co powiesz na mistrzowską grę ERA-PACK Chrudim?
- Widziałem ich niektóre mecze w Polsce, bo miałem czeską telewizję. ERA-PACK to drużyna zupełnie inna niż reszta stawki. W Czechach walczy się raczej o drugie miejsce. Odnośnie mistrzów to łatwo zauważyć, że jest to drużyna, która od dłuższego czasu gra na profesjonalnym poziomie.

Zobaczymy więc, co się stanie w czasie waszego pojedynku z Chrudim. Czy jesteś podekscytowany?
- Cieszę się, to jest oczywiste, ale przede wszystkim chciałbym po prostu pomóc Benago, bo Beni od pięciu lat namawia mnie na futsal i wreszcie nadarzyła się okazja. Ale chętnie podjąłbym się także jakiejś piłkarskiej funkcji.

Rozmawiał Michal Pavlík.



Dodatkowe informacje