Burela Michała Kałuży spadła z Primera División
Klub Michała Kałuży, nie zdołał utrzymać się na przyszły sezon w Primera División. Burela FS walczyła o to do końca, ale bez powodzenia.
Przed ostatnią kolejką 14. w tabeli Burela FS miała punkt przewagi nad lokalnym rywalem, zespołem Noia Portus Apostoli. W sobotę oba kluby grały na wyjeździe – Burela z obrońcą tytułu, Jimbee Cartagena (5. miejsce w tabeli), rywale w walce o utrzymanie - z Movistar Interem (4. miejsce). Cartagena nie grała już o nic - wynik nie miał żadnego wpływu na pozycję w tabeli. Inter w teorii mógł awansować nawet na pierwsze miejsce. Inna sprawa, czy klubowi z przedmieść Madrytu na tym specjalnie zależało, bo czwarte miejsce w kontekście sensacyjnego lidera, Servigroup Peñíscola FS, nie brzmi źle przed play offami.
Burela miała niekorzystny bilans spotkań z klubem z Noi. Dlatego na finiszu ligi musiała mieć więcej punktów. Niestety, drużyna polskiego jedynaka w Hiszpanii swoje spotkanie przegrała 2:6. Noia Portus Apostoli z kolei najpierw z Interem wygrywała, później przegrywała, by ostatecznie zremisować.
Burela nie spadła jednak z powodu ostatniej kolejki, ale ogólnie słabej rundy rewanżowej. Klub z Galicji wygrał w niej zaledwie dwa mecze i zdobył łącznie dziewięć punktów, o połowę mniej, niż jesienią. Na wiosnę gorszy był tylko drugi z tegorocznych beniaminków, WANAPIX AD Sala 10 Saragossa, który nie zwyciężył ani razu. Jak na ironię ważne dla losów Bureli okazało się to, że z klubem z Saragossy ekipa Michała Kałuży wiosną tylko zremisowała. Noia tymczasem wiosną zdobyła aż 20 punktów. Przez całą jesień uzbierała ich raptem siedem.
Przyszłość Bureli nie wydaje się różowa. W trakcie sezonu klub opuścił sponsor tytularny, zajmująca się rybołówstwem firma Pescados Rubén. Trener David Rial w drugiej rundzie miał do dyspozycji bardzo wąską kadrę.