Krzysztof Połujański: Na AME inni brali nawet swoich "Bońków"

Olsztyńska Szkoła Wyższa zakończyła występ w Akademickich Mistrzostwach Europy na 11. pozycji, czyli tuż nad środkiem stawki. O ocenę występu OSW poprosiliśmy trenera olsztynian Krzysztofa Połujańskiego.

Dało się zająć lepszą lokatę?
- W skali od 1 do 5 nasz występ oceniam na dobrą czwórkę. Była szansa na lepszą pozycję. Żeby to się udało, trzeba było wygrać pierwszy mecz z Uniwersytetem w Stambule. I było to w naszym zasięgu, prowadziliśmy przecież z Turkami najpierw 1:0, potem 3:2. Ale wiadomo jak to jest w futsalu - chwila nieuwagi, tracimy dwie bramki, wycofujemy bramkarza w końcówce, jakieś złe podanie i sypią się tylko kolejne gole dla rywali. Turcy zajęli na koniec 4. miejsce, więc i my mogliśmy się tam znaleźć. Ale przez tę porażkę w 1/8 finału trafiliśmy na Ukraińców, a z nimi nie mieliśmy większych szans.

Poziom był tak wysoki?
- Wystarczy, że spojrzymy na składy, w jakich grały drużyny. Wicemistrzowie, Francuzi z Sorbony mieli w składzie 5 reprezentantów kraju i dodatkowo selekcjonera kadry. W Valladolid było 4 kadrowiczów, podobnie w Chorwacji. Wszyscy Ukraińcy to czołowy zespół zaplecza ich Ekstraligi, a z drużyną Azerbejdżanu przyjechał nawet sam szef federacji. To tak jakbyśmy my wzięli Zbigniewa Bońka.

Z pewnością taki brak ogrania wychodził w trakcie meczów.
- Tak, bo o ile pod względem fizycznym czy technicznym generalnie nie odbiegaliśmy od reszty, to jednak - jak to się mówi - graliśmy w piłkę na hali, a nie futsal. Potencjał jest jak najbardziej, ale - przykładowo - moi zawodnicy wciąż nie przyjmują piłki podeszwą.

Naturalnym krokiem dla Was powinno być zatem chyba zgłoszenie się do ligi?
- Podzielam to zdanie, ale niestety nie ma na to szans. Moi zawodnicy grają w drugich, trzecich ligach na trawie i nieraz mocno się trzeba nakombinować, by takiego piłkarza zwolnić na rozgrywki akademickie. Trenerzy z trawy nie rozumieją, że liga futsalu - nie oszukujmy się - trwa krótko i stanowi możliwość rozwoju zawodnika. Rozumiem jeszcze obawy o ewentualne kontuzje, ale oni nie widzą w tym swojego interesu, tylko zagrożenie. Nie ma więc co robić tego na siłę, ci zawodnicy też swoje pieniądze dzięki piłce zarabiają, więc na razie nic z tego nie będzie. Dodatkowo mało trenujemy, raz-dwa razy w tygodniu, czasami zresztą nawet nie w hali tylko na twardym boisku. Nie będziemy się porywać z motyką na słońce.

Za występ na AME może Pan kogoś szczególnie wyróżnić?
- Bramkarza Kamila Jędrzejewskiego oraz tych zawodników, którzy grają dla OSW już 5 lat i właśnie kończą tę przygodę: Kamila Ludwiczaka, Piotra Żórańskiego, Pawła Galika i Macieja Waląga. Zresztą w ostatnim meczu chcieliśmy ich dodatkowo uhonorować, gdy prowadziliśmy z Norweską Szkołą Ekonomiczną 9:7 na 10 sekund przed końcem chcieliśmy im zrobić taki szpaler przed ławką, by przy owacji zeszli z boiska. Niestety sędziowie nie zrozumieli naszych intencji, zaczęli nas jakoś poganiać, jakby Norwegowie mogli nam wyrządzić jeszcze jakąś krzywdę. Później arbitrzy przepraszali, no ale było już po fakcie.

Ale rozgrywki studenckie mają jednak to do siebie, że rywala się raczej szanuje.
- Tak, zresztą my w ramach takiego podkreślenia fair-play zawsze gdy rozpoczynaliśmy mecz nie podawaliśmy piłki sobie, tylko przeciwnikom. Na początku było zdziwienie, o co nam chodzi, ale później tak się to przyjęło, że robili tak również nasi rywale gdy oni zaczynali. Akademickie rozgrywki mają swoją specyfikę, w dzień się rywalizuje na boisku, a wieczorem ci sami zawodnicy, nieważne czy z Polski, Finlandii czy Azerbejdżanu spotykają się na basenie i integrują.

Organizacja stała na wysokim poziomie?
- Bardzo wysokim. Graliśmy na czterech pełnowymiarowych i nowoczesnych halach, zawodnicy mieszkali w cztero- czy pięciogwiazdkowych hotelach, mieliśmy zapewnione oczywiście wszelkie dojazdy... Naprawdę, nie można było mieć nic do zarzucenia. Nie bardzo sobie wyobrażam, by można było takie zawody zorganizować w Polsce. Ale oby, bo przecież następne AME za dwa lata odbędą się w Poznaniu.

Ciężko było zebrać fundusze na wyjazd?
- Nie da się ukryć, że Hiszpania nie jest najtańszym miejscem i występ na turnieju trochę kosztował. Tym większy szacunek należy się Urzędowi Marszałkowskiemu województwa Warmińsko-Mazurskiego oraz Olsztyńskiej Szkole Wyższej, które ten wyjazd dotowały. Bez nich nie było to możliwe, życzę takich prosportowych władz zarówno wszystkim uczelniom, AZS-om, jak i klubom futsalowym.

Dziękuję za rozmowę.