Wisła wygrywa sparing z drugoligowcem fot. Robert Schlechter Photography

Wisła wygrywa sparing z drugoligowcem

Zwycięstwem aktualnego mistrza Polski zakończył się towarzyski mecz z drugoligowym GKS-em Masita Berland. Nie zmienia to jednak faktu, że po wtorkowym wydarzeniu futsalowego roku w Komprachcicach wszyscy byli szczęśliwi.

GKS Masita Berland Komprachcice
Wisła Krakbet Kraków

GKS Masita Berland Komprachcice - Wisła Krakbet Kraków
2:5

Bramki: Bartosz Nesterów (10), Michał Zboch (12) - Sebastian Wojciechowski (8), Marcin Czech 2 (24, 32), Piotr Morawski (34), Błażej Korczyński (36).
 
Cieszyła się publiczność, która mogła zobaczyć ciekawe starcie drużyny z krajowego topu z ich pupilami. Zadowoleni byli gracze Wisły z trenerem Błażejem Korczyńskim na czele, a wpływ na ten stan ducha miał pożyteczny sprawdzian z możliwością przećwiczenia różnych wariantów gry oraz (co równie ważne) iście królewskie przyjęcie, z jakim Biała Gwiazda spotkała się na Opolszczyźnie. Ukontentowany mógł być też zespół miejscowych, tocząc długimi fragmentami wyrównany pojedynek z czołową ekipą ekstraklasy.

Wiślacy do Komprachcic przybyli bez kwartetu stranieri, którzy po zakończonej piątkowym meczem z Red Devils Chojnice rundzie udali się do swoich ojczyzn na krótki odpoczynek. Na parkiecie nie pojawił się także doświadczony Krzysztof Kusia, zmagający się z przykrą kontuzją. Nie oznacza to bynajmniej, że przeciwko GKS-owi zagrał drugi garnitur mistrza. Obok wspomnianego Korczyńskiego do walki przystąpili rozpoznawani na polskich parkietach i przywdziewający trykot z orzełkiem na piersi bramkarz Bartłomiej Nawrat, Daniel Lebiedziński, Marcin Czech czy choćby Adrian Pater. Kadrę uzupełniali Adam Jonczyk, Piotr Morawski oraz Sebastian Wojciechowski. Mecz zaczął się od przewagi gości. Wisła od pierwszych minut nastawiła się na atak pozycyjny i krycie na całej szerokości placu gry. Berland skupił się na uważnej defensywie wyczekując okazji do wyprowadzenia szybkich kontrataków. Otwarcie wyniku nastąpiło w 8. minucie. Nim w kuriozalnych okolicznościach do siatki trafił Wojciechowski (z wolnego, bez muru, wykorzystując dyskusje w szeregach gospodarzy) kilka groźnych uderzeń odbił dobrze dysponowany Karol Skowronek. W tym momencie w szeregach krakowian jakby odcięto dopływ prądu. Paradoksalnie to GKS znalazł wówczas właściwe przełożenia, wrzucił na wyższy bieg i po dwóch kapitalnych ponowieniach akcji objął prowadzenie 2:1. "Ojcem" gola na 1:1 był Tomasz Rabanda. Niezwykle doświadczony kapitan gospodarzy doszedł do długiego, crossowego podania, umiejętnie zastawił piłkę, a po chwili asystą z gatunku tych "na nos" obsłużył nabiegającego Bartosza Nesterowa. Drugie trafienie to równie ładne rozrzucenie piłki, zakończone chytrym uderzeniem Michała Zbocha.

Masita do przerwy prowadziła nieprzypadkowo. Podopieczni Marka Tracza grali z dużym zaangażowaniem, solidnie bronili i co najważniejsze, byli bezlitośnie skuteczni. Faktem jest, że Wisła w tej części gry popełniła zbyt dużo błędów, a utratę dwóch goli "zawdzięczała" przede wszystkim nieprzystającym drużynie tej klasy stratom na atakowanej połowie pogłębionym wolnym powrotem do destrukcji. Podkręcenie tempa wraz z uszczelnieniem zasieków obronnych po stronie wiślaków sprawiły, że po przerwie na parkiecie rozpoczął się okres panowania przyjezdnych. Efektem zdecydowanej przewagi osiągniętej przez Wisłę były 4 zdobyte bramki autorstwa Czecha (dwukrotnie), Morawskiego, a także Korczyńskiego. Szczególnej urody było trafienie (i poprzedzająca je akcja) okrzykniętego niegdyś największym talentem w historii polskiej "halówki" ostatniego z wymienionych. Grający trener krakowian wbiegł w okolice 10. metra i trzykrotnie markując tzw. wejście na zamach wspaniałym strzałem "ściągnał pajęczynę" z bramki pozbawionego szans na skuteczną interwencję Tomasza Staronia. Warto przy okazji podkreślić bardzo dobry występ najlepszego w szeregach miejscowych Michała Nowosielskiego, który nie tylko nie odstawał na tle doświadczonego rywala, lecz kilku zaprezentowanych przezeń zagrań nie powstydziliby się gracze występujący na co dzień na szczeblu ekstraklasy.

Po końcowej syrenie zawodnicy obu drużyn brawami podziękowali licznie zgromadzonej publiczności za sportowy doping. Wiślacy chętnie rozmawiali z kibicami. Kto chciał, ten swobodnie mógł przekonać się, że wszyscy aktorzy widowiska uczynili to wyłącznie dla tych, którzy futsal kochają i łakną tego typu wydarzeń. Święto futsalu w Komprachcicach powoli odchodzi do historii, a że historia próżni nie znosi, już po nowym roku na Opolszczyźnie wracają do rywalizacji o drugoligowe punkty. W niedzielny wieczór 5 stycznia w hali OSiR dojdzie do derbowego pojedynku z Futsalem Brzeg. Będzie to pojedynek na szczycie tej grupy II ligi.

Dodatkowe informacje

  • Źródło: Karol Jurkiewicz, Grzegorz Lachowicz