Wojciech Pawicki: Teraz musimy już dzielić priorytety
Przed tygodniem zawodnicy AZS-u Uniwersytet Gdański zgarnęli złote medale Akademickich Mistrzostw Polski. O AMP-ach, dobrej postawie w lidze i łączeniu obu tych rozgrywek rozmawialiśmy z kapitanem gdańszczan Wojciechem Pawickim.
Kilka lat z rzędu pretendowaliście do tytułu Akademickiego Mistrza Polski. Udało się dopiero teraz w Warszawie. Dużo dla was znaczy to trofeum?
- Bardzo dużo znaczy, wiele razy próbowaliśmy, mieliśmy coś do udowodnienia i wreszcie się udało.
Co zdecydowało, że w tym roku tak zdystansowaliście konkurencję? W porównaniu z zeszłorocznym składem przybył u was chyba tylko Tomek Kriezel?
- Wreszcie mieliśmy równy, pełny skład. Lata wstecz albo mieliśmy problem z bramkarzem, a to "plażowicze" mieli turniej lub to był rok gdzie po prostu graliśmy słabo.
Jak oceniasz poziom AMP-ów na tle ligi?
- Oczywiście trudno to porównywać, a właściwie się nie da. Poziom Akademickich Mistrzostw Polski byłby wyższy gdyby organizatorzy rozgrywek porozumieli się co do terminów (w weekend AMP-ów normalnie grała ekstraklasa - przyp. JM).
Stolica jest dla was wyjątkowo szczęśliwa w tym sezonie, bo wywozicie z niej już drugie trofeum. Wcześniej wygraliście Mistrzostwa Polski AZS. Co jest priorytetem dla klubu - rozgrywki akademickie czy ekstraklasa?
- Jesteśmy klubem akademickim i naszą drużynę budowaliśmy właśnie na rozgrywkach AMP. Teraz jesteśmy na takim poziomie, że musimy dzielić priorytety i to niestety odbiło się na jednym ze spotkań.
W jaki sposób "teleportowaliście się" z Warszawy na mecz do Gdańska?
- Za zgodą prezesa udało się zamówić bilety lotnicze. Niestety nie wszyscy latają, więc dotarliśmy na mecz z Red Devils Chojnice w okrojonym składzie.
Dwa złota w rozgrywkach akademickich, pewne utrzymanie w lidze... Sezon chyba można już teraz uznać za udany, mimo że do jego końca jeszcze daleko?
- Ten sezon już jest wyjątkowo udany, ale walczymy do samego jego końca o jak najlepszą pozycję w tabeli.
Etykiety