Rafał Krzyśka: Tej euforii na trybunach nie zapomnę do końca życia fot. Kacper Tarsa

Rafał Krzyśka: Tej euforii na trybunach nie zapomnę do końca życia

Golkiper na co dzień występujący w AZS-ie UŚ Katowice był jedną z najbardziej wyróżniających się postaci w starciu Polaków z Kazachstanem. Po obronieniu aż 12 strzałów rywali, przez wielu nazwany został wręcz bohaterem meczu. Sugerowałoby to jednak, jakoby Kazachowie mieli w tym meczu znaczną przewagę, a tak przecież wcale nie było. Niemniej bez wątpienia Rafał Krzyśka po raz kolejny udowodnił niedowiarkom, że w kadrze nie znalazł się "po znajomości" z Błażejem Korczyńskim. Kilka dni po barażu w Szczecinie już bez emocji mogliśmy z jednym z bohaterów biało-czerwonych podsumować konfrontację.

Teraz już możemy starcie z Kazachami podsumować na spokojnie. Jak z mecz wyglądał z twojej perspektywy?
- Na początku chyba graliśmy w takim lekkim stresie. Później, im dalej w las, tym graliśmy lepiej i chyba po jednej, drugiej stworzonej sytuacji mocno wszyscy wierzyliśmy, że można z nimi powalczyć. Grali najmocniejszym składem, po meczu byli naprawdę zmęczeni, więc trochę krwi im napsuliśmy. Wydaje mi się, że kluczem było znakomite przygotowanie taktyczne, bo niczym nas nie zaskoczyli, dosłownie niczym. Przykre jest to, że są ludzie, którzy umniejszają ten mały sukces, bo moim zdaniem Kazachowie grali podobnie jak na Euro. Byli agresywni, walczący i stąd ta ich frustracja i niedowierzanie po meczu, że wynik meczu był, jaki był. Wiadomo, że nikt się nie położy i nie "odpuści". To był baraż o mundial, więc jeden z ważniejszych meczów dla każdego sportowca, który może się zdarzyć raz na 4 lata, a w naszym przypadku nawet raz na 20. Wynik remisowy daje nadzieję na spełnienie naszych marzeń i na pewno rzucimy wszystko co najlepsze, aby awansować.

Dużo się mówiło o specjalnej taktyce Błażeja Korczyńskiego na to spotkanie. Faktycznie widzieliśmy łącznie 4 bramkarzy, tzn. trzech tzw. lotnych. Dużo czasu spędzaliście na treningach, ćwicząc to rozwiązanie?
- Czasu było i dużo, i mało. Ćwiczyliśmy może nie tyle, ile się chciało, bo musieliśmy trenować też obronę w przewadze, doskonalić stałe fragmenty gry i inne elementy taktyczne. Myślę, że jakbyśmy zebrali się na zgrupowaniu zaraz po świętach, to moglibyśmy naprawdę jeszcze dużo zrobić, bo tak zostaje nam może 6 treningów i 3 rozruchy, więc jest czas na poprawę błędów i wyciąganie wniosków.

W pewnym momencie meczu i ty pognałeś z piłką na bramkę Higuity, oddając strzał, chociaż niecelnie. Czy to też było w taktycznych planach, czy na fantazji?
- Gramy te wyjście spod pressingu w klubie. Zawsze trener mówi, żebym wjeżdżał i oddawał strzał. Tutaj miałem obawy, bo jakby Higuita moje uderzenie złapał, to gol byłby pewny. Muszę jeszcze trochę popracować i uwierzyć w siebie w grze nogą, bo jednak jeszcze mam blokadę, że jak stracę to będzie kwas. Może kiedyś przyjdzie do mnie luz jak u Leo H. (śmiech)

Przed wami teraz rewanż. Czy ćwiczyliście na zgrupowaniu także pod kątem drugiego meczu? Trenerzy planują znów jakieś nowe nowinki taktyczne?
- Nie wiem, co trenerzy wymyślą. Na pewno gra będzie podobna i jednych, i drugich, bo nikt nie zmieni nic w kilka treningów. Dobrze, że było nas 18 na zgrupowaniu, bo teraz wypada Tomek Kriezel (po otrzymaniu drugiej żółtej kartki w eliminacjach - przep. red.), ktoś wejdzie i już jest przygotowany pod Kazachów. Także to pytanie głównie do naszego sztabu.

Kazachowie obawiali się polskich kibiców, pisząc przed meczem, że w Szczecinie jest "szalona atmosfera". Nie boicie się od tym kątem rewanżu?
- Szkoda, że nie strzeliliśmy więcej goli w tym Szczecinie, bo euforii na trybunach nie zapomnę do końca życia. Myślę, że ta kazachska publika nas jeszcze bardziej zmotywuje i zagrzeje do walki. Oni u siebie będą pod ogromną presją. My nie, więc uważam, że nawet lepiej, że gramy ten mecz na wyjeździe.

We wtorek o 18:00 jeszcze pokazywali cię w telewizji, a następnego dnia już o 7:00 rano zameldowałeś się w pracy na drugim końcu Polski. Kłopoty z urlopem?
- Pracuję na 6:00, więc byłem nawet chwilkę przed tą godziną. Każdy dzień urlopu w moim przypadku jest na wagę złota. 26 dni urlopowych w ciągu roku to jednak trochę mało. (śmiech)

Stałym obrazkiem meczów reprezentacji trawiastej jest pomeczowa wymiana koszulek. Możesz zdradzić, ile taka przyjemność "kosztuje" w futsalu?
- Nie wiem, ile to dokładnie kosztuje. Nie chcę się wypowiadać na ten temat, ale fakt, wymieniać się nie możemy. Niestety.

Teraz przerwa na święta i powrót do treningów od wtorku, czy trener Korczyński nie odpuszcza wam w klubie przed Wielkanocą?
- Trener nigdy nie odpuszcza, więc normalnie odbywamy treningi przed świętami. Mamy ciężkie mecze i możemy nieźle namieszać na górze tabeli. Zrobimy wszystko, aby liga była jeszcze ciekawsza, bo nie ukrywamy - też chcemy znaleźć się na bezpiecznym miejscu w tabeli.

Rozmawiał Jakub Mikulski