Andrzej Bianga: Były momenty, kiedy mieliśmy dużo szczęścia fot. Urszula Skarżyńska

Andrzej Bianga: Były momenty, kiedy mieliśmy dużo szczęścia

Przed wylotem reprezentacji z Warszawy via Moskwa do Ałmatów, rozmawialiśmy z selekcjonerem reprezentacji Polski Andrzejem Biangą.

Po pierwsze muszę zapytać, dlaczego nie ma z wami Igora Sobalczyka?
- To pytanie trzeba skierować do samego Igora i do byłego kierownika kadry Dawida Kołodziejczyka, dlaczego taka a nie inna sytuacja zaistniała. Nie mam zamiaru się tłumaczyć za tak prozaiczne sprawy. Dla mnie to jest sprawa nie do przyjęcia. Chodzi o paszport. Podobnie było z Danielem Krawczykiem. Kwestia jest taka, że Igor wysłał paszport pod zły adres, dostał zwrot, ciężko już było później sprawę odwrócić, bo było zbyt późno.

Za Igora przyjechał Kamil Kaczmar, ale to zupełnie inny zawodnik i zadania będzie miał inne.
- Zdecydowanie inne. Ale mamy już tu pewne rozwiązania, pewne alternatywy. O sytuacji z Igorem dowiedzieliśmy się w dniu zgrupowania - po południu we wtorek. Zresztą Igor przyjechał, był tutaj, zameldował się, tylko po godzinie wracał z powrotem.

Dla Kaczmara to będzie debiut. Sprosta zadaniu?
- Kamil jest z nami już na trzecim zgrupowaniu. Jest to zawodnik może nie tyle perspektywiczny, co już wnosi coś do tej reprezentacji. Ma swoje zadania, jest alternatywą, jeśli chodzi o pewne rozwiązania, także tutaj żadnych obaw nie ma. Pracował z nami w Tychach, był na zgrupowaniu przed meczem w Szczecinie... Zresztą sam fakt, że został w takim trybie awaryjnym powołany i rzucił wszystko dla kadry, to też o czymś świadczy - że mu bardzo zależy, że chce w tej kadrze po prostu być.

Jaki jest nasz plan taktyczny na to spotkanie? Czy będziemy grać to samo, co w pierwszym meczu, czy też wprowadzacie nowe elementy, by znów czymś Kazachów zaskoczyć?
- Podejrzewamy, że mecz będzie przebiegał podobnie. Domniemamy, że od początku Kazachstan będzie nas chciał złapać wysokim pressingiem, zagrać bardzo agresywnie, ale mamy też na to rozwiązania. Chcemy udoskonalić to, co robiliśmy - grę w przewadze, grę przeciwko przewadze, stałe fragmenty gry, stałe fragmenty w przewadze. Na te elementy szczególnie zwracamy uwagę na tym zgrupowaniu. Aczkolwiek po analizie meczu ze Szczecina powstały też pewne nowe pomysły i elementy, które chcielibyśmy wprowadzić. Zobaczymy, z jakim skutkiem.

Ale jakieś nowinki taktyczne? Zaskoczycie czymś?
- Postaramy się zaskoczyć. Nie wiem z jakim skutkiem, zbyt długo musiałbym się tu rozwodzić nad szczegółami, ale też nie ma co za dużo zdradzać, bo może i Kazachowie będą to czytać. Mamy parę pomysłów na to, jak w paru momentach zaatakować, jak zaasekurować pewne strefy boiska. Bo zdajemy sobie sprawę, po wielokrotnym obejrzeniu tego meczu, że było wiele momentów takich, w których naprawdę mieliśmy dużo szczęścia i ten wynik mógł być różny. Na pewno spodziewamy się arcyciężkiej przeprawy.

Nie tylko wy siedzicie nad tym meczem ze Szczecina, ale i Cacau pewnie ogląda go na okrągło.
- Oczywiście spodziewamy się tego, że oni też wnikliwie przeanalizują ten pierwszy mecz, że zwrócą uwagę na nasze słabsze strony. Dlatego chcemy się na to przygotować i znaleźć pewne antidotum, by w tych elementach, w których gra szwankowała, nastąpiła poprawa. Żeby nie było z ich strony w stosunku do nas elementu zaskoczenia. Staramy się przewidzieć pewien scenariusz tego, co się może wydarzyć.

Na ile o sile Kazachstanu decydują Brazylijczycy?
- Wydaje mi się, że to 40-60% drużyny.

A jak osobiście zapatruje się pan na – jak ich nazywał Franciszek Smuda - "farbowane lisy"?
- To jest po prostu znak czasu. Podobne pytanie dostałem przed meczem w Szczecinie od jednego z dziennikarzy, dlaczego jest tak a nie inaczej. Uważam, że ten proceder zaczął się już dużo wcześniej. Zawodnicy ci grają w najlepszym klubie w Kazachstanie, a wręcz w Europie. Wiadomo, że grali kilka lat i ubiegają się o drugie obywatelstwo, ale podejrzewam, że oczywiście za tym wszystkim kryją się pieniądze.

A u nas Cleverson - abstrahując całkowicie od tego, czy jest w formie, czy nie – ma szansę wrócić do reprezentacji?
- Oczywiście, bo tutaj przed nikim się drzwi nie zamyka. Liczy się tylko i wyłącznie dobro zespołu. Jeśli byłby w odpowiedniej dyspozycji i gdyby pasował do koncepcji na dany mecz, to nie będziemy się oglądać, czy urodził się w Brazylii czy nie. To jak najbardziej sprawa otwarta. Ale sami przekonywać żadnych obcokrajowców absolutnie nie będziemy. Mamy swoją młodzież na tyle zdolną, że nie musimy się posiłkować takimi rozwiązaniami.

Analizowaliście grę Kazachów, a czy wiecie, jaka przeprawa czeka was, jeśli chodzi o atmosferę, w której będzie toczył się mecz?
- Rozmawiałem m.in. z trenerem Klaudiuszem Hirschem, który przecież grał w Ałmatach z Akademią Pniewy. Teraz w Toruniu, na kursie UEFA Futsal B, Klaudiusz przekazał mi pewne informacje, czego możemy się spodziewać, przede wszystkim odnośnie tej fanatycznej publiki. Ale to trzeba przeżyć na własnej skórze.

W Ałmatach z Akademią byli też Maciej Foltyn, Rafał Franz czy Michał Wojciechowski, który też był ciągle w orbicie waszych zainteresowań. A paradoksalnie Dominik Solecki akurat tam nie pojechał, choć grał we wcześniejszych rundach UEFA Futsal Cup.
- Rafał ma kontuzję, wszyscy wiemy, że to pokrzyżowało nam troszeczkę szyki. Przy okazji ślemy mu od nas serdeczne pozdrowienia i życzenia powrotu do zdrowia i formy. Jeśli chodzi o Maćka Foltyna, sprawa jest cały czas otwarta - mamy w tej chwili trzech bardzo wyrównanych zawodników na tej pozycji. Z tego dwójka jest nieco bardziej doświadczona. Postawiliśmy na nią, aczkolwiek Maciek już w najbliższej przyszłości powinien się w tej kadrze zadomowić na dłużej. Odnośnie Michała to też jest to zawodnik doświadczony i wszechstronny. Też jest obserwowany i jak zajdzie taka potrzeba, również i on, i inni wyróżniający się zawodnicy będą przez nas z pewnością powoływani, jeśli pasują do pewnych koncepcji w danym meczu.

Dużo rozmawiacie na zgrupowaniu z zawodnikami?
- Oczywiście, mieszkamy tutaj, więc jesteśmy zdani na siebie. Bardzo starannie do tego podchodzimy i chcemy nie tylko przekazać, że zawodnik zrobił coś źle, ale także żeby wytłumaczył, dlaczego to zrobił. To pomaga zrozumieć motywacje i ułatwia wyeliminowanie tych błędów. Jeżeli zawodnicy mają też jakieś znaki zapytania, to również przychodzą na rozmowy, dlatego z trenerem Korczyńskim siedzimy długo do wieczora i rozmawiamy, te drzwi są cały czas otwarte. Nie tylko umiejętnościami można wygrać - głowa też jest bardzo istotna i też trzeba nad tym bardzo mocno, albo nawet najmocniej pracować.

Jaki obraz z tych rozmów się przebija? Zawodnicy wierzą w awans, czy może uwierzyli dopiero po pierwszym meczu?
- Z przebiegu meczu wszyscy widzieliśmy, że początek był strasznie nerwowy. Było sporo niedokładności i nawet gdy przechwytywaliśmy piłkę, to zawodnicy szybko się jej pozbywali. W miarę upływu czasu ta sytuacja się w miarę jakoś unormowała. Widać było, że ten pierwszy psychiczny ciężar spadł. I zaczęli grać swobodniej, ale - jak już mówiłem - nie był to łatwy mecz. I wynik może jest sprawiedliwy, a na pewno otwarty, ale jeszcze niczego nie rozstrzyga. Musimy po prostu strzelać. Ciężko się silić na prognozy. Zdajemy sobie sprawę, że faworytem nie jesteśmy, że niewielu daje nam szanse, ale postaramy się zrobić wszystko co w naszej mocy, by nasz plan na mecz jak najlepiej zrealizować.  

Jak lecicie do Kazachstanu?
- W sobotę wylatujemy około południa. Lecimy do Moskwy, gdzie niestety mamy aż 5 godzin przerwy w podróży. W Ałmatach jesteśmy bodajże o piątej rano. Także cały dzień praktycznie spędzamy w podróży. Plan na miejscu też jest już rozpisany - zjemy posiłek i idziemy spać. Ale potem trening, tak samo zresztą jak i w poniedziałek.

Słyszałem, że już teraz przygotowujecie się też na jeszcze jedno utrudnienie - zmianę strefy czasowej.
- Tak, śniadania na zgrupowaniu mamy o 6:30, potem niedługo trening... Wszystko jest tak zaplanowane, żeby o 20:00 naszego czasu zawodnicy byli już zmęczeni i w łóżkach, bo tam wtedy będzie godzina 24:00. Także chcemy im to wszystko przybliżyć. Musimy też jeszcze zapoznać się z obiektem i z nawierzchnią.

Ile czasu w ciągu dobry Andrzej Bianga myśli teraz o meczu?
- Na dobrą sprawę zacząłem myśleć już w momencie, kiedy skończył się mecz w Szczecinie.  Wszyscy o tym bez przerwy myślimy – nie tylko ja. Mam nadzieję, że te wszystkie nieprzespane godziny przyniosą dobry efekt. Wyśpię się po powrocie do Polski.

Rozmawiał Jakub Mikulski