Marcin Mikołajewicz: To Kazachstan jest pod większą presją fot. Urszula Skarżyńska

Marcin Mikołajewicz: To Kazachstan jest pod większą presją

Kapitan biało-czerwonych był bohaterem pierwszego meczu z Kazachstanem, gdy na pół minuty przed końcem doprowadził do wyrównania. Wcześniej miał jednak w Szczecinie sporo okazji na strzelenie bramki. W naszym wywiadzie Marcin Mikołajewicz mówi, że była to chyba kwestia koncentracji i ciężko pracuje nad tym, żeby w Ałmatach częściej doprowadzać Higuitę do rozpaczy.

Co poczułeś, gdy strzeliłeś bramkę Kazachom - ulgę?
- Ulga na pewno, bo miałem kilka tych sytuacji. Praktycznie jako jedyny miałem okazje takie klarowne, gdzie powinienem trafić. Troszeczkę nie wychodziło to wszystko. Fajnie, że udało się to akurat w ostatniej minucie i dało nam cenny remis. Z tego na pewno się cieszę, ale też wiem, że czeka mnie dużo pracy, żeby bardziej się skoncentrować. Jeżeli chcę bardziej pomóc drużynie, to tych sytuacji powinienem wykorzystywać więcej.

Tamten mecz był o tyle specyficzny, że porównując go nawet do ostatniego twojego ligowego starcia w Chorzowie, to w Szczecinie miałeś więcej tych okazji.
- Może zacznijmy od tego, że w Chorzowie zagrałem bardzo słabe zawody. Nie chciałbym wracać do tego meczu. Wolałbym teraz już się skupić na tym, co nas czeka we wtorek i podporządkować wszystko temu jednemu pojedynkowi. Bo tak naprawdę dzieli nas 40 minut od Mistrzostw Świata.  Także całą swoją koncentrację skupiam teraz tylko i wyłącznie na wtorku.

Czy trenerzy rozmawiają z tobą i próbują rozwiązać ten problem ze skutecznością z pierwszego meczu?
- Myślę, że na tym poziomie to nie jest już problem umiejętności. Myślę, że to jest kwestia koncentracji. Może przez te przeszło 3500 ludzi na trybunach... Nie wiem tak naprawdę, co było przyczyną. Mam tylko nadzieję, że teraz ta koncentracja będzie stuprocentowa i chociaż połowę tych sytuacji, które miałem, jeżeli będę miał je teraz w Kazachstanie, to wykorzystam i osiągniemy korzystny rezultat.

Nie obawiasz się kibiców w Ałmatach?
- Z tego, co wiemy, to czeka nas doping fanatycznych kibiców. Ale podchodzimy do meczu w ten sposób, że tak naprawdę to rywale będą pod większą presją. I każda strzelona bramka, jeśli udałoby się nam "napocząć" zespół Kazachstanu, prowadzilibyśmy, to na nich ciążyłby ogromny ciężar. Przed własną publicznością, gdzie wiemy, że to fanatyczni kibice, zaczną gwizdać, coś zacznie się im nie podobać... Także wydaje mi się, że nam będzie się grało mimo wszystko łatwiej niż w Szczecinie.

Mecz będą sędziować Rumuni, a pamiętamy, komu sprawiliście lanie w grudniu.
- Wydaje mi się, że na tym poziomie, na meczu takiej rangi, nie powinno być takiego sędziowania, jak czasami to się zdarza w polskiej lidze (śmiech). Powiem tak - nie jedziemy grać z sędziami, tylko jedziemy wygrać z zespołem Kazachstanu i wydaje mi się, że jak zagramy dobre zawody, to nawet sędziowie im nie pomogą.

Na treningach opracowujecie nowinki taktyczne, czy tylko doskonalicie to, co było na zgrupowaniu przed Szczecinem?
- Doskonalimy to co było, ale po głębokiej analizie pierwszego meczu pojawiło się wiele pytań, co można poprawić. Bo to nie był rewelacyjny mecz w naszym wykonaniu. Jak obejrzeliśmy wideo, to naprawdę jest dużo mankamentów. Teraz staramy się je wykluczyć. Wiemy, że na pewno oni też analizowali to spotkanie i na pewno nasze słabe strony znajdą. A my robimy wszystko, żeby te słabe strony z pierwszego meczu zniwelować do minimum. Żeby zespół Kazachstanu, nawet jeżeli się przygotuje na to, co mogliby z nami zagrać, to nie będą mieli takiej możliwości, bo po prostu my te braki wyeliminujemy.

Młodsi koledzy traktują cię, kapitana, jako autorytet - pytają, radzą się?
- Rozmawiamy ze sobą we wspólnym gronie, nie ma u nas podziałów, jest doskonała atmosfera. Kilka lat na tę kadrę jeżdżę i powiem, że jest świetnie, nie ma na co narzekać...

Ale tak się mówi za każdym razem, w Krośnie słyszałem to samo.
- Ja mówię to, co czuję. Na pewno też wynik buduje atmosferę. Zrobiliśmy niezły wynik - już nie mówię nawet o tym meczu z Kazachstanem, ale samym faktem, że awansowaliśmy do tych baraży. To na pewno ma znaczenie, ale tak jak powiedziałem: nie ma tu żadnych podziałów, każdy rozmawia z każdym. Ja też tak naprawdę od niedawna jestem tu kapitanem, też pod tym względem nie mam jeszcze zbyt dużego doświadczenia. Ale wszystko jest w porządku, nie ma na co narzekać.

Rozmawiał Jakub Mikulski