Michał Kubik: Nie warto się podpalać fot. Śląski Związek Piłki Nożnej

Michał Kubik: Nie warto się podpalać

Michał Kubik opowiada o wygranym 6:0 spotkaniu Polaków z Białorusią i zbliżających się eliminacjach do mistrzostw Europy.
Powiało dużym optymizmem czy umiarkowanym?
- Nie warto się podpalać po meczu towarzyskim, nawet po tak efektownym zwycięstwie i dobrej grze. Przede wszystkim dobrze zaczęliśmy i z prowadzeniem grało nam się lepiej w dalszej fazie spotkania. W innym starciu początek może być inny. Białorusi strzeliliśmy dużo bramek, choć mecz był dość wyrównany. Nasi rywale to mocna drużyna, z którą warto było zagrać. To było wartościowe przetarcie.

Zwycięstwo zasłużone, ale zero po stronie straconych goli trochę fartowne?
- Trochę szczęścia w sporcie też jest potrzebne. W pierwszej połowie zamknęliśmy Białorusinów na ich połowie i nie mieli wiele do powiedzenia. Praktycznie nie mieli stuprocentowych sytuacji pod naszą bramką. Dopiero po przerwie Michał Widuch fajnie pobronił, ale to też konsekwencja naszego zmęczenia. Za nami tydzień ciężkiej pracy, a pomimo tego utrzymaliśmy bardzo fajny wynik.

Z którym z najbliższych rywali można porównać Białoruś?
- Nasz rywal prezentuje dobry poziom europejski. Nie czołówka, ale drużyna zbliżona możliwościami do Serbii. Preferują ten sam styl grania, z walką fizyczną ramię w ramię. Mogliśmy się sprawdzić w takiej grze i nie daliśmy się zdominować.

Wolny weekend i co dalej?
- W Koszalinie pracowaliśmy nad przygotowaniem fizycznym do eliminacji, natomiast w Elblągu skoncentrujemy się typowo na taktyce. Trzeba się trochę zregenerować, dać odpocząć głowom, a później spotykamy się i walczymy dalej.

Koszalin pożegnał was ciepło.
- Zostaliśmy bardzo fajnie przyjęci przez kibiców i szkoda, że nie gramy w Koszalinie o stawkę. Przyszło dużo osób, w hali było głośno i zrewanżowaliśmy się meczem, który mógł się podobać. Oby w Elblągu było równie dobrze, a poprzeczka pod względem dopingu została zawieszona wysoko.