Andrzej Bianga: Nie oceniam sędziów. Pretensje możemy mieć tylko do siebie
- Do momentu utraty pierwszej bramki uważam, że toczyliśmy wyrównany pojedynek. Warte podkreślenia jest tempo tego meczu - powiedział po spotkaniu z Serbią selekcjoner polskiej reprezentacji. - Zawodnicy włożyli w niego dużo zdrowia i siły. Zabrakło troszeczkę skuteczności, troszeczkę więcej spokoju przy wykańczaniu akcji - dodał Andrzej Bianga.
- Turniej się jeszcze nie skończył, zostały jeszcze dwa spotkania. Nasze szanse w teorii cały czas istnieją. Będziemy grali w każdym meczu na 120 procent. Na ile to wystarczy do zajęcia drugiego miejsca - nie jestem w stanie tego w tej chwili powiedzieć. Odnośnie pracy sędziów nie będę się wypowiadał. Jeżeli mamy mieć do kogokolwiek pretensje, to mamy tylko do siebie. Można było w tej sytuacji (przy bramce na 0:1 - przyp. red.) inaczej się zachować, można się było szybciej pozbierać - ocenił trener.
- Trzeba się z tym przede wszystkim przespać, przeanalizować wszystko, co w tym meczu było do poprawienia. Zawodnicy sami mówili w szatni, że nie spuszczamy głów, rozpoczęliśmy turniej porażką, ale się on jeszcze nie skończył. Będziemy robić wszystko, by ten turniej nie był dla nas w jakiś sposób stracony. Nie wiemy, jaki scenariusz życie napisze, czy zajmiemy drugie miejsce, czy trzecie, aczkolwiek obiecuję w imieniu całego sztabu i zawodników, że na pewno nie spuścimy głów i zrobimy wszystko by pokazać się z jak najlepszej strony - zapewnił szkoleniowiec.
- Zabrakło nam troszeczkę skuteczności, a nawet nie troszeczkę, tylko trochę więcej. Niekiedy jak się bardzo chce, to nie wychodzi. Dziś był taki dzień, że zabrakło dokładności, czy w podaniu, czy w wykończeniu. Skończyło się tak, jak się skończyło. Trafiliśmy na bardzo dobrze dziś dysponowanego przeciwnika. Aczkolwiek pracowaliśmy nad analizą gry Serbii, wiedzieliśmy bardzo dużo... - zakończył Andrzej Bianga.