Baraż o Euro: Węgry - Polska 2:1
Słabsza pierwsza połowa i bardzo dobra, ale niestety nieskuteczna druga. To najkrótsze podsumowanie meczu barażowego, w którym reprezentacja Węgier pokonała biało-czerwonych 2:1. Rewanż jest sprawą otwartą.
Węgry - Polska
2:1
Bramki: Norbert Horvath (12), Zoltan Droth (23-karny) - Tomasz Lutecki (32).
Żółte kartki: Robert Gładczak, Mikołaj Zastanik.
Sędziowali: Bogdan Sorescu (Rumunia) i Oleg Iwanow (Ukraina).
Węgry: Gyula Toth (Marcell Alasztics) - Bence Klacsak, Akos Harnisch, Zoltan Droth, Adam Hosszu - Richard David, Peter Komaromi, Janos Trencsenyi, Norbert Horvath, Janos Rabl, Istvan Gal, Imre Nagy (Robert Fekete).
Polska: Michał Kałuża (Michał Widuch) - Mikołaj Zastawnik, Tomasz Lutecki, Marcin Mikołajewicz, Tomasz Kriezel - Michał Kubik, Przemysław Dewucki, Robert Gładczak, Maciej Mizgajski, Dominik Solecki, Rafał Franz, Sebastian Wojciechowski (Krzysztof Elsner).
Żółte kartki: Robert Gładczak, Mikołaj Zastanik.
Sędziowali: Bogdan Sorescu (Rumunia) i Oleg Iwanow (Ukraina).
Węgry: Gyula Toth (Marcell Alasztics) - Bence Klacsak, Akos Harnisch, Zoltan Droth, Adam Hosszu - Richard David, Peter Komaromi, Janos Trencsenyi, Norbert Horvath, Janos Rabl, Istvan Gal, Imre Nagy (Robert Fekete).
Polska: Michał Kałuża (Michał Widuch) - Mikołaj Zastawnik, Tomasz Lutecki, Marcin Mikołajewicz, Tomasz Kriezel - Michał Kubik, Przemysław Dewucki, Robert Gładczak, Maciej Mizgajski, Dominik Solecki, Rafał Franz, Sebastian Wojciechowski (Krzysztof Elsner).
Dopiero wtedy akcje Polaków zaczęły się "kleić". W czternastej minucie dwukrotnie Toth odbijał przed siebie strzały Dominika Soleckiego, a strzałem nad poprzeczką tę kanonadę zakończył Robert Gładczak. Półtorej minuty później węgierski bramkarz obronił strzał Zastawnika (po dobrej akcji z Rafałem Franzem) oraz uderzenie Macieja Mizgajskiego z rzutu wolnego.
Zobacz skrót meczu na PolsatSport.pl »
Końcówka pierwszej połowy należała do miejscowych. Formę Michała Kałuży sprawdzili Richard David oraz Janos Rabl (nasz bramkarz owszem, w formie był), a raz polskiego golkipera wyręczył w obronie Solecki, po efektownej akcji niepozornego Adama Hosszu i strzale do (teoretycznie) pustej bramki Akosa Harnischa. Gwoli sprawiedliwości trzeba oddać Węgrom, że przynajmniej raz gwizdki arbitrów milczały, gdy należałoby ich użyć, by zdecydować o przedłużonym karnym dla naszych rywali.
Nadeszła jednak feralna 23. minuta, w której sędziowie orzekli zagranie ręką w polu karnym Zastawnika przy strzale Harnischa. Przewinienia nie było i oczywiście znajdą się głosy, że Polacy przegrali przez arbitrów, ale obiektywnie przyznać trzeba, że nie tylko sędziowie w tym meczu mylili się w stuprocentowych sytuacjach, a samo spotkanie, nawet wliczając ten błąd, biało-czerwoni mogli i powinni wygrać. Wracając do samego pojedynku, to Zoltan Droth nie miał problemów ze skuteczną egzekucją karnego. Było już 2:0 i Polacy... zaczęli grać na całego.
Obejrzyj galerię zdjęć na FutsaLove »
Praktycznie do końca spotkania drużyna Andrzeja Biangi i Błażeja Korczyńskiego zdecydowanie dominowała na boisku. Dzięki szybkiej, kombinacyjnej grze, oddała w całym spotkaniu przeszło dwa razy więcej strzałów, niż rywale. Zawiodła jednak skuteczność. Między 28. a 30. minutą Polacy mieli sześć co najmniej dobrych okazji na kontaktowego gola. Później w spojenie słupka z poprzeczką przymierzył jeszcze grający bardzo dobre spotkanie Mizgajski. Bramka została odczarowana dopiero osiem minut przed końcem, gdy Tomasz Lutecki trafił po kolejnym dobrze rozegranym stałym fragmencie.
W końcówce trochę pomysłów już zabrakło, w związku z czym trzy razy to gospodarze stawali przed szansą na podwyższenie. Dwa razy trenera Sito Riverę zawiódł Bence Klacsak, raz Peter Komaromi, a raz Droth. W ogóle ten ostatni zagrał niespodziewanie słabe spotkanie. Choć wyróżniał się wprowadzeniem dużego spokoju do poczynań swojej drużyny, to jednak po graczu Kairatu Ałmaty z pewnością spodziewano się w Miszkolcu nieco więcej.
Wynik 1:2 jest więc z przebiegu gry rezultatem niezasłużonym, albowiem z gry Polakom należał się co najmniej remis. Niemniej przed rewanżem można sobie pozwolić na umiarkowany optymizm. Do odrobienia jest tylko jedna bramka, przy założeniu, że Węgrzy w Koszalinie nie zdobędą żadnej, lub dwie, jeśli Madziarzy strzelą dwie. Oczywiście wynik 2:1 oznacza dogrywkę.
Etykiety
- Węgry
- Błażej Korczyński
- Eliminacje ME
- ME 2018
- Polska
- Andrzej Bianga
- Tomasz Lutecki
- Mikołaj Zastawnik
- Gyula Tóth
- Marcin Mikołajewicz
- Norbert Horvath
- Dominik Solecki
- Robert Gładczak
- Rafał Franz
- Maciej Mizgajski
- Michał Kałuża
- Richárd Dávid
- János Rábl
- Ádám Hosszú
- Ákos Harnisch
- Zoltán Dróth
- Bence Klacsák
- Peter Komaromi
- Rivera Sito