Baraż o Euro: Polska - Węgry 6:4
Po siedemnastu latach Polacy zagrają w mistrzostwach Europy! W rewanżowym starciu z Węgrami biało-czerwoni wygrali 6:4 i odrobili stratę z pierwszego spotkania.
Polska - Węgry
6:4
Bramki: Rafał Franz 2 (6, 6), Sebastian Wojciechowski (27), Michał Kubik 2 (32, 34), Dominik Solecki (36) - Norbert Horvath (8), Zoltan Droth 2 (14, 40), Adam Hosszu (36).
Żółte kartki: Rafał Franz, Tomasz Kriezel, Przemysław Dewucki - Richard David, Janos Rabl, Peter Komaromi, Zoltan Droth.
Czerwone kartki: Rafał Franz (18, za drugą żółtą) - Peter Komaromi (33, za drugą żółtą).
Sędziowali: Sasa Tomić i Nikola Jelić (obaj Chorwacja).
Węgry: Gyula Toth (Marcell Alasztics) - Bence Klacsak, Peter Nemeth, Akos Harnisch, Zoltan Droth - Richard David, Peter Komaromi, Janos Trencsenyi, Norbert Horvath, Janos Rabl, Adam Hosszu, Imre Nagy (Istvan Gal).
Polska: Michał Kałuża (Michał Widuch) - Mikołaj Zastawnik, Tomasz Lutecki, Marcin Mikołajewicz, Tomasz Kriezel - Michał Kubik, Przemysław Dewucki, Robert Gładczak, Maciej Mizgajski, Dominik Solecki, Rafał Franz, Sebastian Wojciechowski (Krzysztof Elsner).
Żółte kartki: Rafał Franz, Tomasz Kriezel, Przemysław Dewucki - Richard David, Janos Rabl, Peter Komaromi, Zoltan Droth.
Czerwone kartki: Rafał Franz (18, za drugą żółtą) - Peter Komaromi (33, za drugą żółtą).
Sędziowali: Sasa Tomić i Nikola Jelić (obaj Chorwacja).
Węgry: Gyula Toth (Marcell Alasztics) - Bence Klacsak, Peter Nemeth, Akos Harnisch, Zoltan Droth - Richard David, Peter Komaromi, Janos Trencsenyi, Norbert Horvath, Janos Rabl, Adam Hosszu, Imre Nagy (Istvan Gal).
Polska: Michał Kałuża (Michał Widuch) - Mikołaj Zastawnik, Tomasz Lutecki, Marcin Mikołajewicz, Tomasz Kriezel - Michał Kubik, Przemysław Dewucki, Robert Gładczak, Maciej Mizgajski, Dominik Solecki, Rafał Franz, Sebastian Wojciechowski (Krzysztof Elsner).
Zaczęło się od nerwów, niecelnych strzałów Dominika Soleckiego, Tomasza Kriezela i Mikołaja Zastawnika. Szybko jednak Polacy te nerwy opanowali, a w 6. minucie dwukrotnie poraził rywali Rafał Franz, za pierwszym razem wykorzystując dogranie Roberta Gładczaka, za drugim Soleckiego. Było kapitalnie. Gospodarze rewanżowego starcia mieli przewagę, ale nie ustrzegli się błędu - w ósmej minucie kontaktowego gola zdobył Norbert Horvath, w dwumeczu był remis i graliśmy od początku.
Po groźnym strzale doświadczonego 37-letniego Jánosa Trencsényi i świetnej interwencji Michała Kałuży podopieczni Andrzeja Biangi i Błażeja Korczyńskiego mieli kolejne szanse na trafienia. Nie wykorzystali ich niestety Franz, Kubik, Zastawnik, Maciej Mizgajski i Tomasz Lutecki. Wydawało się, że sytuacja jest pod kontrolą. Niestety fatalny błąd przytrafił się polskiemu bramkarzowi. Tym razem Węgrzy już wiedzieli, że nie warto do niego lecieć, gdy wychodzi do przewagi, poczekali na niedokładne jego podanie, a strzałem z połowy boiska wyrównał Zoltan Droth. A na nieco ponad dwie minuty przed końcem za faul i drugą żółtą kartkę z boiska wyleciał dotychczasowy bohater - Rafał Franz. Większego zjazdu nie można było sobie wyobrazić.
Jednak Polacy w końcówce pierwszej połowy oraz w drugiej udowodnili, że na mistrzostwa Europy zasługują, że są już doświadczoną drużyną, która radzi sobie z presją, wyciąga wnioski z błędów i nie załamuje się po chwilowym niepowodzeniu. Najpierw udało się przetrzymać dwie minuty w osłabieniu, a gdy tylko Marcin Mikołajewicz uzupełnił skład, biało-czerwoni wyprowadzili jeszcze dwie groźne akcje w 20 sekund. Niestety, piłka do siatki nie wpadła, ale to tylko zmobilizowało Polaków do lepszej gry po przerwie.
Ale gra toczyła się dalej. Drugi błąd Kałuży, który interweniując na linii w ostatniej chwili cofnął ręce, na szczęście golem się nie zakończył - piłka po uderzeniu głową przez Richarda Davida o centymetry minęła słupek. Na osiem minut przed końcem euforię wywołał Michał Kubik, który spokojnie może z dumą mówić o sobie jako MVP spotkania. To on szarpał, podrywał do ataków nasz zespół, a w 32. minucie, gdy w polu karnym wypatrzył go Tomasz Kriezel, efektowną podcinką strzelił na 4:2. O braku właśnie takiego spokoju mówił po pierwszym meczu trener Błażej Korczyński. Tym razem tego opanowania nie zabrakło.
Chwilę później Robert Gładczak, nietypowo, po na pivocie, przepchnął się z rywalem i o mały włos nie strzelił piątej bramki, wykorzystując poślizgnięcie Gyuli Totha. Decydujący moment przyszedł kilka sekund później - kolejny faul Petera Komaromiego zakończył się dla niego drugą żółtą kartką. Wściekły Węgier usiadł na trybunach, a Kubik strzelił w przewadze swoją drugą bramkę, a piątą zespołu.
Trener Sito Rivera nie miał już czego bronić. Wycofał bramkarza, co po dwóch minutach się zemściło, gdy po obronie przez Kałużę sytuacji sam na sam z Adamem Hosszu piłkę do pustej bramki posłał Dominik Solecki. W przewadze zaczął jednak szaleć Zoltan Droth, po którym wreszcie było widać, że to on jest w chwili kryzysu prawdziwym przywódcą Madziarów. Najpierw wręcz nabił na długim słupku Hosszu, później sam strzelił między nogami polskiego golkipera, na 25 sekund przed ostatnią syreną doprowadzając do wyniku 6:4. Biało-czerwoni mogli być w lepszej sytuacji, gdyby Maciej Mizgajski wykorzystał przedłużonego karnego, lub piłka po strzale Tomasza Kriezela z własnego pola karnego nie zatrzymała się na słupku.
Wspomniane ostatnie 25 sekund ciągnęły się niemiłosiernie, ale zakończyły szczęśliwie. Polacy obronili dwubramkową przewagę i mogą szykować w swoich pracach i klubach wolne na przełom stycznia i lutego, na zgrupowanie i grę w mistrzostwach Europy. I bez cienia wątpliwości można ocenić, że sobie na ten awans na Euro zasłużyli!
Etykiety
- Polska
- ME 2018
- Eliminacje ME
- Węgry
- Dominik Solecki
- Tomasz Kriezel
- Mikołaj Zastawnik
- Rafał Franz
- Robert Gładczak
- Norbert Horvath
- Janos Trencsényi
- Michał Kałuża
- Andrzej Bianga
- Błażej Korczyński
- Maciej Mizgajski
- Tomasz Lutecki
- Zoltán Dróth
- János Rábl
- Sebastian Wojciechowski
- Michał Kubik
- Richárd Dávid
- Peter Komaromi
- Gyula Tóth
- Ádám Hosszú