Stan wyjątkowy w Hiszpanii. Michał Kałuża nie panikuje
Michał Kałuża pandemię koronawirusa przeżywa w Hiszpanii. Polak z zespołu Burela FS opowiada nam, że Hiszpanie nie szturmują sklepów, podkreśla jednak, że miejscami zaczyna brakować takich produktów jak ryż, kasza czy makaron.
- Sytuacja w Hiszpanii jest bardzo zbliżona do tej w Polsce, jak i na całym świecie. Reakcje władz również są bardzo zbliżone do tych w innych krajach – zalecenia mówią o tym, by jak najmniej wychodzić z domu, spędzać czas, można powiedzieć, w pojedynkę, trzeba unikać również jakichś wyjść do kawiarni czy innych miejsc, gdzie znajduje się większa liczba osób. Należy dbać przede wszystkim o higienę i samego siebie – mówi polski golkiper.
W sobotę hiszpański premier Pedro Sanchez ogłosił wprowadzenie stanu wyjątkowego. W wydanym dekrecie znalazły się zapisy mówiące o zakazie wychodzenia z domu poza niektórymi wyjątkami, jak konieczność zrobienia zakupów w sklepie czy nabycia leków w aptece. Można też przemieszczać się w związku z pracą, choć zaleca się pracowanie zdalne, oraz w nagłych wypadkach.
W sieci pojawia się wiele zdjęć, na których widać, jak pustoszeją półki w sklepach spożywczych. Michał Kałuża zapewnia, że hiszpańskie społeczeństwo nie jest tak porywcze, by ogołacać markety.
- Da się jednak zauważyć, że niektórych produktów zaczyna brakować – szczególnie ryżu, kaszy czy makaronu. Ludzie mimo wszystko powoli zaczynają tutaj dostrzegać, że jest to duży problem i zaczynają wykupować wspomniane produkty. Jak powiedziałem, nie ma jakiegoś wielkiego bum i szturmu, jak to miało miejsce w Polsce. Trochę mnie to zdziwiło, że tutaj ludzie nie traktowali do pewnego czasu tego problemu tak poważnie. Myślę jednak, że ostatnie doniesienia z Włoch czy innych krajów dały trochę do myślenia i przede wszystkim w ostatnich godzinach dało się zauważyć większe poruszenie – przyznaje reprezentant Polski.
W Hiszpanii przypadki koronawirusa SARS-CoV-2 potwierdzono już u ponad 6,3 tys. osób, przy czym ok. połowę zanotowano w Madrycie. W regionie Galicja, gdzie leży Burela, odnotowano 136 infekcji i 1 zgon. Hiszpania to piąty kraj na świecie z największą liczbą zakażonych, za Chinami, Włochami, Iranem i Koreą Południową. Prawie dwustu chorych zmarło (stan na sobotę wieczór).
Michał Kałuża przeżywa pandemię z dala od rodzinnego domu. Czy jest to dla niego kłopotliwe? - Jest to jakiś problem. Szczególnie teraz, kiedy nie ma za dużo zajęć, czyli odpadły wyjazdy na mecze czy treningi. Mój czas ogranicza się raczej do spędzania go w mieszkaniu, takie też mamy zalecenia z klubu. Pozostają wyjścia na spacer czy bieganie. Jest to ciężki okres, ale po prostu trzeba się dostosować do tych wytycznych. Pozostaje nauka języka, szlifowanie go oraz oglądanie seriali czy filmów – opowiada.
W Bureli treningi zawieszono w piątek. - Trenowaliśmy do czwartku, następnie dostaliśmy informację, że treningi zostają zawieszone do odwołania. Była to decyzja federacji, także trzeba się było do niej dostosować. Co do wytycznych, to są takie, jak dla wszystkich, czyli jak wcześniej wspomniałem, unikanie wyjść, przede wszystkim higiena i spędzanie czasu w domu. Dostaliśmy indywidualne rozpiski. Głównie jest to bieganie i ćwiczenia w warunkach domowych, także musimy sobie jakoś radzić i czekać na decyzję, kiedy będziemy mogli wznowić treningi, a przede wszystkim mecze – mówi polski bramkarz.
- Jeśli chodzi o Hiszpanię, jest to piękny kraj i wspaniałe miejsce do rozwijania swoich umiejętności. Miejscowość, w której mieszkam, jest mała, ale ma swój urok. Czy jest to spełnienie marzeń? Myślę, że mój aktualny klub to odpowiednie miejsce na początki w tej lidze. Po przybyciu tutaj marzenie zostało spełnione, ale po zrealizowaniu jednego, pojawiają się kolejne. Na razie nie wybiegam za daleko w przyszłość, skupiam się na teraźniejszości. Mamy nadzieję, że jak najszybciej liga ruszy na nowo i uda nam się w niej utrzymać. A co będzie dalej, to czas pokaże – podsumowuje Michał Kałuża.