Błażej Korczyński: Nie jest super, że tylu obcokrajowców do nas przyjeżdża fot. Paweł Jakubowski

Błażej Korczyński: Nie jest super, że tylu obcokrajowców do nas przyjeżdża

To jeszcze nie jest problem, ale może być w przyszłości, jeżeli ten proces będzie szedł dalej - mówi Błażej Korczyński, selekcjoner futsalowej reprezentacji Polski, pytany o rosnącą liczbę obcokrajowców w ekstraklasie.

Futsal-Polska: Zimą w klubach ekstraklasy przybyło kolejnych dziesięciu obcokrajowców. Coraz trudniej jest wybierać zawodników do reprezentacji?

Błażej Korczyński: Na pewno jest to problem. Z jednej strony teoretycznie jeżeli to będą dobrzy obcokrajowcy, to nasi zawodnicy powinni podnieść poziom swój i ligi, a najlepsze kluby będą grały szybciej, dynamiczniej i to nie będzie już taki przeskok na mecz reprezentacji, jak to miało miejsce jakiś czas temu. Natomiast to nie może być kosztem tego, że pojawia się coraz mniej naszych młodych zawodników. W tym roku awansowały nowe kluby, dzięki temu pojawili się w reprezentacji Michał Klaus czy Mateusz Madziąg. Może byśmy o nich nie wiedzieli, gdyby np. Team Lębork został w I lidze.

To nie jest super, że tylu obcokrajowców do nas przyjeżdża, ale też nie wiem, czy kluby mają skąd czerpać zawodników, którzy dadzą jakość w futsalu i co mają kluby do zaproponowania tym zawodnikom. Póki co tę szeroką grupę (reprezentantów - red.) mamy w miarę przyzwoitą. To jeszcze nie jest problem, ale może być w przyszłości, jeżeli ten proces będzie szedł dalej, jeżeli pozwolimy na to, żeby mniej było Polaków niż obcokrajowców w klubach. A taka tendencja się zdarza, bo dzisiaj - umówmy się – w Constracie Lubawa prym będą wieść obcokrajowcy. Tak samo w Piaście Gliwice – kiedy jest problem, to jedyny Polak, który zostaje na boisku, to jest Rafał Franz, czasem Mateusz Mrowiec i czasem Dominik Solecki, reszta to są obcokrajowcy. Tak samo w Dremanie Komprachcice – trzech Portugalczyków, dwóch Ukraińców, Mołdawianin, drugi Mołdawianin w bramce, więc dla Polaków miejsca tam jest niewiele. I też w Rekordzie. Czwórka, która dobrze grała z Rumunami w Lidze Mistrzów, to z Alexem Vianą, Janem Janovskim, Janim Korpelą... raczej obcokrajowcy ciągnęli w tym momencie wózek. Fakt, że Rekord ma drugą czwórkę Polaków przyzwoitą, Constract też, więc póki co jest jeszcze jakiś taki balans, ale jak to pójdzie w kierunku, jak np. jest w Dremanie, to będzie dla nas to niepokojąca sytuacja.

Natomiast nie mamy wpływu na to, jako reprezentacja. To są decyzje klubów.

Nawet pana były klub P.A. Nova Gliwice sprowadził zimą co najmniej dwóch nowych obcokrajowców...

Dlatego pan dodał „były”. Słusznie dodane. Ja jestem zwolennikiem Polaków. Wprowadziłem do ligi Mikołaja Zastawnika, który miał 15 lat. Tacy zawodnicy, jak Przemysław Dewucki, Zbigniew Mirga, Bartłomiej Nawrat, Daniel Lebiedziński, Michał Cygnarowski swego czasu – to są zawodnicy, których wprowadzałem do futsalu. (...) Jestem akurat tą osobą, która wprowadziła wielu Polaków i nie uciekała się do tego, że potrzebuje obcokrajowców, żeby zrobić wynik.

O to właśnie chodzi, czy teraz kluby nie idą na łatwiznę? Przywołując słowa Adama Kaźmierczaka, prezesa Komisji Futsalu: jeżeli ostatni zespół ligi sprowadza obcokrajowców, grających jako amatorzy, to oni tego poziomu ligi nie podnoszą.

Mamy problem. Jeżeli jest chłopak, który ma 17 lat, dobrze rokuje, jest na pograniczu „dużego” boiska i futsalu – można do niego przyjść, tak jak swego czasu do Mikołaja Zastawnika. Na szczęście wtedy był taki okres, gdy była Wisła Kraków i prezes Piotr Wawro. Poszedłem do niego i powiedziałem: - jest taki chłopak w Chrzanowie, będą z niego ludzie. I prezes zrobił wszystko, żeby ten chłopak przyszedł, załatwił szkołę, dał pieniądze itd. A teraz co mamy do zaproponowania 17-latkowi, jak dojdzie na szczyt? Na trawie będzie na szczycie w polskiej ekstraklasie, np. w Legii, zarobi sumę z pięcioma, sześcioma zerami rocznie. W futsalu co zarobi? Nie ściągamy młodych chłopaków, nie ma skąd ich brać. Ja się trochę nie dziwię klubom. Kiedyś w Gliwicach była liga środowiskowa, która miała pięć poziomów. Dziś są bodaj trzy. Coraz mniej jest młodzieży, więc za niedługo może być problem. Powinniśmy chyba pójść w specjalizację, trochę zaoferować coś tym chłopakom, którzy by chcieli grać w hali, i pokazać, co będzie na szczycie góry. Czy to będzie coś, co da im spokojne zawodowstwo - mogą iść grać w futsal i na końcu tej drogi jest fajnie - czy na końcu drogi dostanie 1200 zł.

Powiększyliśmy ligę do - jak na nasze warunki – karykaturalnych rozmiarów. Gdybyśmy nagle odrzucili tych wszystkich obcokrajowców, to trzeba by uzupełnić 40 nazwisk. Skąd je wziąć? Nie ma skąd tego materiału brać. Umówmy się, że przez to, co jest na czubku góry – że dwa-trzy kluby płacą niezłe pieniądze, reszta to jest przeciętna – nikt, kto ma pracę i np. 1000 zł za grę w Lublinie, nie przeniesie się do Torunia, Pniew czy Chorzowa za 2200 zł. To są więc też uwarunkowania społeczne i geograficzne. Mało zawodników decyduje się na przeprowadzkę. Przenoszą się do Constractu i do Rekordu, bo te dwa kluby są w stanie zapewnić mieszkanie i dobre pieniądze. Cała reszta zostaje. Myślę, że Mateusz Madziąg jest nie do ściągnięcia przez żaden klub. Super zawodnik, będzie grał w Lęborku. Ma tam świetną pracę i on nie zmieni życia, nie przeniesie się na drugi koniec Polski.

Mnie ten proceder wcale nie cieszy, ale tak jest. Takie czasy.

W czasie konferencji prasowej po meczu Polska - Portugalia rozmawiał Jakub Mikulski.