fot. Urszula Skarżyńska fot. Urszula Skarżyńska

Andrea Bucciol: Futsalistów jest dramatycznie mało!

Czy jest sens powoływać kadrę piłkarzy, którzy z halą nie mają nic lub prawie nic wspólnego? Na nasze pytania odpowiedział w Pruszkowie selekcjoner polskiej reprezentacji Andrea Bucciol.

Gdy poprzednio rozmawialiśmy zastrzegł pan, że zgrupowanie w Pruszkowie to nie jest kadra. Czym zatem jest?
- To nie jest kadra, to konsultacje. PZPN ponownie otworzył zawodnikom możliwość łączenia gry na trawie z futsalem. Tę okoliczność musimy wykorzystać, sprawdzić potencjalnie nadających się do gry w hali piłkarzy, bo futsalistów jest dramatycznie mało! W klubach nie przybywa nowych zawodników, a ci, którzy grają, siłą rzeczy stają się coraz starsi. Milewski, Krawczyk czy Machura nie będą grać wiecznie, już teraz trzeba się zastanawiać, kto ich zastąpi. I właśnie taki jest cel tej konsultacji.

Ale hala i trawa to dwie różne dyscypliny, przynajmniej w górnolotnej opinii osób związanych z futsalem...
- Ależ oczywiście, dlatego absolutnie nie spodziewam się, że wszyscy powołani teraz przerzucą się na futsal i z miejsca podniosą poziom drużyn i reprezentacji. Wystarczy jednak, że choć trzech-czterech z tych zawodników zacznie rzeczywiście grać na hali, niech podciągną się taktycznie, bo to jest najważniejsza różnica w obu dyscyplinach, niech zaczną regularnie grać w futsal. Zróbmy kilka takich konsultacji i zaraz okaże się, że jak gdyby przybędzie nam nowy klub, kilkudziesięciu zupełnie nowych zawodników. Dobrym przykładem jest Michał Marek, który grał w piłkę, widziałem go kilka razy i ciągle namawiałem na futsalowy Rekord. W końcu się zdecydował, a teraz jest już powoływany do kadry!

Milewski, Krawczyk czy Machura nie będą grać wiecznie, już teraz trzeba się zastanawiać, kto ich zastąpi.
Zamierza pan teraz polecać tych zawodników do klubów?
- Tak, bo po to jestem na tym stanowisku. Nie tylko by powoływać kadrę, ale by pomagać całemu futsalowi w Polsce. Mogę teraz zadzwonić do np. Błażeja Korczyńskiego, powiedzieć mu, że jest taki a taki zawodnik, niech poprzychodzi na treningi do Wisły, choćby dwa razy w tygodniu, bo wiadomo, że zarabia w piłce jedenastoosobowej, zobaczymy co z niego będzie. Kto ma technikę to widać od razu, a taktyki, obrony strefowej, ataku pozycyjnego można się spokojnie nauczyć.

Czy podobne konsultacje będą kontynuowane?
- Mam taką nadzieję. Jeśli nie, to te dwa dni spędzone w Pruszkowie mogę uznać za stracone. Dzięki takim zgrupowaniom możemy zasilić polski futsal wieloma dobrymi zawodnikami, a wiadomo, że jak przy powołaniach do kadry mam do wyboru 320 zawodników, to jest to lepiej, niż gdybym miał 180. Powtarzam - ci piłkarze nie wskoczą od razu do halowej reprezentacji. Ale jeśli nie będziemy próbować zwiększyć zasobów ludzkich, to za kilka lat po prostu nie będzie kogo powoływać.

Jakie są najbliższe plany pierwszej reprezentacji?
- Na początku września mamy przede wszystkim tradycyjny Turniej Czterech Państw Grupy Wyszehradzkiej. Spotykamy się najpierw w Krośnie, przeprowadzimy kilka treningów i jedziemy na Węgry, gdzie gramy od 2 do 4 września. Jedzie tam zresztą także reprezentacja młodzieżowa. Wybór zawodników na te zawody będzie trochę utrudniony, bo niektóre zespoły ligowe dopiero wznawiają treningi, później będzie pod tym względem znacznie lepiej. W październiku mamy mecze ze Słowenią u nas w kraju. Miesiąc później - również w Polsce - organizować będziemy nowy turniej, na który przyjadą m.in. Stany Zjednoczone, a w grudniu zagramy towarzysko z Danią.

A jakie wrażenia ma pan po debiucie w roli selekcjonera w Newcastle?
- Jak najbardziej pozytywne. Wynik nie był zły, a zawodnicy pokazali prawdziwe serce do walki. Przypomnę, to był już sezon urlopowy, a oni potrafili się zmobilizować, by walczyć na całego w każdym meczu, by bronić biało-czerwonych barw. Teraz jest to już zaufane grono, z pewnością będę tym zawodnikom nadal się przyglądał.
 
Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali Piotr Olszewski i Jakub Mikulski.