Błażej Korczyński: Jak mamy pojechać na mistrzostwa świata i tak zagrać, jak z Ukrainą, to zostańmy w domu
Nie przystoi nam, jeśli chcemy jechać na mistrzostwa świata, grać takie połowy - mówił Błażej Korczyński, selekcjoner futsalowej reprezentacji Polski, o pierwszej części meczu z Ukrainą w Łodzi.
Biało-Czerwoni po dwudziestu minutach przegrywali 0:4, grając apatycznie i niemal nie stwarzając sytuacji pod bramką rywali. W drugiej połowie obraz gry całkowicie się zmienił. Okazało się, że Ukraińców da się wyprzedzać, da się zaskoczyć i można strzelić im bramkę, a nawet trzy. Niestety, również rywale zdołali raz pokonać Bartłomieja Nawrata i to oni bezpośrednio awansowali na mundial, wygrywając grupę B Elite Round europejskich kwalifikacji, i spychając Polaków do baraży.
- Na tym poziomie przegrywając 0:4 ma się już bardzo małe szanse, by to odrobić. Był jakiś cień szansy po strzeleniu dwóch bramek. Jakbyśmy nie stracili tej piątej, to może byśmy jeszcze gdzieś na 3:4 strzelili i faktycznie, przy pięciu faulach Ukrainy, gdy ona musiała już uważać, może by się udało - komentował na pomeczowej konferencji prasowej Błażej Korczyński. Przyznał, że jego zespół na pierwszą połowę „nie wyszedł”. - Z obawy przed tym, że rywal nam coś zrobi, graliśmy tak zachowawczo i tak bojaźliwie, że dokładnie nam to zrobił. (...) Można przegrać mecz - bo Ukraina jest świetnym zespołem, jest przed nami w rankingu, była na wszystkich wielkich imprezach, to półfinalista ostatnich mistrzostw Europy. Nie przegraliśmy więc z byle jakim zespołem. Natomiast nie w taki sposób. Można przegrać mecz, ale nie oddając pierwszą połowę tak za bezcen - mówił.
Selekcjoner zauważył, że „nam nikt nie chce tak podarować meczu”. - Nam nie przychodzi z taką łatwością zdobywanie bramek. My musimy się natrudzić na bramki a to jak my czasem robimy... grudzień w sumie, Mikołajki, może chłopcy mówią „coś podarujemy” - ubolewał.
- Niestety, to jest w naszym mentalu i ja ciągle się głowię, jak zrobić, żebyśmy tego nie powielali. Cyklicznie tylko jest zawsze pytanie, kiedy przyjdzie ten moment. Ja nie wiem, co musi się jeszcze wydarzyć, ile musimy jeszcze takich meczów zagrać, żebyśmy nie zostawiali sobie marginesu. Ja tego nie potrafię zrozumieć (...). Przecież pięć dni temu w Serbii zrobiliśmy to samo na początku - musieliśmy wyciągać (wynik) od 0:2. Ja nie wiem, ile trzeba lekcji dostać, żeby czternastu dorosłych facetów zrozumiało, że nie na tym ta zabawa polega. I o to mam pretensje do zespołu - przyznawał trener.
Korczyński pochwalił jednocześnie reprezentantów za drugą połowę, „za to że walczyli”. - Natomiast można przegrać, ale nie w ten sposób; nie oddając pierwszą połowę za bezcen - powtórzył. - Oczywiście, mogli Ukraińcy strzelić jedną, drugą bramkę, wypracowaną. Okej, to się zdarza, to jest sport - oni tak samo chcieli wygrać, jak i my. Natomiast to, z jaką łatwością oni stworzyli sobie te sytuacje, to jest zatrważające. (...) Nie przystoi nam, chcąc jeść na mistrzostwa świata, grać takie połowy. Po prostu nam nie przystoi. I dzisiaj ten mecz pokazał, że nie zasłużyliśmy na bezpośredni awans - podkreślił.
W szatni w przerwie było trochę krzyku, trochę motywacji, bo sam krzyk nic by nie zmienił. Byśmy wyszli na drugą połowę jeszcze gorzej, byśmy poszli na wariata i skończyłoby się 8-9 bramkami.
Selekcjoner zdradził, że w przerwie meczu nawiązał do występów Constractu Lubawa w Lidze Mistrzów i spotkania z HIT-em Kijów, w którym zespół Dawida Grubalskiego przegrywał już 1:4, by ostatecznie zwyciężyć 6:5. - Suma summarum jakbyśmy tej bramki nie stracili na 5:2, to mógłby to być realny scenariusz. Mieliśmy tam jeszcze 7-8 minut. Bramka na 4:3 jeszcze z gry, gdzie oni mają pięć fauli i te 2-3 minuty w przewadze, jeden, drugi strzał, tak jak Kuba Raszkowski strzelił w przewadze na 5:3... Więc to było realne. Brakło nam bramki naszej na 4:3 i nie stracić tej piątej - dywagował. - Trudno, ale musimy wyciągnąć jak najszybciej wnioski. W kwietniu mamy baraż, jak chcemy jechać na mistrzostwa świata, to, po pierwsze, nie mogą nam się przydarzyć takie połowy i musimy sami sobie udowodnić, że nas stać na mistrzostwa świata. Jak mamy tam pojechać i tak zagrać, to zostańmy w domu. Ale zawodnicy muszą stanąć przed lustrem i sobie tu paru zawodników, zwłaszcza doświadczonych, odpowiedzieć, zobaczyć swoje błędy. Zobaczyć ten mecz z innej perspektywy. Na gorąco, na ławce mówię: „spóźniasz się” i wszyscy są zdziwieni, o co mi chodzi. Ale ja uważam, że jak zobaczą ten mecz na wideo, to zrozumieją i to są problemy, które my musimy przepracować. Ja nie mogę ciągle i analizować, i ich motywować, a oni jak małe dzieci: „prowadź nas za rękę”. Ja im oddaję te lejce czasem, ale, jak widać, to jest trudny temat. Może ich przyzwyczaiłem zbyt do tego, że ich prowadziłem za rękę zbyt długo - utyskiwał Korczyński.
Szkoleniowiec Biało-Czerwonych podkreślał, że Ukraina była dobrze rozpracowana i niczym polskich reprezentantów nie zaskoczyła. - Nie szukałbym tu problemu. Ja bym szukał problemu w tym, że (ukraińscy) piwoci w pierwszej połowie bez problemu sobie przyjmowali piłkę - stąd pretensje do Tomka (Kriezela - red.) i do Mateusza (Madziąga - red.), bo w drugiej połowie Paweł Kaniewski, który jest dużo mniejszy, słabszy fizycznie, tak wysokich zawodników, silnych wyprzedzał po prostu jak chciał. A mieliśmy z Azerbejdżanu i z innych meczów takie wnioski, że Paweł nie radzi sobie z piwotami, że są zbyt silni dla niego i stąd te wybory na Tomka czy na Mateusza. Okazuje się że Paweł dzisiaj zagrał świetny mecz, zresztą uważam, że w tę drugą połowę on też nam wniósł świeżość - tłumaczył.
Problemem, zdaniem Korczyńskiego, była też realizacja, czyli w praktyce np. to, w jaki sposób wynik otworzył Danyił Abakszyn. - (Polacy) dostali czterominutowy film, trzykrotnie oglądali, jak Abakszyn atakuje bramkę i zbite piłki. I pytanie jest proste: dlaczego on jest zorientowany na piłkę, a Mateusz Madziąg się kręci i szuka, co się wydarzyło? To są banalne, indywidualne błędy. Przyglądamy się w jedną stronę, a z drugiej nam ucieka zawodnik. I możemy rozrysować tę Ukrainę, tylko to trzeba zrealizować. A żeby zrealizować, to trzeba być odważnym - mówił.
- Jesteśmy zespołem, który musi wpuścić mecz w takie tory, jak w drugiej połowie. Grać na ryzyku w obronie, nawet kosztem tego że gdzieś przegramy - jeszcze bramkarz, jeszcze coś. Ale jak przejmiemy, to możemy iść do przodu. A my tak: w obronie nie mamy przechwytów, nie mamy szybkich ataków i później skazujemy siebie na atak pozycyjny, który nie jest naszą silną bronią. My jako nacja jesteśmy przeciętni w atakowaniu pozycyjnym, czy to chodzi o futsal, czy o piłkę nożną. Po prostu nie możemy tak grać. Nie chcemy tak grać - powiedział selekcjoner. - Analiza meczu rywala to jest jedno. Ale nic nie zastąpi zaangażowania, determinacji i odwagi w grze. Możemy rozrysować każdego. Posiedzimy, na wideo zobaczymy ich dziesięć meczów, powtarzalność znajdziemy, nie ma problemu. Ale to nie zastępuje, niestety, tych kilku cech, które musimy posiadać na tym poziomie - podsumował Błażej Korczyński.
W konferencji uczestniczył również kapitan polskiej reprezentacji Tomasz Kriezel. Nie pojawił się natomiast nikt z Ukrainy.