Błażej Korczyński po Polska - Słowacja: Jeden z naszych najlepszych meczów w ostatnim czasie
- Przed tym meczem byśmy to wszystko, co dzisiaj mamy, wzięli w ciemno - mówi Błażej Korczyński, selekcjoner futsalowej reprezentacji Polski, po wygranej w Gorzowie Wielkopolskim ze Słowacją.
Polska w drugim meczu eliminacji do UEFA Futsal Euro 2026 pokonała Słowację 6:1, dominując przez całe spotkanie i wykorzystując swoją przewagę. Błażej Korczyński uważa, że był to jeden z najlepszych meczów jego zespołu w ostatnim czasie. - Pewnie bym go uplasował gdzieś w górnej części tabeli - mówi w rozmowie z Futsal-Polska.pl.
– Może nie tyle, że rywal nam to ułatwił, ale na pewno nie przeszkodził w tym, żebyśmy zagrali bardzo dobre zawody – dodaje, pytany o pomeczowy komentarza. - Albo my faktycznie zagraliśmy tak dobrze - dodaje od razu, tłumacząc swoją receptę na zneutralizowanie ofensywy Słowacji, w tym przede wszystkim Tomáša Drahovskiego. - Mogliśmy mieć na prawym skrzydle Michała Kubika czy Sebastiana Szadurskiego. A postawiliśmy na dwóch defensywnych zawodników - Piotra Skiepkę i Sebastiana Grubalskiego. I uważam, że jesteśmy zwycięzcą tego ruchu - mówi trener.
- Piotrek Skiepko miał bardzo dobre zawody. Kolejne, bo w Turcji zdobył bramkę, teraz też zagrał świetnie. Również w piątek, w sparingu (z GI Malepszy Arth Soft Leszno - przyp. red.) zagrał zresztą bardzo dobrze i we wtorek potwierdził swoją dyspozycję. W w dużej mierze to on i Grubalski uprzykrzyli życie Drahovskiemu – wyjaśnia, zaznaczając od razu, że siłą reprezentacji w starciu ze Słowacją był kolektyw. - Chcieliśmy też, by było dużo ruchu, grać bez piłki, żeby oni musieli biegać, żeby on (Drahovský - red.) nie mógł sobie odpoczywać, tak jak to się dzieje w wielu meczach - on sobie przekazuje, chodzi i dlatego wytrzymuje 36-37 minut na parkiecie. Chcieliśmy być ruchliwi, żeby nie mogli przekazywać, bo jak będą przekazywać, to popełnią błędy. Myślę więc, że dzisiaj trochę więcej odpoczywał niż w większości meczów - zauważa selekcjoner. Faktycznie, zawodnik Movistar Interu w pierwszej połowie zszedł na ławkę tylko dwa razy, łącznie na nieco ponad trzy minuty. W drugiej połowie musiał odpoczywać już częściej.
Pytany, do czego po okazałej wygranej ze Słowacją można mieć zastrzeżenia, Korczyński ocenia, iż „ciągle jeszcze mamy taki problem, że boimy się zagrać trochę bardziej w przód, trochę bardziej odważnie”. - Ale te piłki już momentami były fajniejsze. Był taki moment, gdy wpuściliśmy czwórkę, w której znaleźli się Mateusz Madziąg i trzej zawodnicy ofensywni: Szadurski, Kubik i Sebastian Leszczak. Jak oni weszli, to mój asystent Samuel Jania mówi: „kurczę, ale mamy zestaw w obronie”. A ja mówię: „Dobra, zobaczmy, co się będzie działo”. I jak skończyłem to mówić, to padła bramka Szadurskiego – opowiada.
– Są więc takie momenty, tylko one nie mogą trwać zbyt długo, bo ważna jest też kompensacja z pracą defensywną, by zabierać argumenty rywalowi, co pokazali Skiepko z Grubalskim. A mimo wszystko coś zawsze zrobimy. To się sprawdziło – podsumowuje.
Błażej Korczyński przyznał, że zaskoczeniem było dla niego wycofanie bramkarza przez Słowację przy stanie 5:1. – Powiem szczerze: zakładałem tak na 95 proc., że tego nie zrobią, bo to dopiero drugi mecz w eliminacjach, a jak wycofają, mogą dostać bramkę do pustej i będzie im ciężko to odrabiać – mówi i zaznacza, że ten wariant sprawiał problemy tylko przez chwilę. – Na początku się wyrywaliśmy mocno bokami. Później to skorygowaliśmy - tylko Tomasz Kriezel i Michał Marek mieli wybiegać do Drahovskiego i go męczyć, żeby oddawał piłki w bok. I wtedy skończyła się ich gra - stwierdza trener, zwracając uwagę, że przez ostatnie dwie minuty Słowacja nie wypracowała sobie żadnej sytuacji. – Jeszcze dołożyliśmy bramkę (Madziąga na 6:1 - red.), więc znowu ten bilans trenerowi nie wyszedł na korzyść - tak jak przewidywałem, że nie powinien wycofywać golkipera w pierwszym meczu z nami, bo każda zdobyta przez nas bramka może go dużo kosztować. I myślę, że tak się stało - mówi szkoleniowiec.
- Myślę, że przed tym meczem byśmy to wszystko, co dzisiaj mamy, wzięli w ciemno, więc powinniśmy się z tego 6:1 cieszyć - podsumowuje Błażej Korczyński, od razu wybiegając w przyszłość. - Patrzymy do przodu. Teraz trzeba się skoncentrować na tym, co jest przed nami – kończy selekcjoner polskiej reprezentacji.
W marcu Biało-Czerwonych czekają dwa kolejne mecze eliminacyjne, z Mołdawią - najpierw na wyjeździe, a kilka dni później w Lubinie.
