Vlastimil Bartosek: Musicie pracować nad grą jeden na jeden!
Były selekcjoner reprezentacji Polski pracuje teraz w Czechach, gdzie jest asystentem trenera kadry Tomáša Neumanna. Z "biało-czerwonymi" spotkał się w węgierskim Gyorze, na Turnieju Czterech Narodów. Specjalnie dla nas zrecenzował grę Polaków i wspomina pracę w naszym kraju. Zdradza też, którego z naszych zawodników... wziąłby do czeskiej reprezentacji i dlaczego.
Jak wspomina pan pracę jako selekcjoner reprezentacji Polski w Futsalu?
- Na prace w Polsce patrzę z dwóch stron. Z jednej to praca z zawodnikami, ale z drugiej - z niektórymi prezesami klubów, którzy nie chcieli puszczać zawodników na zgrupowania. Początek był trochę ciężki, musiałem jeździć po klubach, rozmawiać z prezesami, że kiedy ich futsalista będzie w reprezentacji i będzie grał ciężkie mecze - a chciałem grać z najlepszymi - to klub tylko na tym skorzysta. I z zawodnikami nie miałem żadnych problemów. Szkoda, że jak już udało się wybrać tych z mentalnością nazwałbym to międzynarodową, to musiałem pożegnać się ze stanowiskiem. A tę mentalność potwierdził wyjazd do Brazylii. Tam zagraliśmy super spotkania z najlepszymi na świecie, niewiele brakowało, a mogliśmy wyjechać nawet z jakimś zwycięstwem.
Dobrze wspominam także pracę z kolegami w kadrze. Poznałem świetnych ludzi i z niektórymi nadal współpracujemy.Powinniście popracować z piłką, głównie jeśli chodzi o akcje jeden na jednego. W tym Polacy byli w Gyorze najsłabsi. Ważna jest też psychika zawodników.
Jak przebiegała współpraca z PZPN i klubami? Jakiego rodzaju problemy się jeszcze pojawiały?
- Jakieś problemy były, to normalne, ale wszystko było wyjaśniane i mogłem spokojnie pracować. O klubach już mówiłem. Chciałem zrobić spotkanie z trenerami i porozmawiać o wszystkim, ale okazało się, że przyjechać chce na nie bodaj dwóch szkoleniowców... Szkoda, że moja praca się skończyła, pożegnanie ze strony PZPN było bardzo amatorskie.
Powołanie spółki zarządzającej ekstraklasą to według pana dobry pomysł?
- Na początku wszystko wyglądało super, ale wszystko w naszym niszowym sporcie jest zależne od pieniędzy i promocji. Taki produkt jak ekstraklasa musi się sprzedać w mediach i mieć głównego sponsora. Tego nie udało się osiągnąć. Ale ja współpracę ze spółką oceniam pozytywnie. Udało się wprowadzić play-offy w Polsce, myślę, że teraz wykonano krok do tyłu, kiedy po jednym roku rezygnuje się z tego pomysłu. To ciężkie mecze pokazują, jaki poziom prezentują zawodnicy. Wszystko uwidacznia się pod presją. Uczyli się wszyscy, tak zawodnicy jak i trenerzy, sędziowie, prezesi czy kibice. W całej Europie się tak gra, w Czechach tak jest już od dawna i wychodzi nam to na dobre.
Miał pan możliwość oglądać reprezentację Polski podczas Turnieju Czterech Narodów w Gyorze. Jak się podobała panu gra "biało-czerwonych"?
- W obronie było bardzo dobrze, czekaliście na błędy przeciwnika, cóż - z Węgrami się udało. Gra do przodu była już słabsza, brakowało koordynacji i współpracy całych czwórek. No i jest nad czym pracować jeśli chodzi o stałe fragmenty gry. Ale to są młodzi chłopcy i dużo zależy od tego, jak będą pracować w klubach.
Czego zabrakło Polakom by wygrać mecze z Czechami i Słowacją?
- Spotkania Polska - Słowacja niestety nie widziałem. My natomiast mogliśmy już po pierwszej połowie wygrywać przewagą sześciu czy siedmiu goli. Prowadziliście, ale potem mieliście ogromne problemy by przejść na naszą połowę, robiliście błędy i po trzech naszych bramkach załamaliście się psychicznie. Tylko golkiper ciągle świetnie bronił. W drugiej połowie my przestaliśmy grać i Polacy wyczuli swoją szansę. Wykorzystali ją i na koniec mogli nawet doprowadzić do remisu. Pod koniec naprawdę grali bardzo dobrze.
Jako wieloletni trener reprezentacji Polski ma pan jakieś rady dla trenera Bucciola?
- Z Andreą rozmawialiśmy na turnieju w Bielsku. On musi przede wszystkim dostać kredyt zaufania, czas na swoją pracę. Powinniście popracować z piłką, głównie jeśli chodzi o akcje jeden na jednego. W tym Polacy byli w Gyorze najsłabsi. Ważna jest też psychika zawodników, muszą się oni nauczyć grać przez cały czas na stabilnym poziomie, z "czystą" głową przez cały mecz.
Jaka jest różnica między polską ekstraklasą a czeską 1. Ligą?
- Poziom jest podobny, tylko ERA-PACK Chrudim jest zupełnie gdzie indziej niż wszystkie kluby w Polsce i Czechach (śmiech).
Ostatnie pytanie z gatunku fantastyki. Ma pan możliwość powołać do reprezentacji Czech jednego polskiego zawodnika. Kogo pan wybiera i dlaczego?
- Teraz mamy u nas w kadrze taką rywalizację, że nawet tacy zawodnicy jak David Frič czy Zdenĕk Sláma muszą dużo pracować, by otrzymać powołanie na Mistrzostwa Europy do Belgii. A na dodatek w Gyorze nie było z nami Lukáša Rešetára, który też ma miejsce w reprezentacji, ale w czasie turnieju miał wolne, bo gra w I lidze na trawie. Ale brakuje nam teraz dobrego pivota. Myślę, że Marcin Kiełpiński pasowałby nam idealnie.
Dziękuję za rozmowę.
Etykiety