Polscy juniorzy przegrywają ze Słoweńcami
Pierwszy ze sparingów młodzieżówek Słowenii i Polski dał wygraną lepiej zgranym gospodarzom.
Słowenia U-21 - Polska U-21
5:2
Bramki: Nik Zajc 2 (8, 9), Dani Vulikič (32), Borut Šket (35), Denis Lojen (36) - Mateusz Jedlliński (34), Krzysztof Piskorz (40).
Na ten mecz należy patrzeć przez pryzmat faktu, że w polskiej reprezentacji nie zagrali pierwotnie powołani: Michał Marek, Tomasz Kriezel, Mateusz Omylak, Maciej Foltyn, Adam Wachoński, Przemysław Siuchno, Paweł Martyn, Michał Widuch, Paweł Bogucki czy dowołany z kadry U-19 Paweł Barański. O zgraniu nie mogło być mowy. A i tak biało-czerwoni stawili dzielny opór faworyzowanym gospodarzom.
Słoweńcy wyszli na prowadzenie w połowie pierwszej części gry. Nik Zajc za pierwszym razem wepchnął piłkę do siatki piętą, za drugim zamknął wgranie na długi róg. Odpowiedzieć próbował bardzo aktywny Mateusz Jedliński, niestety jego ładny strzał po rzucie wolnym w 13. minucie obronił bramkarz. Wynikiem 2:0 zakończyła się pierwsza połowa, a w 2. części gry kolejnego gola, zdejmując "pajęczynę" w bramce Pawła Kurowskiego, zdobył Dani Vulikič. Polacy szybko zrewanżowali się trafieniem zawodnika Red Devils Chojnice, po odbiorze, indywidualnej akcji prawą stroną i zaskoczeniem golkipera strzałem w krótki róg. Po chwili sytuację sam na sam miał Dawid Litewka. Niestety, nie udało mu się jej sfinalizować. - To był ważny moment - mówi selekcjoner Gerard Juszczak. - To jest tylko sport, zawodnicy dali z siebie dużo i przy odrobinie szczęścia gdyby Litewka wykorzystał sytuację, mogło być różnie. Słoweńcy mieli też na koncie pięć fauli, ale nie zdołaliśmy zdobyć tego szóstego - dodaje polski szkoleniowiec. Kolejne 2 trafienia (zwłaszcza pierwsze - niemal samobójcze) mogły zdołować każdego, ale nie naszych juniorów. Ci walczyli do końca, w efekcie na kilkadziesiąt sekund przed końcem stratę zdołał zniwelować Krzysztof Piskorz, choć o neutralizacji przewagi gospodarzy nie mogło już być mowy.
- Po porażce jest trudno, ponieważ nikt nie lubi przegrywać. Ale już jutro kolejny mecz i trzeba również w nim dać z siebie wszystko - celnie podsumował trener polskiej młodzieżówki. - Zagraliśmy dobrze, zrobiliśmy to, co wcześniej było ustalone. O tym, co ewentualnie nie wychodziło, powie na porannym treningu nasz trener - dodał kapitan Słoweńców Dani Vulikič. Mimo porażki warto podkreślić dobrą postawę naszych młodzieżowców. Dla ośmiu z nich był to absolutny debiut w reprezentacji i na tle zgranych gospodarzy zaprezentowali się pozytywnie. Na dobrą sprawę jest to pierwszy mecz rocznika 1993. W Słowenii teoretycznie żegnamy zawodników o rok starszych. Teoretycznie, bo taką datą urodzenia legitymuje się tylko trzech z nich. Niezła postawa w konfrontacji ze znacznie lepiej się znającymi gospodarzami stanowi dobry prognostyk na przyszłość.
W poniedziałek dojdzie do rewanżu obu drużyn, tym razem w miejscowości Tržič. Także ten pojedynek będziemy pokazywać na żywo, dzięki uprzejmości naszych przyjaciół z www.futsal.si.
Słoweńcy wyszli na prowadzenie w połowie pierwszej części gry. Nik Zajc za pierwszym razem wepchnął piłkę do siatki piętą, za drugim zamknął wgranie na długi róg. Odpowiedzieć próbował bardzo aktywny Mateusz Jedliński, niestety jego ładny strzał po rzucie wolnym w 13. minucie obronił bramkarz. Wynikiem 2:0 zakończyła się pierwsza połowa, a w 2. części gry kolejnego gola, zdejmując "pajęczynę" w bramce Pawła Kurowskiego, zdobył Dani Vulikič. Polacy szybko zrewanżowali się trafieniem zawodnika Red Devils Chojnice, po odbiorze, indywidualnej akcji prawą stroną i zaskoczeniem golkipera strzałem w krótki róg. Po chwili sytuację sam na sam miał Dawid Litewka. Niestety, nie udało mu się jej sfinalizować. - To był ważny moment - mówi selekcjoner Gerard Juszczak. - To jest tylko sport, zawodnicy dali z siebie dużo i przy odrobinie szczęścia gdyby Litewka wykorzystał sytuację, mogło być różnie. Słoweńcy mieli też na koncie pięć fauli, ale nie zdołaliśmy zdobyć tego szóstego - dodaje polski szkoleniowiec. Kolejne 2 trafienia (zwłaszcza pierwsze - niemal samobójcze) mogły zdołować każdego, ale nie naszych juniorów. Ci walczyli do końca, w efekcie na kilkadziesiąt sekund przed końcem stratę zdołał zniwelować Krzysztof Piskorz, choć o neutralizacji przewagi gospodarzy nie mogło już być mowy.
- Po porażce jest trudno, ponieważ nikt nie lubi przegrywać. Ale już jutro kolejny mecz i trzeba również w nim dać z siebie wszystko - celnie podsumował trener polskiej młodzieżówki. - Zagraliśmy dobrze, zrobiliśmy to, co wcześniej było ustalone. O tym, co ewentualnie nie wychodziło, powie na porannym treningu nasz trener - dodał kapitan Słoweńców Dani Vulikič. Mimo porażki warto podkreślić dobrą postawę naszych młodzieżowców. Dla ośmiu z nich był to absolutny debiut w reprezentacji i na tle zgranych gospodarzy zaprezentowali się pozytywnie. Na dobrą sprawę jest to pierwszy mecz rocznika 1993. W Słowenii teoretycznie żegnamy zawodników o rok starszych. Teoretycznie, bo taką datą urodzenia legitymuje się tylko trzech z nich. Niezła postawa w konfrontacji ze znacznie lepiej się znającymi gospodarzami stanowi dobry prognostyk na przyszłość.
W poniedziałek dojdzie do rewanżu obu drużyn, tym razem w miejscowości Tržič. Także ten pojedynek będziemy pokazywać na żywo, dzięki uprzejmości naszych przyjaciół z www.futsal.si.
Etykiety