Polacy przeważali, ale nie strzelali. Znów wygrana Słoweńców fot. DP (www.futsal.si)

Polacy przeważali, ale nie strzelali. Znów wygrana Słoweńców

Młodzieżowa reprezentacja Polski przegrała drugi sparing z kadrą U-21 Słowenii. Tym razem to nasi zawodnicy dominowali, niestety nie potrafili dobrej gry udokumentować bramkami.
 

SłoweniaSłowenia U-21 - Polska U-21Polska
2:1

Bramki: Borut Šket 2 (6, 28) - Michał Grecz (8).
 
O ile w niedzielę widać było niezgranie Polaków, o tyle w rewanżu to już nasi zawodnicy przeważali przez większą część spotkania. Dominacja biało-czerwonych była widoczna zwłaszcza w pierwszej połowie. Choć Gerard Juszczak miał na stworzenie drużyny złożonej głównie z debiutantów ledwie parę dni, niespodziewanie to jego podopieczni prowadzili grę z faworyzowanymi gospodarzami, długo utrzymywali się przy piłce, spokojnie konstruując ataki pozycyjne, a co najważniejsze - stwarzali sobie też dobre okazje do strzału. Niestety skuteczność będzie trzeba poprawić już na następnym zgrupowaniu.

Słoweńcy w pierwszej połowie doczekali się de facto ledwie dwóch dobrych sytuacji. Obie mieli w 6. minucie. Za pierwszym razem Paweł Kurowski wyszedł obronną ręką z sytuacji "sam na sam", ale po chwili wyciągał piłkę z siatki, gdy Michał Grecz nie doskoczył na czas do rywala po aucie, a bombą z dalszej odległości popisał się Borut Šket. Ale zawodnik Cleareksu - jak na kapitana przystało - wcale się tym nie przejął, tym ofiarniej walczył na parkiecie. I opłaciło się. Dwie minuty po golu gospodarzy odebrał piłkę jednemu z przeciwników jeszcze na ich połowie, zagrał do wolnego Mateusza Jedlińskiego, a ten choć mógł sam uderzać, to posłał jeszcze piłkę zwrotną. Grecz swój ostatni mecz w kadrze U-21 uświetnił więc trafieniem. Chwilę później stuprocentowej okazji nie wykorzystał Dawid Biały, a w 16. minucie Krzysztof Piskorz biegł samotnie na bramkę Słoweńców już od własnej połowy. Niestety miejscowy golkiper rozgrywał bardzo dobre zawody. W końcówce ponownie bliski szczęścia był Biały, lecz więcej goli w pierwszych dwudziestu minutach nie padło.

Po przerwie gospodarze zagrali już znacznie lepiej. W 22. minucie Kurowskiego uratował słupek, niestety 6 minut później ponownie na listę strzelców wpisał się Šket, po obiektywnie bardzo ładnej asyście od podwojonego w kryciu kolegi. Jak się okazało, było to ostatnie trafienie w tym meczu. Polacy znów rzucili się do ataku, ale - jak mówił po zakończeniu pojedynku trener Juszczak - Bramkarz gospodarzy bronił jak natchniony. Stuprocentowych okazji oprócz już wymienionych nie wykorzystali jeszcze Dawid Litewka, Marek Bugański, a także Jedliński, który na ostatnią minutę przywdział trykot wycofanego golkipera. Na 26 sekund przed końcową syreną Piskorz przy odrobinie szczęścia mógł jeszcze zamknąć dobre wgranie na długi słupek, niestety słoweński bramkarz ostatnią świetną interwencją podkreślił swój udany występ.

- Wiedzieliśmy, że ten mecz będzie dla nas trudniejszy niż niedzielny - powiedział w pomeczowym wywiadzie Dani Vulikič. - Polacy zagrali dziś inaczej, ale w przerwie otrzymaliśmy od trenera dokładne wskazówki i udało się nam przejąć inicjatywę, i wygrać - dodał kapitan słoweńskiej młodzieżówki. - Mimo wszystkich niedogodności postawiliśmy się rywalom w drugim meczu, ale pozostaje niedosyt - podkreślał za to trener Juszczak. - Prowadziliśmy grę, byliśmy zespołem dominującym. Słoweńcy na 2:1 strzelili po jednej z nielicznych kontr. Polski selekcjoner jest zadowolony z postawy swoich zawodników. Ostatecznie - przypomnijmy - wśród powołanych było aż ośmiu absolutnych debiutantów.

Warto podkreślić jedną ciekawą rzecz a propos organizacji dwumeczu. Przed rozpoczęciem spotkań hymny narodowe nie były odtwarzane z nagrania, tylko wykonane na żywo przez chór. Słoweński. Śpiewający po polsku. Śpiewający lepiej nasz hymn niż Edyta Górniak. Naprawdę, robiło wrażenie!