Remis wyrwany Rumunom w ostatniej sekundzie!
Sparing w Lublinie Polacy przegrywali od drugiej do ostatniej minuty. A i tak udało się wyrwać remis faworyzowanym ćwierćfinalistom ostatnich mistrzostw Europy! Wyrównującą bramkę sekundę przed końcem zdobył Paweł Budniak.
Polska - Rumunia
3:3
Bramki: Daniel Krawczyk (21), Marcin Mikołajewicz (29), Paweł Budniak (40) - Marian Sotarca (2), Florin Matei 2 (11, 25).
Żółte kartki: Dumitru Stoica, Robert Lupu, Catalin Ivan (wszyscy Rumunia).
Sędziowali: Tomasz Frąk i Grzegorz Wiercioch (Polska).
Polska: Rafał Krzyśka, Kamil Dworzecki - Mariusz Milewski, Daniel Krawczyk, Igor Sobalczyk, Marcin Kiełpiński - Michał Kubik, Tomasz Dura, Paweł Budniak, Marcin Mikołajewicz, Michał Marek, Michał Wojciechowski (Artur Jurczak, Artur Popławski).
Rumunia: Vlad Iancu (Petrisor Tonita) - Florin Matei, Robert Lupu, Marian Sotarca, Dumitru Stoica - Catalin Ivan, Ionut Movileanu, Liviu Ruxandari, Ion Al-Ioani, Bogdan Covaci, Laszlo Szocs.
Żółte kartki: Dumitru Stoica, Robert Lupu, Catalin Ivan (wszyscy Rumunia).
Sędziowali: Tomasz Frąk i Grzegorz Wiercioch (Polska).
Polska: Rafał Krzyśka, Kamil Dworzecki - Mariusz Milewski, Daniel Krawczyk, Igor Sobalczyk, Marcin Kiełpiński - Michał Kubik, Tomasz Dura, Paweł Budniak, Marcin Mikołajewicz, Michał Marek, Michał Wojciechowski (Artur Jurczak, Artur Popławski).
Rumunia: Vlad Iancu (Petrisor Tonita) - Florin Matei, Robert Lupu, Marian Sotarca, Dumitru Stoica - Catalin Ivan, Ionut Movileanu, Liviu Ruxandari, Ion Al-Ioani, Bogdan Covaci, Laszlo Szocs.
Ledwie rozpoczęła się druga minuta meczu, gdy Marian Sotarca z ostrego kata zaskoczył Rafała Krzyśkę, strzelając mu między nogami i wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. A później nie było już widać, że rywale to europejska czołówka, a biało-czerwoni dopiero chcą pretendować do tego miana. Polacy prowadzili grę, zdecydowanie częściej znajdowali się przy piłce i oddawali więcej strzałów. Wszystko jednak kończyło się na nadziejach, bo brakowało skuteczności (minimalnie niecelne uderzenia Mariusza Milewskiego i Daniela Krawczyka), a dodatkowo znakomicie między słupkami spisywał się Vlad Iancu. Golkiper gości miał to, czego zabrakło Krzyśce, czyli koncentracja swoja i kolegów, oraz szczęście. Po jednym ze strzałów i rykoszecie piłka zatańczyła na linii bramkowej, ale nie chciała poturlać się do siatki, tylko padła w końcu łupem Iancu. W dość przypadkowej ale znakomitej sytuacji spudłował też Marcin Mikołajewicz. Rumunii rzadziej atakowali, ale gdy to już następowało, trzeba było zachować 150% czujności. Niezwykle groźne okazje potrafili sobie wypracować zarówno po kombinacyjnych akcjach, jak i doprowadzać do nich stosunkowo prostymi środkami. Tak było w 11. minucie gdy po klepce z Ionem Al-Ioanim na 0:2 podwyższył uderzeniem pod poprzeczkę Florin Matei. W pierwszej połowie więcej goli nie padło, głównie dzięki Iancu, ale można było mieć nadzieje na podjęcie przez Polaków rękawicy w drugiej części.
I podopieczni Andrei Bucciola rzeczywiście potrafili w drugiej połowie odwrócić losy spotkania. Pierwsze ostrzeżenie wysłane przez Milewskiego zostało przez przeciwników zlekceważone, za co chwilę później skarcił ich Krawczyk. Zawodnik Gatty dostał piłkę po przechwycie od Michała Marka (który całą pierwszą połowę spędził na ławce, by w drugiej zaprezentować się znakomicie) i znalazł wreszcie receptę na pokonanie Iancu. Szans na wyrównanie nie wykorzystali zaś Michałowie Kubik i Wojciechowski. Ale Rumunom w środę zdecydowanie dopisywało szczęście. Po jednej z kontr przed osamotnionym Kamilem Dworzeckim (który w przerwie zastąpił Krzyśkę) znaleźli się we dwójkę Matei i Robert Lupu. Golkiper Wisły świetnie interweniował i wydawało się, że skończy się na strachu, ale jeden z powracających Polaków niefortunnie skierował piłkę do siatki. To tylko zmotywowało zawodników z orzełkiem na piersi, którzy zaatakowali ze zdwojoną pasją. Iancu co chwilę ratował swój zespół, dopiero w 29. minucie na raty zdołał go pokonać Mikołajewicz. Kolejne strzały oddawali Kubik, "Miki", Krawczyk, Milewski, Sobalczyk... w zasadzie każdy z Polaków miał tego dnia szansę na wpisanie się na listę strzelców. Udało się dopiero w samej końcówce, choć po drodze parę sytuacji mieli też rywale. 10 sekund przed końcem wycofany bramkarz Milewski huknął z dystansu i mogło to już wyglądać jak strzał rozpaczy, ale nasi futsaliści pokazali, że grają aż do samego końca. Prosty błąd przy wyprowadzaniu piłki sprawił, że mieliśmy rzut rożny na 4 sekundy przed ostatnią syreną. I ponownie po uderzeniu Kubika bohaterem był Iancu, parując piłkę za linię końcową. Kubik wgrał ją z kornera bezpośrednio w pole karne, a tam znakomicie znalazł się Paweł Budniak i celnym strzałem wywołał szał radości na wypełnionych przez 2400 kibiców trybunach.
Remis z Rumunią to dobry wynik, zwłaszcza pamiętając, że do tej pory z tym zespołem tylko przegrywaliśmy. W czwartek czeka nas rewanż w Chełmie. Przed miesiącem w starciu młodzieżówek obu krajów Rumunii przeszli ogromną metamorfozę między dwoma meczami (pierwszy przegrali 0:7 nie istniejąc na boisku, w drugim spotkaniu zremisowali 3:3 dyktując warunki - w pojedynkach tych wystąpił m.in. Liviu Ruxandari, teraz grający w kadrze A), ale o ile biało-czerwoni nie przesadzą z pewnością siebie i nie spuszczą z tonu, to o wynik i styl gry naszych reprezentantów możemy być spokojni.
I podopieczni Andrei Bucciola rzeczywiście potrafili w drugiej połowie odwrócić losy spotkania. Pierwsze ostrzeżenie wysłane przez Milewskiego zostało przez przeciwników zlekceważone, za co chwilę później skarcił ich Krawczyk. Zawodnik Gatty dostał piłkę po przechwycie od Michała Marka (który całą pierwszą połowę spędził na ławce, by w drugiej zaprezentować się znakomicie) i znalazł wreszcie receptę na pokonanie Iancu. Szans na wyrównanie nie wykorzystali zaś Michałowie Kubik i Wojciechowski. Ale Rumunom w środę zdecydowanie dopisywało szczęście. Po jednej z kontr przed osamotnionym Kamilem Dworzeckim (który w przerwie zastąpił Krzyśkę) znaleźli się we dwójkę Matei i Robert Lupu. Golkiper Wisły świetnie interweniował i wydawało się, że skończy się na strachu, ale jeden z powracających Polaków niefortunnie skierował piłkę do siatki. To tylko zmotywowało zawodników z orzełkiem na piersi, którzy zaatakowali ze zdwojoną pasją. Iancu co chwilę ratował swój zespół, dopiero w 29. minucie na raty zdołał go pokonać Mikołajewicz. Kolejne strzały oddawali Kubik, "Miki", Krawczyk, Milewski, Sobalczyk... w zasadzie każdy z Polaków miał tego dnia szansę na wpisanie się na listę strzelców. Udało się dopiero w samej końcówce, choć po drodze parę sytuacji mieli też rywale. 10 sekund przed końcem wycofany bramkarz Milewski huknął z dystansu i mogło to już wyglądać jak strzał rozpaczy, ale nasi futsaliści pokazali, że grają aż do samego końca. Prosty błąd przy wyprowadzaniu piłki sprawił, że mieliśmy rzut rożny na 4 sekundy przed ostatnią syreną. I ponownie po uderzeniu Kubika bohaterem był Iancu, parując piłkę za linię końcową. Kubik wgrał ją z kornera bezpośrednio w pole karne, a tam znakomicie znalazł się Paweł Budniak i celnym strzałem wywołał szał radości na wypełnionych przez 2400 kibiców trybunach.
Remis z Rumunią to dobry wynik, zwłaszcza pamiętając, że do tej pory z tym zespołem tylko przegrywaliśmy. W czwartek czeka nas rewanż w Chełmie. Przed miesiącem w starciu młodzieżówek obu krajów Rumunii przeszli ogromną metamorfozę między dwoma meczami (pierwszy przegrali 0:7 nie istniejąc na boisku, w drugim spotkaniu zremisowali 3:3 dyktując warunki - w pojedynkach tych wystąpił m.in. Liviu Ruxandari, teraz grający w kadrze A), ale o ile biało-czerwoni nie przesadzą z pewnością siebie i nie spuszczą z tonu, to o wynik i styl gry naszych reprezentantów możemy być spokojni.
Etykiety