Wciąż nie ma silnych na polskich młodzieżowców fot. Sebastian Daukszewicz / Tętno Regionu

Wciąż nie ma silnych na polskich młodzieżowców

Dzięki takim meczom futsal może stać się w Polsce popularniejszy. Pełna hala, ciekawe widowisko i efektowne zwycięstwo Polaków. Biało-czerwona młodzieżówka rozbiła w Pile rówieśników z Belgii 4:0.
 

PolskaPolska U21 - Belgia U21Belgia
4:0

Bramki: Andrzej Musiał (2), Adam Wachoński (10), Łukasz Biel (11), Tomasz Kriezel (30).
Żółte kartki: Andrzej Musiał - Jawad Yachou, Mochine Bouayad.
Sędziowali: Sebastian Stawicki, Dariusz Smolarek.
Polska: Kamil Lasik (Damian Purolczak) - Marek Bugański, Michał Marek, Andrzej Musiał, Łukasz Biel - Krzysztof Piskorz, Adrian Skrzypek, Mikołaj Zastawnik, Tomasz Golly, Tomasz Kriezel, Mateusz Kostecki, Paweł Barański, Adam Wachoński.
Belgia: Gil Claus (Jordi Decoster) - Dylan Amelot, Ilias Kaddouri, Jawad Yachou, Mochine Bouayad - Mohammed Aabbassi, Dylan Doclot, Lucas Zanca, Stefano Lippolis, Souliemane Ouadi, Heutmen Kherouach, Brahim Arktout.
 
Z racji meczu w Pile panowała wielka ekscytacja. Wszystko dlatego, że był to pierwszy mecz w tym mieście reprezentacji zrzeszonych w Europejskiej Unii Piłkarskiej od 1993 roku. W związku z tym organizatorzy, a także kibice, chcieli udowodnić, że zaufanie jakim obdarzył ich Polski Związek Piłki Nożnej nie było bezpodstawne. Na piętnaście minut przed meczem w hali można było zauważyć, że praktycznie wszystkie miejsca przeznaczone dla publiki są zajęte. Warto dodać, że w składzie na spotkanie z "Lwami" został powołany zawodnik na co dzień reprezentujący KS Credo - Mateusz Kostecki.

Pierwsze minuty zdecydowanie należały do zawodników występujących z orzełkiem na piersi. Bardzo aktywny był Łukasz Biel i to głównie dzięki niemu już w 2. minucie spotkania mogliśmy zobaczyć pierwsza bramkę dla Polski. Zawodnik Rekordu instynktownie zagrał do wychodzącego sam na sam z bramkarzem Andrzeja Musiała, a ten zachowując spokój umieścił piłkę obok interweniującego Gila Clausa. Polacy po tym golu poszli za ciosem. Raz po raz stwarzali coraz groźniejsze sytuację. Niestety brakowało celności. Belgowie nie mogli poradzić sobie z dobrze dysponowanymi biało-czerwonymi. Za każdym razem, gdy próbowali wychodzić z akcją, to albo kończyła się ona na naszych obrońcach, albo piłka lądowała na aucie. Dobrą partię rozgrywał Tomasz Golly, który raz po raz zagrażał bramce Belgii. Można powiedzieć, że ten zawodnik strzelał z każdej pozycji. Po jednym z takich strzałów piłka z wielkim impetem uderzyła w słupek. Kibice zasiadający na trybunach złapali się za głowę. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Dosłownie parę sekund po tej akcji Golly po raz kolejny uderzył z dystansu. Strzał był piekielnie mocny, ale szedł on dokładnie w golkipera gości, który wypluł piłkę przed siebie. Ten błąd bez skrupułów wykorzystał Adam Wachoński. Po tym golu zapanowała euforia. Kibice czuli, że może być to dobry dzień dla naszej reprezentacji.

Po tym ciosie było widać zaniepokojenie na twarzy przyjezdnych. Co potwierdziło kolejne 60 sekund. Belgowie nie mieli żadnego pomysłu na grę. Widać było, że nie są zgrani ze sobą oraz to, że mają problemy z komunikacją. Po jednym z takich błędów Polacy zyskali aut bardzo blisko pola bramkowego rywali. Fantastyczne rozegranie owego stałego fragmentu gry przyniosło powiększenie prowadzenia. Tym razem trybuny skandowały nazwisko Biela. Można śmiało stwierdzić, że to asystujący Marek Bugański zrobił tu całą robotę.  Jego podanie ze skrzydła było perfekcyjne.

Gol na 3:0 przyniósł uspokojenie gry. Zarówno gospodarze, jak i goście bardzo zwolnili grę. Sytuacji było coraz mniej. Do głosu wreszcie doszli Belgowie. Długo rozgrywali piłkę, jednak strzałów było niewiele. Polacy ze spokojem śledzili poczynania przyjezdnych. Taka bierna postawa mogła się zemścić. W 17. minucie bliski strzelania kontaktowej bramki był Ilias Kaddouri. Jednak jego strzał wylądował na poprzeczce bramki Kamila Lasika. Do końca pierwszej połowy nie działo się już nic godnego uwagi. Na przerwę Polacy schodzili przy w pełni zasłużonym prowadzeniu 3:0.

Po długiej, bo aż 20-minutowej przerwie, na twarzach powracających na boisku futsalistów z Belgii można było wyczytać rozleniwienie. Było to tylko takie wrażenie, ponieważ po gwizdku, który sygnalizował rozpoczęcie drugiej połowy spotkania, to "Lwy" zabrały się za długie rozgrywanie piłki. Posiadanie na rzecz rywali rosło z minuty na minutę. Niestety dla gości nic to nie oznaczało. Polacy rozważnie cofnęli się do defensywy i oczekiwali na błędy Belgów, a tych było co niemiara. Po jednej ze strat Polacy mieli szansę na podwyższenie wyniku. W sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Golly, jednak tym razem Claus był górą w tym pojedynku. Z czasem poziom widowiska wyraźnie opadł. Na boisku nie działo się nic interesującego, ale do czasu. W 29. minucie wreszcie szansę na wykazanie się dostał bramkarz Wisły Krakbet Kraków - piękną paradą najpierw wybronił strzał Lucasa Zanci, a chwilę później naprawił błąd Adriana Skrzypka, który to stracił piłkę pod własnym polem bramkowym.

Zaczęło się robić nerwowo. Gospodarze próbowali uspokoić grę, co im się udało. W 30. minucie na tablicy wyników widniało już 4:0. Kapitalnym przyjęciem oraz strzałem popisał się gracz Red Devils Chojnice - Tomasz Kriezel. Ten gol zakończył emocję w tym spotkaniu. Gracze ze stolicy Unii Europejskiej zrezygnowali z walki o wynik. Tempo było wręcz ślimacze. Odnotować trzeba, że w 32. minucie na boisku przy aplauzie pilskiej publiczności, zameldował się zawodnik Mateusz Kostecki. Chwilę później miał on szansę na podwyższenie i tak już okazałego zwycięstwa Polski. Dostał bardzo dobre podanie z lewego skrzydła od Mikołaja Zastawnika i strzelał praktycznie do pustej bramki, ale bez powodzenia. Jeszcze sam Zastawnik mógł pokusić się o gola, lecz po obsłużeniu podaniem przez Kriezela fatalnie spudłował. Ostatnie słowo należało do Belgów. Na 5 minut przed końcem meczu mogli zdobyć honorowego gola. Souliemane Ouadi będąc sam na sam z Lasikiem przeniósł piłkę nad poprzeczką. Była to chyba najlepsza sytuacja dla przyjezdnych, ale tak jak wszystkie poprzednie zakończyła się fiaskiem. Więcej godnych odnotowania strzałów już nie widzieliśmy.

Wygrana z Belgią to duże osiągnięcie dla podopiecznych Gerarda Juszczaka, nawet mimo słów trenera Alaina Dopchiego, który na pomeczowej konferencji prasowej asekurował się słowami, że swój zespół dopiero buduje. W poniedziałek o 18:00 czeka biało-czerwonych spotkanie rewanżowe, o tyle trudne, że dla niektórych zawodników będzie to trzeci mecz w trzeci kolejny dzień (bo wliczyć należy ligę). Gratulacje za niedzielę należą się natomiast nie tylko naszym futsalistom, ale i pilskiej widowni. Oby w poniedziałek kibiców było jeszcze więcej!