Derby dla Nbitu

Z przebiegu meczu nie wyglądało, by Nbit był drużyną lepszą od lokalnego rywala. Wystarczyła jednak skuteczność - dobrego dnia nie miał Michał Widuch, za to bardzo dobre zawody rozegrał Łukasz Groszak.

Nbit GliwiceGAF Omega Gliwice02.04.2016 godz. 18:00

Nbit Gliwice - GAF Omega Gliwice
4:2 (2:1)

Protokół meczowy

Gliwickie derby nie będą miały raczej wielkiego wpływu na końcowy układ tabeli, bo GAF Omega praktycznie jest już pewna utrzymania, również Nbitowi raczej nie "grozi" awans do czwórki walczącej o medale. Zaciętości jednak spotkaniu nie można było odmówić. W obu drużynach liczba nieobecnych była bardzo długa. W Nbicie zabrakło Tomasza Czecha, Damiana Wojtasa, znów kontuzjowanego Roberta Satory, nie wspominając już o od dawna pauzującym Dominiku Śmiałkowskim, z kolei zaś Przemysław Dewucki odpoczywał po otrzymaniu rekordowej 10. żółtej kartki w sezonie. Zmusiło to Sebastiana Wiewiórę do wystawienia debiutanta Sebastiana Szadurskiego oraz ściągnięcia w trybie awaryjnym Marka Chojnackiego, który w grudniu pożegnał się z klubem. W GAF nie zagrali Michał Grecz i Joao Baptista (którego brak był szczególnie widoczny), a z trybun mecz oglądał zawieszony trener Marcin Waniczek.

Początek spotkania zdecydował o obrazie gry, jak i o końcowym wyniku. Już w 2. minucie otworzyć wynik po błędzie Karola Zdunka mógł Michał Cygnarowski, lecz swojej okazji nie wykorzystał. W przeciwieństwie do Tomasza Starowicza, który kilkadziesiąt sekund później huknął z około 15 metrów, tak, że piłka chyba jeszcze po jakimś rykoszecie wylądowała w siatce tuż przy słupku. 4 minuty później Taras Tarasowicz wygrał biegowy pojedynek ze swoim rodakiem Maksymem Pautiakiem i zaskoczył Michała Widucha strzałem w krótki róg. Od tego momentu, z drobnymi przerwami aż do samego końca, mecz wyglądał tak, że goście mozolnie budowali ataki pozycyjne, rozbijając się o mocno cofniętą drużynę Nbitu, broniącą nieraz całą piątką we własnym polu karnym. Długo GAF Omega nie mogła znaleźć na tę zmasowaną defensywę sposobu. Powodzenia przyniosła dopiero trzecia próba Marcina Kiełpińskiego, który stojąc tyłem do bramki wykorzystał znakomite podanie do środka od Tomasza Luteckiego. Mecz nie nabrał jednak specjalnych rumieńców. Do końca pierwszej połowy dwukrotnie po kontrach swoje szanse miał jeszcze Starowicz, a goście oddali sporo strzałów na bramkę Łukasza Groszaka, ale ten nie popełniał błędów. Najlepszej sytuacji nie wykorzystał Lutecki, po efektownym zwodzie schodząc do środka, lecz uderzając wprost w golkipera Nbitu.
Druga połowa rozpoczęła się tak, jak skończyła pierwsza. Powodzenia nie znalazły strzały Marcina Kiełpińskiego i Piotra Łopucha. Gospodarze zaś, gdy za sprawą Michała Cygnarowskiego wypracowali sobie już okazję, to bezlitośnie ją wykorzystali. Cygnarowski po indywidualnej akcji poszedł z piłką na lewą stronę, wyciągnął z bramki Widucha i wystawił piłkę na długi słupek. Tam jak spod nóg wyrósł Starowicz, wyprzedzając nieuważnego Konrada Podobińskiego i podwyższył na 3:1. Tuż po wznowieniu gry Groszak znów w znakomitym stylu obronił uderzenie Kiełpińskiego, a w 31. minucie gliwiczanie nie wykorzystali wymarzonej już okazji na gola kontaktowego. Łopuch z narożnika boiska wystawił piłkę na środek Pautiakowi. Ukrainiec nie musiał już się bać Groszaka, bo ten wyszedł wcześniej do pivota z GAF Omegi, ale zamiast uderzyć do pustej bramki, zaplątał się z piłką w nogi rozpaczliwie interweniującego Starowicza. Dwie minuty później było już praktycznie po meczu, kiedy Tarasowicz z rzutu wolnego, egzekwowanego tuż zza linii pola karnego, strzelił pod nogami wychodzącego Widucha. Z marną tego dnia dyspozycją strzelecką goście nie mogli odrobić trzech bramek straty, zwłaszcza, że trafili na zaporę w postaci Groszaka. Bramkarz Nbitu m.in. wybronił groźny strzał Tomasza Luteckiego i następujące po nim dobitki Maksyma Pautiaka i Macieja Mizgajskiego. Ten ostatni, gdy nie udało mu się trafić, aż złapał się za głowę z niedowierzania. Dopiero w samej końcówce Mizgajski skutecznie wykorzystał podanie Łopucha i zmniejszył rozmiary porażki.

Ten ostatni gol ten miał o tyle znaczenie, że biorąc pod uwagę mecz w pierwszej rundzie i wiosenny rewanż, lepszą drużyną w Gliwicach jest jednak GAF, bo u siebie wygrał 5:2. Marne to jednak pocieszenie, bo wydawało się, że w drugiej rundzie drużyna Marcina Waniczka wreszcie złapała wiatr w żagle. Ostatecznie od początku listopada do końca lutego nie znalazła ani jednego pogromcy! Teraz jednak przyszły 3 porażki z rzędu. Żeby nie martwić się do końca o ligowy byt, gliwiczanie będą musieli wygrać za dwa tygodnie z Euromasterem, choć raczej i obecnie posiadane przez nich 23 punkty do utrzymania powinny wystarczyć. Nbit z kolei ma jeszcze teoretyczne szanse doścignąć czwartych w tabeli Red Devils Chojnice, ale tylko w przypadku, jeśli w następnej kolejce wygra w... Chojnicach. A ta sztuka jeszcze w tym sezonie nie udała się nikomu.