Smoki odczarowały swoją jaskinię
Od mocnego akcentu rozpocząć mogli gospodarze już w 20. sekundzie meczu po tym, gdy sam przed Kamilem Lasikiem znalazł się Adam Wachoński. Obronną ręką z tego pojedynku wyszedł jednak golkiper gości. Okres wzajemnego badania się przez rywali zakończył w 7. minucie Łukasz Frajtag, zaskakując bramkarza Portowców z rzutu wolnego. Strzał grającego trenera pniewian nie był najmocniejszy, ale piłka przeleciała po rękach zasłoniętego Lasika. Od tego momentu zaczęła się zarysowywać coraz bardziej zdecydowana przewaga wicemistrzów Polski. Choć okres burzy i naporu był przerywany przez miejscowych, jak w 10. minucie przez efektowne zamknięcie Michała Ozorkiewicza po równie efektownym wgraniu Oskara Stankowiaka, to jednak to Pogoń była stroną groźniejszą, raz po raz stwarzającą sobie okazje na bramki i... koncertowo je marnującą. Festiwal strzeleckiej niedyspozycji rozpoczął w 8. minucie Daniel Maćkiewicz, po ataku 3 na 1 i wgraniu Adama Jonczyka. Jeszcze lepszą okazję miał Michał Kubik, który był sam przed Maciejem Foltynem, ale posłał piłkę obok słupka. Po drodze było zaś wiele bardziej i mniej celnych innych uderzeń Portowców, ale wynik utrzymywał się aż do 19. minuty, gdy strzałem z przedłużonego karnego Foltyna pokonał Artur Jurczak. Co ciekawe, goście mogli odpowiedzieć już po chwili tym samym, bo sami egzekwowali przedłużony rzut karny, ale Frajtag z 10. metra posłał piłkę obok słupka. Notabene już przy tej okazji z boiska za drugą żółtą kartkę mógł wylecieć Mateusz Jakubiak, z przekąsem klaszczący po niekorzystnej dla jego drużyny decyzji Grzegorza Hamowskiego. Jak się okazało - co się odwlekło, to nie uciekło.
W Szczecinie znów mogą sobie zadawać pytanie, jak to się stało, że Pogoń oddała więcej strzałów, generalnie prowadziła grę, a zeszła z parkietu pokonana. W Pniewach natomiast mogą odetchnąć, bo bez presji w postaci passy meczów bez zwycięstwa we własnej hali na pewno będzie grało się Red Dragons łatwiej.

10.10.2016 godz. 18:30