Smoki odczarowały swoją jaskinię

Po 338 dniach Red Dragons Pniewy ponownie zwyciężyły we własnej hali!. W pokonanym polu drużyna Łukasza Frajtaga zostawiła Pogoń 04 Szczecin, która pretensje o porażkę może mieć tylko do siebie. I ewentualnie do Macieja Foltyna.
Red Dragons PniewyPogoń 04 Szczecin10.10.2016 godz. 18:30

Red Dragons Pniewy - Pogoń 04 Szczecin
3:1 (1:1)

Protokół meczowy

Od mocnego akcentu rozpocząć mogli gospodarze już w 20. sekundzie meczu po tym, gdy sam przed Kamilem Lasikiem znalazł się Adam Wachoński. Obronną ręką z tego pojedynku wyszedł jednak golkiper gości. Okres wzajemnego badania się przez rywali zakończył w 7. minucie Łukasz Frajtag, zaskakując bramkarza Portowców z rzutu wolnego. Strzał grającego trenera pniewian nie był najmocniejszy, ale piłka przeleciała po rękach zasłoniętego Lasika. Od tego momentu zaczęła się zarysowywać coraz bardziej zdecydowana przewaga wicemistrzów Polski. Choć okres burzy i naporu był przerywany przez miejscowych, jak w 10. minucie przez efektowne zamknięcie Michała Ozorkiewicza po równie efektownym wgraniu Oskara Stankowiaka, to jednak to Pogoń była stroną groźniejszą, raz po raz stwarzającą sobie okazje na bramki i... koncertowo je marnującą. Festiwal strzeleckiej niedyspozycji rozpoczął w 8. minucie Daniel Maćkiewicz, po ataku 3 na 1 i wgraniu Adama Jonczyka. Jeszcze lepszą okazję miał Michał Kubik, który był sam przed Maciejem Foltynem, ale posłał piłkę obok słupka. Po drodze było zaś wiele bardziej i mniej celnych innych uderzeń Portowców, ale wynik utrzymywał się aż do 19. minuty, gdy strzałem z przedłużonego karnego Foltyna pokonał Artur Jurczak. Co ciekawe, goście mogli odpowiedzieć już po chwili tym samym, bo sami egzekwowali przedłużony rzut karny, ale Frajtag z 10. metra posłał piłkę obok słupka. Notabene już przy tej okazji z boiska za drugą żółtą kartkę mógł wylecieć Mateusz Jakubiak, z przekąsem klaszczący po niekorzystnej dla jego drużyny decyzji Grzegorza Hamowskiego. Jak się okazało - co się odwlekło, to nie uciekło.

Pierwsze 20 minut stało pod znakiem zdecydowanej przewagi gości, tymczasem po powrocie z szatni ataki szczecinian jakby opadły na sile. W 23. minucie dobrą okazję zmarnował więc Wachoński, a 4 minuty później w słupek przymierzył Adrian Skrzypek. Wydawało się momentami jakby non stop atakujący w końcówce pierwszej połowy goście zapomnieli, że czasem trzeba też bronić. Blisko efektownego trafienia dla pniewian był też... Jakubiak, który przy wybijając piłkę na róg o mały włos nie zaskoczył Lasika. W miarę wyrównana jednak gra toczyła się spokojnie aż do 33. minuty. Wówczas do siatki piłkę skierował Wachoński, ale zrobił to ręką. Zamiast gola była żółta kartka i... przedłużony karny dla Pogoni. Daniel Maćkiewicz nie trafił z niego między słupki, a zaraz po wznowieniu gry i dalekim przerzucie piłki pięknego gola od poprzeczki zapisał na swoim koncie grający trener Red Dragons. A wydawało się, że gol dla gości jest kwestią czasu...
Los podał zespołowi Łukasza Żebrowskiego jeszcze jedną szansę - kolejny przedłużony karny. Dominik Solecki uderzył technicznie, w górny róg bramki Red Dragons, ale efektowną paradą popisał się Foltyn. Po kolejnej minucie nieskutecznej gry szczeciński trener zdecydował się na wycofanie bramkarza. Po jednym ze strzałów Mateusz Jakubiak uniemożliwił Maciejowi Foltynowi wznowienie gry i z drugą żółtą kartką tym razem już opuścił boisko. 27 sekund później kontra zakończona wtoczeniem piłki do siatki przez Adama Wachońskiego przesądziła o wyniku.

W Szczecinie znów mogą sobie zadawać pytanie, jak to się stało, że Pogoń oddała więcej strzałów, generalnie prowadziła grę, a zeszła z parkietu pokonana. W Pniewach natomiast mogą odetchnąć, bo bez presji w postaci passy meczów bez zwycięstwa we własnej hali na pewno będzie grało się Red Dragons łatwiej.