Skrót meczu / KP Sport

FC Toruń - Gatta Active Zduńska Wola 5:4

Dariusz Słowiński, Daniel Krawczyk i Igor Sobalczyk kilka lat temu reprezentowali barwy Marwitu Toruń. Powrót do tego miasta mieli wyjątkowo nieudany. Nie dość, że Gatta przegrała, to wszyscy trzej nie skończyli meczu, po obejrzeniu czerwonych kartek. Po najbardziej jak dotąd emocjonującym meczu ekstraklasy w sezonie 2016/17 górą była drużyna Klaudiusza Hirscha.
FC ToruńGatta Active Zduńska Wola06.02.2017 godz. 18:00

FC Toruń - Gatta Active Zduńska Wola
5:4

Protokół meczowy
Gatta mogła prowadzić już po kilku sekundach od pierwszego gwizdka, po tym, gdy po błędzie Cleversona Marcin Stanisławski trafił w Nicolae Neagu. Po kilku minutach wyrównanej gry nastąpił gamechanger - sędziowie wyrzucili z boiska Dariusza Słowińskiego, który po strzale Marcina Mikołajewicza interweniował ich zdaniem poza linią pola karnego. I raczej mieli rację, choć powtórki można oglądać i 20 razy, a i tak nie będzie się miało stuprocentowej pewności. Gospodarze grali w przewadze dosłownie sekundę - rzut wolny po czerwieni dla bramkarza Gatty na bramkę zamienił Ivan Delpi. 3 minuty później Hiszpan wyszedł z Mikołajewiczem z kontrą na Michała Klausa, a kapitan polskiej kadry mocnym strzałem nie dał szans Adamowi Miłosińskiemu. Mistrzowie Polski wcale się jednak nie poddali i później grali jedną z najlepszych połów w tym sezonie, o ile nie najlepszą. Oprócz kilkunastu groźnych strzałów, padających łupem Neagu, dało do jednak tylko jedno trafienie do siatki, autorstwa Daniela Krawczyka. Gospodarze skupiali się na obronie, choć i oni stanęli parę razy przed okazją na podwyższenie. Najlepszych nie wykorzystali Mikołajewicz i Mateusz Waszak.

Druga połowa rozpoczęła się od niecelnego strzału Daniela Krawczyka z dobrej pozycji i gola Cleversona z gorszej okazji. Po sześciu minutach od wznowienia gry Krawczyk oszukał wreszcie na boku Michała Wojciechowskiego, a we wbiciu wstrzelonej na długi słupek piłki Michała Marciniaka ubiegł Michał Suchocki. Gospodarze odpowiedzieli fantastycznie - dokładne podanie po przekątnej Cleversona sfinalizował uderzeniem tuż przy słupku Sylwester Kieper. Przyjezdni na ripostę potrzebowali jeszcze mniej czasu - raptem po 18 sekundach do piłki wystawionej przez Krzysztofa Adamskiego (wprowadzonego przed chwilą pierwszy raz na boisko) szybciej od Nicolae Neagu dopadł Mariusz Milewski i zmniejszył wynik do 4:3. Kolejne trafienie zapisał jednak na swoim koncie rozgrywający dobre spotkanie Cleverson (dwie bramki + asysta w drugiej połowie), choć po dwóch minutach brazylijski Polak fatalnie spudłował na zamknięciu na długim słupku.
Marcin Stanisławski zaordynował w końcu grę w przewadze i choć jego drużyna bardzo dobrze operowała piłką, to kontaktowego gola zdobyła akurat bez wycofanego bramkarza - ponownie po strzale Milewskiego, po rykoszecie od jednego z torunian. Już teraz bardzo emocjonujący mecz jeszcze bardziej rozgrzał kibiców w samej końcówce. Najpierw za nierozważny atak na Cleversona drugą żółtą kartkę obejrzał Daniel Krawczyk, a po chwili Igor Sobalczyk ratował się, po złym przyjęciu piłki, faulem na wychodzącym na stuprocentową sytuację Mikołajewiczu. Gospodarze przez półtorej minuty grali w pięciu zawodników na trzech i... o tym okresie pewnie będą woleli zapomnieć, bo do siatki nie zdołali trafić. Gatta jednak również w osłabieniu niewiele mogła zdziałać i ostatecznie zeszła z parkietu pokonana. Mimo, że zagrała naprawdę bardzo dobry mecz.

Zwycięstwo umocniło torunian na pozycji w górnej połowie tabeli. Co więcej, torunianie mają teraz pewien psychologiczny handicap, bo na rozkładzie w rundzie wiosennej mają i Rekord (remis 3:3 w Bielsku-Białej), i Gattę. Zduńskowolanie nie będą za to Torunia dobrze wspominać. Jeszcze gorzej dla nich, że w następnym meczu w Pniewach pauzować będą i Słowiński, i Sobalczyk, i Krawczyk, dla którego kartki z FC Toruń były trzecim i czwartym napomnieniem w tym sezonie.