Roman Wachuła: Półtora roku w Pniewach minęło jak sen fot. Aleksander Knitter (chojnice.com)

Roman Wachuła: Półtora roku w Pniewach minęło jak sen

Roman Wachuła w sezonie 2019/20 będzie reprezentować już piąty klub w ekstraklasie - w maju pozyskanie Ukraińca ogłosił Clearex Chorzów. - Bardzo chcieli mnie widzieć w swoim składzie - mówi były zawodnik Red Dragons Pniewy, tłumacząc powody przeprowadzki.

 

Futsal-Polska: W zakończonym niedawno sezonie zdobyłeś 10 bramek i zanotowałeś tyle samo asyst. Jaki to był sezon w twoim wykonaniu, gdybyś miał się pokusić o samoocenę?

Roman Wachuła: Bardzo nie lubię siebie oceniać. Od tego są dziennikarze, trenerzy, kibice. Zawsze staram się dawać z siebie maksa i pomagać zespołowi zdobyć 3 punkty.

W ostatnim meczu ligowym przeciwko Red Devils zdobyłeś bramkę numer 100 w twoich dotychczasowych występach w ekstraklasie (w rzeczywistości nr 101, o czym pisaliśmy osobno - red.). Okoliczności tego zdarzenia były niecodzienne. Bramka w ostatniej sekundzie meczu z przedłużonego rzutu karnego. Przed strzałem trybuny skandowały twoje nazwisko chcąc, żebyś to ty podszedł do piłki z 10. metra. Co czułeś przed strzałem i tuż po jego wykonaniu?

100 bramek w ekstraklasie to dla mnie mały sukces, z czego bardzo się cieszę. Chciałbym bardzo podziękować trenerowi, kolegom z zespołu i kibicom za zaufanie. Bardzo to doceniam. Przed strzałem powiedziałem sobie, że co ma być, to będzie. Dzięki Bogu udało się strzelić bramkę, z czego bardzo jestem zadowolony.

Zespół Red Dragons wygrał tylko dwa mecze z zespołami z najlepszego szóstki. To chyba za mało na grę z najlepszymi? Myślisz, że to był główny powód, dlaczego nie znaleźliście się w „grupie mistrzowskiej”?

Żeby dostać się do pierwszej szóstki zwycięstwa z Cleareksem i Piastem to naprawdę mało. Moim zdaniem, tak jak w życiu tak i w sporcie – najważniejsza jest stabilność. Tego nam bardzo brakowało. Były mecze, które były pod naszą kontrolą, a punkty traciliśmy w samej końcówce.

Patrząc na tabelę można odnieść wrażenie, że byliście za mocni na „grupę spadkową”. Rzeczywiście tak to wyglądało, że liga podzieliła się na siedem mocnych drużyn i pozostałą piątkę?

Moim zdaniem też tak to wyglądało. Kiedy nie dostaliśmy się do najlepszej szóstki, porozmawialiśmy z zespołem w szatni i powiedzieliśmy sobie, że musimy skończyć na 7. miejscu. Plan minimum został wykonany.




Półtora sezonu w Red Dragons. Nawiązałeś wiele znajomości, prowadziłeś też drugi zespół z Pniew. Jaki to był czas w twoim życiu?

Półtora roku minęło jak sen. Mam wielu znajomych, tak jak i moja rodzina. Mam nadzieję, że zostaną do końca życia. Prowadziłem drugi zespół Red Dragons. Dla mnie to było coś nowego i przyjemnego. Praca z młodymi to była dla mnie czysta przyjemność.

Jaki potencjał drzemie w młodych chłopkach z Pniew, których miałeś okazję trenować?

Potencjał w młodych widać. Prosty przykład - obecnie trójka zawodników trenuje z pierwszym zespołem (Dawid Kubiak, Mateusz Górny i Bartłomiej Gładyszewski - red.) i to mnie jako ich trenera to mały sukces. Mam nadzieję, że trener Łukasz Frajtag jeszcze ma kilku chłopaków, których może zaprosić do pierwszej drużyny.

Do tej pory w Polsce grałeś w zespołach, które walczyły o mistrzostwo, jak Wisła czy Rekord. Nie wliczam w to krótkiego epizodu w Lex Kancelarii Słomniki, o którym pewnie będziesz chciał zapomnieć. Jak różniło się granie w roli faworyta do końcowego zwycięstwa a w drużynie „środka tabeli”, jak można powiedzieć o Red Dragons?

W każdym z wymienionych zespołach były tak zalety jak i wady. Wiadomo, jak walczysz o mistrza, to są inne emocje, atmosfera, itp. Ale z drugiej strony nieważne czy grasz o mistrzostwo czy o siódme miejsce – nie można pozwolić sobie na grę na pół gwizdka. I tak było w Red Dragons, bo graliśmy do końca.

Postanowiłeś po sezonie przenieść się do Cleareksu Chorzów. Skąd taka decyzja o zmianie klubu i dlaczego Clearex?

Dostałem propozycję z Chorzowa. Porozmawiałem z zarządem z Red Dragons Pniewy, zastanawialiśmy się też długo z rodziną i postanowiliśmy się przeprowadzić. A dlaczego akurat Clearex? Bardzo chcieli mnie widzieć w swoim składzie.

Na co stać w następnych sezonach Red Dragons, biorąc pod uwagę to, że w roli zawodników kibice z Pniew nie zobaczą ani ciebie ani Łukasza Frajtaga? Czy drużyna odczuje to na jakości? Czy też myślisz, że trener Frajtag odpowiednio poukłada zespół a Red Dragons nadal będzie się liczył w walce o wysokie lokaty?

Z całego serca życzę Red Dragons, żeby zawsze walczyli o wysokie lokaty. Myślę, że Łukasz to poukłada a znakomici zawodnicy pomogą trenerowi wykonać postawiony przed sezonem cel. A czy drużyna odczuje że nie będziemy grali? Myślę, że następny sezon pokaże. Powiem jedno – nie ma ludzi niezastąpionych. Powodzenia Red Dragons!




Na dobre zadomowiłeś się w Polsce. Jesteś tu od 2011 roku. Rozważasz jeszcze powrót na Ukrainę?

Od 2011 roku jestem z żoną i córeczką w Polsce. To nasza drugi kraj. Bardzo cieszymy się z tego powodu, że możemy spędzić czas w Polsce. Do domu rodzinnego bardzo ciągnie. Prędzej czy później mamy zamiar wrócić na Ukrainę.

Jak odbierasz poziom polskiej ligi na przestrzeni tych ośmiu lat, odkąd jesteś w Polsce? Bliżej nam do Europy czy też oddalamy się od niej?

Od 2011 roku poziom ligi idzie w górę. Małymi krokami idziemy do przodu - to pokazała i pokazuje kadra. Bo jak jest mocna kadra, to moim zdaniem wzrasta poziom ligi. Polska idzie w strony Europy i to mnie bardzo cieszy.

Co będzie chciał osiągnąć Roman Wachuła w przyszłym sezonie w barwach Cleareksu?

Chciałbym osiągnąć maksimum. Zdaję sobie sprawę, że pozostałe 13 zespołów też będzie walczyło o jak najlepszy wynik. Będę pracował nad tym, żeby pomoc nowemu klubowi osiągnąć podstawiony cel.

Jakie masz plany na kolejne lata swojej kariery?

W pierwszej kolejności chciałbym, żeby zdrowie dopisywało. Jak będzie zdrowie, to sukcesy przyjdą. Mam nadzieję jak najdłuższej pograć w ekstraklasie.

Rozmawiał Mateusz Nizio