Nowy trener We-Metu Ołeksandr Bondar i Miłosz Kocot, prowadzący zespół w poprzednim sezonie
Fot. We-Met Futsal/fb
Wzmocnienia We-Metu FC Kamienica Królewska „robią wrażenie”. Ekspert: U siebie będą groźni
Czy w drugim roku występów w Fogo Futsal Ekstraklasie We-Met FC Kamienica Królewska zdoła wywalczyć miejsce w czołowej ósemce i awansuje do fazy play off? Pomóc mają w tym nowe nabytki, zwłaszcza jeden - analizuje Tomasz Aftański.
- Jeśli chodzi o transfery We-Metu, przede wszystkim rzuca się w oczy duża zmiana w postaci nowego sternika dla tego okrętu. Jak się okazało, coś nie zagrało na linii zarząd - poprzedni trener i stery przejął zaprawiony w boju Ołeksandr Bondar - mówi były trener reprezentacji Polski, obecnie m.in. telewizyjny ekspert. - Czy odnajdzie się na pięknych Kaszubach? Czas pokaże, ale trzeba przyznać, że narzędzia będzie miał lepsze, niż poprzednik - dodaje. W zeszłym sezonie szkoleniowcem We-Metu był Miłosz Kocot.
Z drużyną występującą w hali w Sierakowicach pożegnało się kilku zawodników, którzy przed rokiem wywalczyli awans z I ligi, m.in. Maciej Młyński, jeden z najlepszych snajperów zaplecza ekstraklasy w sezonie 2022/23, czy znany z występów w AZS UG Gdańsk Kewin Sidor. Jednak, jak zwraca uwagę Aftański, „kluczowi liderzy zostali, a wzmocnienia w postaci Macieja Jankowskiego czy Hugo Freitasa robią wrażenie”. - Poza tym kadra zespołu została zasilona kolejnymi zawodnikami, dla których futsal to absolutny priorytet i w tym upatruję szans We-Metu na awans do czołowej ósemki Fogo Futsal Ekstraklasy - ocenia.
Nie można jednak stwierdzić, by We-Met szalał na rynku transferowym. Poza wymienionymi, drużynę wzmocnili jednak reprezentant Słowacji Dominik Ostrak, wybijający się w I lidze Ukrainiec Dmytro Rybicki i jego rodak, bramkarz Jarosław Morykyszka. – Będą u siebie bardzo groźni, a jeśli w klubie wytrzymają ewentualne potknięcia i zapewnią wsparcie trenerowi, to może się to udać - komentuje ekspert Futsal-Polska.pl. - Cierpliwość jest jednak bardzo rzadką cechą u ludzi zarządzających klubami sportowymi - zaznacza jednak gorzko na koniec Tomasz Aftański.
