Skrót meczu /
COMTV.pl
Falstart Cleareksu
Drugi mecz sezonu i już sensacja - Clearex przegrywa u siebie z AZS-em Uniwersytet Gdański. Czyżby liga bez play-offów jednak mogła być ciekawa?
Gospodarze mieli w tym meczu optyczną przewagę, częściej strzelali na bramkę gdańszczan, ale nie mogli zapisać na swoim koncie nawet jednego punkciku. Początek spotkania to przede wszystkim brak dokładności w obu ekipach i nerwowość, którą można zrzucić na karb tego, że liga dopiero się zaczynała. Po kilku minutach spotkanie się nieco otworzyło i obie ekipy miały swoje okazje. Sam na sam z Pawłem Pstrusińskim wychodzili Marcin Szymański oraz kilka minut później Tomasz Kriezel, jednak w obu wypadkach lepszy okazał się miejscowy golkiper. Chorzowianie odpowiedzieli m.in. strzałem w poprzeczkę Mirosława Miozgi. Na dwie minuty przed końcem pierwszej części spotkania dwójkową akcję Kriezel - Dominik Depta znakomicie wykończył ten drugi i na przerwę Szymon Hartman i jego piłkarze schodzili z jednobramkową zaliczką.
Jeszcze nie wszyscy kibice zdążyli wrócić z papierosa, a już Depta, tym razem po błędzie golkipera z Chorzowa, podwyższył na 2:0 i dogonił w mocno przejściowej klasyfikacji strzelców Oleksandra Szamotija z Pogoni 04 Szczecin. Clearex przycisnął, sunął z ciągłymi atakami na bramkę Jacka Burglina, a rywale odgryzali się kontrami. Mimo to rezultat aż do 37. minuty pozostawał do zmian. Dopiero wtedy jeden ze Ślązaków, a konkretnie Mariusz Seget, znalazł receptę na gdański mur. Po błędzie Burglina piłka wpadła do siatki, a ekipa Tadeusza Wolnego zwietrzyła szansę na punkty. Ostatecznie rok temu AZS UG także wyrywał w swoim pierwszym meczu już 2:0 (z Rekordem Bielsko-Biała), a ostatecznie zszedł z parkietu pokonany. Za Prusińskiego w pole wszedł więc Miozga, ale nie przyniosło to spodziewanego efektu. Na dodatek kilkadziesiąt sekund przed końcową syreną kapitan Cleareksu nie utrzymał piłki w rękach we własnym polu karnym, co skrzętnie wykorzystał Tomasz Kriezel, ustalając wynik na 1:3.
Gdańszczanie udowodnili zatem, że nie będą takim chłopcem do bicia jak rok temu. Clearex musi zaś przełknąć gorzką pigułkę. Potwierdziły się słowa trenera Wolnego, który na konferencji-prezentacji zespołu mówił, że jego zespołowi brakuje skuteczności. Problemem w skali całego sezonu może być też wąska kadra, bo gdyby ktoś rok temu powiedział, że drużyna z Gdańska zagra w szerszym składzie niż gospodarze piątkowego meczu, kazano by mu się mocno puknąć w czoło. Kibice mogą zaś się cieszyć, że jest szansa na to, by liga była znacznie mniej przewidywalna, niż wieszczyła to większość komentatorów.
Jeszcze nie wszyscy kibice zdążyli wrócić z papierosa, a już Depta, tym razem po błędzie golkipera z Chorzowa, podwyższył na 2:0 i dogonił w mocno przejściowej klasyfikacji strzelców Oleksandra Szamotija z Pogoni 04 Szczecin. Clearex przycisnął, sunął z ciągłymi atakami na bramkę Jacka Burglina, a rywale odgryzali się kontrami. Mimo to rezultat aż do 37. minuty pozostawał do zmian. Dopiero wtedy jeden ze Ślązaków, a konkretnie Mariusz Seget, znalazł receptę na gdański mur. Po błędzie Burglina piłka wpadła do siatki, a ekipa Tadeusza Wolnego zwietrzyła szansę na punkty. Ostatecznie rok temu AZS UG także wyrywał w swoim pierwszym meczu już 2:0 (z Rekordem Bielsko-Biała), a ostatecznie zszedł z parkietu pokonany. Za Prusińskiego w pole wszedł więc Miozga, ale nie przyniosło to spodziewanego efektu. Na dodatek kilkadziesiąt sekund przed końcową syreną kapitan Cleareksu nie utrzymał piłki w rękach we własnym polu karnym, co skrzętnie wykorzystał Tomasz Kriezel, ustalając wynik na 1:3.
Gdańszczanie udowodnili zatem, że nie będą takim chłopcem do bicia jak rok temu. Clearex musi zaś przełknąć gorzką pigułkę. Potwierdziły się słowa trenera Wolnego, który na konferencji-prezentacji zespołu mówił, że jego zespołowi brakuje skuteczności. Problemem w skali całego sezonu może być też wąska kadra, bo gdyby ktoś rok temu powiedział, że drużyna z Gdańska zagra w szerszym składzie niż gospodarze piątkowego meczu, kazano by mu się mocno puknąć w czoło. Kibice mogą zaś się cieszyć, że jest szansa na to, by liga była znacznie mniej przewidywalna, niż wieszczyła to większość komentatorów.
Etykiety

