Retransmisja meczu /
Telewizja Centrum
Dreszczowiec w Zduńskiej Woli dla Gatty
Brązowi medaliści z ostatniego sezonu zdecydowanie przeważali w meczu z Rekordem Bielsko-Biała, ale swą wyższość zdołali udowodnić dopiero w samej końcówce.
Można otwarcie powiedzieć, że spodziewaliśmy się po Rekordzie trochę więcej. Zespół Adama Krygera ograniczał się w zasadzie tylko do rozbijania akcji gospodarzy, samemu okazji szukając w kontrach i stałych fragmentach, bo z ataku pozycyjnego niedużo wychodziło. Miejscowi zaś prowadzili grę, zwłaszcza w drugiej połowie na stałe rezydowali na połowie "Rekordzistów", z rzadka tylko myląc się i doprowadzając do zagrożenia pod bramką Marcina Szewczyka. Ale mecz dla Gatty zaczął się fatalnie. Po kilku akcjach w obie strony, w 9. minucie sędziowie podyktowali rzut wolny pośredni za niebezpieczne zagranie Daniela Krawczyka. Po prawdzie w jakiejś akademickiej dyskusji można by się upierać, że jeśli był kontakt "Krawca" z zawodnikiem gości, to od razu powinien być podyktowany karny, bo zdarzenie miało miejsce na 5. metrze, ale dla Andrzeja Szłapy i spółki nie stanowiło to problemu. Nestor polskiego futsalu zagrał krótko do Artura Popławskiego, ten oddał piłkę na lewo do Wojciecha Łysonia, który już między pilnującym słupka Mariuszem Milewskim a całą resztą zawodników wyskakujących z muru pewnie posłał piłkę do siatki. Jeszcze wyżej poprzeczkę postawili sobie gospodarze 5 minut później, kiedy po kontrze Rafał Franz wyprzedził Marcina Olejniczaka i podwyższył na 2:0. Zespół Wojciecha Sopura dążył do zdobycia choćby kontaktowego gola w pierwszej połowie, lecz Krawczyk w dobrej sytuacji machnął nogą obok piłki, swojej okazji nie wykorzystał też Milewski.
Po wznowieniu gry selekcjoner reprezentacji mógł dojść do wniosku, że Aleksander Waszka powoli puka do bram kadry, bo w dużej mierze to swojemu golkiperowi Rekordziści zawdzięczają długie utrzymywanie prowadzenia. Bramkarz z Bielska-Białej momentami bronił jak w transie, odbijając strzały Krawczyka, Igora Sobalczyka czy Michała Marciniaka. Goście swoje okazje też mieli, przy czym jak już wspomniano - głównie po kontrach. W 26. minucie Franz mógł dobić kibiców, ale będąc sam przed Szewczykiem przerzucił piłkę nie tylko nad nim, ale i nad bramką. Także w 30. minucie było blisko podwyższenia, lecz lecącą już do pustej bramki piłkę wybił w ostatniej chwili jeden z miejscowych. Zduńskowolanie się nie poddawali. Na 1:2 strzelił w 34. minucie Milewski, wykorzystując wgranie do środka Krawczyka. "Miles" pochwalił się specjalną koszulką, że był to jego setny gol w ekstraklasie, jednakże musi chyba skalibrować licznik z oficjalną statystyką na stronie FutsalEkstraklasa.pl. Ta wskazuje bowiem "dopiero" trafienie numer 98. 2 minuty po kontaktowej bramce bliski wyrównania był Marciniak, który wykorzystał powolne ustawianie się defensywy przeciwników przy rzucie rożnym, lecz minimalnie się pomylił. Dlatego fani na zmianę wyniku musieli poczekać jeszcze kolejnych parę chwil. Na równo 75 sekund przed końcem grająca w przewadze Gatta "rozklepała" rywali i Olejniczak musiał tylko dostawić nogę, by doprowadzić do stanu 2:2. Ale to co po chwili zrobił Marcin Stanisławski bez głosowania wygrywa konkurs na gola kolejki. Rekord wznowił grę po wziętym czasie, miejscowi szybko piłkę odebrali. Stanisławski prowadząc ją od połowy najpierw zwodem położył na ziemi Popławskiego, po chwili minął Łysonia, by z dość ostrego kąta posłać piłkę nad wychodzącym z bramki Waszką i rozpaczliwie interweniującym Piotrem Bubcem. W zasadzie jedynym piłkarzem, którego zawodnik Gatty nie wkręcił w parkiet, był Szłapa. Teraz to goście mieli 45 sekund szansy na próbę powalczenia o choćby punkt, lecz ostatecznie zeszli z parkietu pokonani.
Rekord Bielsko-Biała pisze na klubowej witrynie, że z przebiegu gry zasługiwał na lepszy rezultat, ale to raczej efekt rozczarowania po stracie punktów w samej końcówce. Obiektywnie bowiem po zdobywcach Pucharu i Superpucharu Polski można się było spodziewać znacznie więcej, niż tylko - jak w drugiej połowie - stawianie podwójnych zasieków przed własną bramką. Oczywiście w składzie brakowało wielu ważnych zawodników, na czele z Piotrem Szymurą, Michałem Markiem czy Tomaszem Durą, ale i Gatta grała bez Michała Szymczaka. Ten mecz można podsumować tylko w jeden sposób - oby więcej takich!
Po wznowieniu gry selekcjoner reprezentacji mógł dojść do wniosku, że Aleksander Waszka powoli puka do bram kadry, bo w dużej mierze to swojemu golkiperowi Rekordziści zawdzięczają długie utrzymywanie prowadzenia. Bramkarz z Bielska-Białej momentami bronił jak w transie, odbijając strzały Krawczyka, Igora Sobalczyka czy Michała Marciniaka. Goście swoje okazje też mieli, przy czym jak już wspomniano - głównie po kontrach. W 26. minucie Franz mógł dobić kibiców, ale będąc sam przed Szewczykiem przerzucił piłkę nie tylko nad nim, ale i nad bramką. Także w 30. minucie było blisko podwyższenia, lecz lecącą już do pustej bramki piłkę wybił w ostatniej chwili jeden z miejscowych. Zduńskowolanie się nie poddawali. Na 1:2 strzelił w 34. minucie Milewski, wykorzystując wgranie do środka Krawczyka. "Miles" pochwalił się specjalną koszulką, że był to jego setny gol w ekstraklasie, jednakże musi chyba skalibrować licznik z oficjalną statystyką na stronie FutsalEkstraklasa.pl. Ta wskazuje bowiem "dopiero" trafienie numer 98. 2 minuty po kontaktowej bramce bliski wyrównania był Marciniak, który wykorzystał powolne ustawianie się defensywy przeciwników przy rzucie rożnym, lecz minimalnie się pomylił. Dlatego fani na zmianę wyniku musieli poczekać jeszcze kolejnych parę chwil. Na równo 75 sekund przed końcem grająca w przewadze Gatta "rozklepała" rywali i Olejniczak musiał tylko dostawić nogę, by doprowadzić do stanu 2:2. Ale to co po chwili zrobił Marcin Stanisławski bez głosowania wygrywa konkurs na gola kolejki. Rekord wznowił grę po wziętym czasie, miejscowi szybko piłkę odebrali. Stanisławski prowadząc ją od połowy najpierw zwodem położył na ziemi Popławskiego, po chwili minął Łysonia, by z dość ostrego kąta posłać piłkę nad wychodzącym z bramki Waszką i rozpaczliwie interweniującym Piotrem Bubcem. W zasadzie jedynym piłkarzem, którego zawodnik Gatty nie wkręcił w parkiet, był Szłapa. Teraz to goście mieli 45 sekund szansy na próbę powalczenia o choćby punkt, lecz ostatecznie zeszli z parkietu pokonani.
Rekord Bielsko-Biała pisze na klubowej witrynie, że z przebiegu gry zasługiwał na lepszy rezultat, ale to raczej efekt rozczarowania po stracie punktów w samej końcówce. Obiektywnie bowiem po zdobywcach Pucharu i Superpucharu Polski można się było spodziewać znacznie więcej, niż tylko - jak w drugiej połowie - stawianie podwójnych zasieków przed własną bramką. Oczywiście w składzie brakowało wielu ważnych zawodników, na czele z Piotrem Szymurą, Michałem Markiem czy Tomaszem Durą, ale i Gatta grała bez Michała Szymczaka. Ten mecz można podsumować tylko w jeden sposób - oby więcej takich!
Etykiety
- Ekstraklasa
- Gatta Zduńska Wola
- Rekord BielskoBiała
- Adam Kryger
- Marcin Szewczyk
- Daniel Krawczyk
- Andrzej Szłapa
- Artur Popławski
- Wojciech Łysoń
- Mariusz Milewski
- Marcin Olejniczak
- Rafał Franz
- Wojciech Sopur
- Aleksander Waszka
- Igor Sobalczyk
- Michał Marciniak
- Piotr Bubec
- Piotr Szymura
- Michał Marek
- Tomasz Dura
- Michał Szymczak
- Marcin Stanisławski

