Skrót meczu /
KP Sport
Akademickie derby dla AZS UŚ
Patrząc przez pryzmat wyników 1. kolejki wygrana AZS UŚ w Gdańsku to niespodzianka. Zwycięstwo katowiczan było jednak ze wszech miar zasłużone.
W Gdańsku dobrego humoru już nie mają. Po niespodziewanej wygranej w Chorzowie zespół Szymona Hartmana miał powody do optymizmu, ale po przegranej z teoretycznie słabszym rywalem widać już, jako dużo pracy jeszcze przed tą drużyną. Na dodatek już w pierwszych minutach niedzielnego pojedynku kostkę skręcił Tomasz Kriezel. Raczej wątpliwe, by kapitan polskiej młodzieżówki zdążył się szybko wykurować (a dla jego zdrowia pewnie nawet lepiej, jeśli nie będzie spieszył się do powrotu na parkiet), przez co gdańszczanie stracili już na początku sezonu jedną z najważniejszych armat.
Trener Rafał Jarzmik bardzo dobrze odrobił zadanie domowe i perfekcyjnie zneutralizował najważniejsze zagrożenia ze strony gospodarzy. Wystarczy spojrzeć, ile szumu w porównaniu z podstawowym składem narobili wpuszczeni na chwilę w drugiej połowie Mateuszowie Cyman i Wesserling, którzy nie są jeszcze świetnie zgrani z drużyną, przez co grają jeszcze niekoniecznie skutecznie, ale na pewno nieschematycznie. W pierwszej połowie gdańszczanie bardzo rzadko stwarzali zagrożenie pod bramką Mateusza Bednarczyka. Najlepszą sytuację miał w 17. minucie Marcin Szymański, który po koronkowej akcji i podaniu od Michała Olszewskiego trafił w instynktownie interweniującego golkipera. Przyjezdni mieli okazji do strzelenia gola znacznie więcej, zwłaszcza im bliżej było końca pierwszych dwudziestu minut. Brylował sam grający szkoleniowiec. W 18. minucie wyszedł na pozycję sam na sam z Jackiem Burglinem, lecz przewrócił się, atakowany od tyłu przez Patryka Ziarko. W podobnych sytuacjach sędziowie pokazywali nawet czerwone kartki, ale prowadzący spotkanie Przemysław Sarosiek lubi chyba styl angielskiej ligi piłkarskiej, bo gwizdka do ust w ogóle nie podniósł. Zresztą nie była to jedyna kontrowersja tego dnia, bo tuż przed syreną po orzeczeniu 5. faulu katowiczan z pretensjami na boisko wtargnęła gremialnie już prawie cała ławka AZS UŚ. Ale co sędziowie "zabrali" w pierwszej połowie, oddali w drugiej.
Druga część gry zaczęła się ponownie od ataków przyjezdnych. Już w 22. minucie sam przed Burglinem był Kamil Kmiecik, ale mając może metr wolnej przestrzeni posłał strzał w bramkarza, a dobitkę na trybuny. Gdańszczanie podeszli wyżej z pressingiem, widząc, że obrona strefowa niewiele im daje. To się na nich zemściło. Powolny powrót na własną połowę obrony wykorzystał Kmiecik podając do nieobstawionego Roberta Gładczaka, który nie pomylił się w kopii sytuacji sprzed paru minut swojego kolegi. Drugiego gola strzelonego po niemal równo dwóch minutach mogą zapisać na swoje konto Burglin i Paweł Friszkemut. Golkiper AZS UG nie złapał piłki po strzale z dystansu, jego partner z obrony biernie się temu przyglądał, a to niezdecydowanie wykorzystał Kmiecik. Na dodatek po chwili ładnie spod pressingu uwolnił się Marcin Krzywka, lecz tym razem bramkarz zdołał jakoś obronić. Jeszcze ciekawiej zrobiło się po golu kontaktowym, autorstwa Tomasza Poźniaka, który wykorzystał zagapienie defensywy rywali. Niedługo później ten sam zawodnik mógł wyrównać, ale nie sięgnął głową piłki posłanej po przekątnej przez Olszewskiego. A na 5 minut przed końcem szturmujących coraz śmielej bramkę Bednarczyka gdańszczan pognębił Jędrzej Jasiński, przy czym do spółki z sędziami. Nawet trener Jarzmik przyznał po meczu, że gol na 1:3 został zdobyty ręką i ciężko ocenić, dlaczego arbitrzy tego nie dostrzegli, bądź nie zauważyli korzyści, jaką ta ręka dała. Miejscowi szybko wycofali golkipera i na 3 minuty przed końcem zniwelowali straty, ale więcej zagrożenia w przewadze nie stworzyli. Zainkasowali za to jeszcze jednego gola. Wprawdzie 30 sekund przed końcem meczu Michał Włodarek nie trafił na pustą bramkę z ok. 15 metrów, skutecznością błysnął za to Jarzmik, sekundy później obracając się na rywalu w polu karnym i mocnym uderzeniem nie dając szans Burglinowi.
Teraz w obu ekipach nastroje są pewnie zgoła odmienne niż przed meczem. Tym bardziej, że za tydzień gdańszczanie podejmować będą lidera rozgrywek GAF Jasna Gliwice, a zespół ze Śląska zagra też we własnej hali, ale z niezachwycającymi Red Devils Chojnice.
Trener Rafał Jarzmik bardzo dobrze odrobił zadanie domowe i perfekcyjnie zneutralizował najważniejsze zagrożenia ze strony gospodarzy. Wystarczy spojrzeć, ile szumu w porównaniu z podstawowym składem narobili wpuszczeni na chwilę w drugiej połowie Mateuszowie Cyman i Wesserling, którzy nie są jeszcze świetnie zgrani z drużyną, przez co grają jeszcze niekoniecznie skutecznie, ale na pewno nieschematycznie. W pierwszej połowie gdańszczanie bardzo rzadko stwarzali zagrożenie pod bramką Mateusza Bednarczyka. Najlepszą sytuację miał w 17. minucie Marcin Szymański, który po koronkowej akcji i podaniu od Michała Olszewskiego trafił w instynktownie interweniującego golkipera. Przyjezdni mieli okazji do strzelenia gola znacznie więcej, zwłaszcza im bliżej było końca pierwszych dwudziestu minut. Brylował sam grający szkoleniowiec. W 18. minucie wyszedł na pozycję sam na sam z Jackiem Burglinem, lecz przewrócił się, atakowany od tyłu przez Patryka Ziarko. W podobnych sytuacjach sędziowie pokazywali nawet czerwone kartki, ale prowadzący spotkanie Przemysław Sarosiek lubi chyba styl angielskiej ligi piłkarskiej, bo gwizdka do ust w ogóle nie podniósł. Zresztą nie była to jedyna kontrowersja tego dnia, bo tuż przed syreną po orzeczeniu 5. faulu katowiczan z pretensjami na boisko wtargnęła gremialnie już prawie cała ławka AZS UŚ. Ale co sędziowie "zabrali" w pierwszej połowie, oddali w drugiej.
Druga część gry zaczęła się ponownie od ataków przyjezdnych. Już w 22. minucie sam przed Burglinem był Kamil Kmiecik, ale mając może metr wolnej przestrzeni posłał strzał w bramkarza, a dobitkę na trybuny. Gdańszczanie podeszli wyżej z pressingiem, widząc, że obrona strefowa niewiele im daje. To się na nich zemściło. Powolny powrót na własną połowę obrony wykorzystał Kmiecik podając do nieobstawionego Roberta Gładczaka, który nie pomylił się w kopii sytuacji sprzed paru minut swojego kolegi. Drugiego gola strzelonego po niemal równo dwóch minutach mogą zapisać na swoje konto Burglin i Paweł Friszkemut. Golkiper AZS UG nie złapał piłki po strzale z dystansu, jego partner z obrony biernie się temu przyglądał, a to niezdecydowanie wykorzystał Kmiecik. Na dodatek po chwili ładnie spod pressingu uwolnił się Marcin Krzywka, lecz tym razem bramkarz zdołał jakoś obronić. Jeszcze ciekawiej zrobiło się po golu kontaktowym, autorstwa Tomasza Poźniaka, który wykorzystał zagapienie defensywy rywali. Niedługo później ten sam zawodnik mógł wyrównać, ale nie sięgnął głową piłki posłanej po przekątnej przez Olszewskiego. A na 5 minut przed końcem szturmujących coraz śmielej bramkę Bednarczyka gdańszczan pognębił Jędrzej Jasiński, przy czym do spółki z sędziami. Nawet trener Jarzmik przyznał po meczu, że gol na 1:3 został zdobyty ręką i ciężko ocenić, dlaczego arbitrzy tego nie dostrzegli, bądź nie zauważyli korzyści, jaką ta ręka dała. Miejscowi szybko wycofali golkipera i na 3 minuty przed końcem zniwelowali straty, ale więcej zagrożenia w przewadze nie stworzyli. Zainkasowali za to jeszcze jednego gola. Wprawdzie 30 sekund przed końcem meczu Michał Włodarek nie trafił na pustą bramkę z ok. 15 metrów, skutecznością błysnął za to Jarzmik, sekundy później obracając się na rywalu w polu karnym i mocnym uderzeniem nie dając szans Burglinowi.
Teraz w obu ekipach nastroje są pewnie zgoła odmienne niż przed meczem. Tym bardziej, że za tydzień gdańszczanie podejmować będą lidera rozgrywek GAF Jasna Gliwice, a zespół ze Śląska zagra też we własnej hali, ale z niezachwycającymi Red Devils Chojnice.
Etykiety
- Ekstraklasa
- AZS Uniwersytet Gdański
- AZS UŚ Katowice
- Tomasz Kriezel
- Szymon Hartman
- Rafał Jarzmik
- Mateusz Cyman
- Mateusz Wesserling
- Mateusz Bednarczyk
- Marcin Szymański
- Michał Olszewski
- Jacek Burglin
- Patryk Ziarko
- Przemysław Sarosiek
- Kamil Kmiecik
- Robert Gładczak
- Paweł Friszkemut
- Marcin Krzywka
- Tomasz Poźniak
- Jędrzej Jasiński
- Michał Włodarek

