Skrót meczu /
Orange Sport
Pogoń wywozi punkt z Krakowa. Rollercoaster Krzysztofa Kusi
Jak zostać pozytywnym bohaterem meczu po strzeleniu dwóch samobójów? Trzeba być kapitanem Wisły. Krzysztof Kusia trafił do "właściwej" bramki na 5 sekund przed końcem meczu i wyrwał Pogoni 04 Szczecin zwycięstwo.
O takich meczach mówi się, że są prawdziwą promocją futsalu. Szybkie akcje z obu stron, popisy bramkarzy, fantastyczne sztuczki techniczne... Dobrze, że właśnie takie pojedynki pokazuje telewizja. Najważniejsze by były emocje, bo pogromów nikt oglądać nie chce. Tymczasem tych emocji w hali przy ul. Reymonta było tyle, że można było nimi obdzielić kilka spotkań.
Zaczęło się od wysokiego pressingu z obu stron, z czym początkowo lepiej radziła sobie Pogoń. Nie minęły jeszcze dwie minuty, gdy Marcin Mikołajewicz odwrócił się na rywalu i uderzył lewą nogą, a doskonałą obroną popisał się Bartłomiej Nawrat. Chwilę później ten sam Portowiec przymierzył z rzutu wolnego, na szczęście dla Wisły wgranie zmierzające do nieobstawionego Oleksandra Szamotija zablokował w ostatniej chwili Krzysztof Kusia. Dobrej okazji dla gospodarzy nie wykorzystał z kolei Ricardo Gomes. Twarda walka toczyła się na każdym centymetrze parkietu, a jako że sędziowie pozwalali na ostrą grę, co rusz dochodziło do kontrowersyjnych sytuacji. Sporo pretensji do arbitrów miał Michał Kubik, z którym zawodnicy Białej Gwiazdy szczególnie się nie patyczkowali. Dziwnie mógł się poczuć także Łukasz Tubacki, "nagrodzony" żółtą kartkę za symulowanie, gdy do parteru sprowadził go Kusia. Ale te kwestie nie przysłoniły wielkiego widowiska. Jeszcze ciekawiej zrobiło się, gdy okres delikatnej optycznej przewagi szczecinian przyniósł nagrodę w postaci trafienia Mikołajewicza. Najlepszy i w poprzednim, i w obecnym sezonie strzelec zero-czwórki jak zwykle znalazł się w polu karnym tam gdzie powinien i dobił strzał z dystansu, odbity przez Nawrata. Popularny "Miki" chwilę później mógł jeszcze podwyższyć, gdy po kontrze Kubika golkiper Wisły znów wybił piłkę przed siebie. Szamotij zamarkował strzał i podał do nieobstawionego kolegi, ten jednak nie trafił w bramkę. To był ostatni zryw Pogoni, teraz zdecydowanie zaczęli przeważać gospodarze, a umiejętnościami co chwilę mógł się wykazywać Dominik Kubrak. W 12. minucie szczeciński bramkarz obronił najpierw strzał Siergieja Zadorożnego, który indywidualnie przedarł się przez defensywę rywali, by po chwili wyłapać też poprawkę Kusi. Dwie minuty później w zamyśle Ricardo Gomesa nie zorientował się Błażej Korczyński i nie zamknął wgrania Brazylijczyka. Wiśle nie przynosiła efektów gra w ataku pozycyjnym ani z kontry, wyrównała więc z rzutu karnego, gdy popychany Tubacki niefortunnie dotknął piłki ręką, choć nie bardzo mógł tego uniknąć. Pewnym egzekutorem karnego okazał się Douglas. Nie był to wcale koniec ataków miejscowych. Już minutę po wyrównaniu, po kontrze 2 na 1 Kubrak ledwo co obronił uderzenie Zadorożnego. Piłka spadła prosto pod nogi Dogulasa, który z bliska fatalnie przestrzelił. Sekundy później po mierzonym woleju z rzutu rożnego centymetry od słupka trafił Roman Wachuła, a dwie minuty przed przerwą Daniel Lebiedziński pomylił się, chyba zaskoczony tym, jaką dobrą piłkę dostał na środek pola karnego.
Druga połowa okazała się jeszcze ciekawsza od pierwszej, choć nie bardzo wydawało się to możliwe. Zaraz po wznowieniu gry "z niczego" w słupek uderzył Mikołajewicz. Sytuacja powtórzyła się po trzech minutach, tyle tylko, że tym razem piłka wyszła w pole, a niecelnie dobijał Daniel Maćkiewicz. W pierwszych minutach wprowadzony za Nawrata po przerwie Kamil Dworzecki wprowadzał większą od kolegi nerwowość w poczynania swojej defensywy, summa summarum to jednak on nie dał się pokonać żadnemu zawodnikowi Pogoni. Ale po kolei, bo najpierw na prowadzenie wyszli gospodarze. Po wzorowym rozegraniu ataku pozycyjnego w 27. minucie Kubrak zdołał sparować strzał Zadorożnego na słupek, lecz kilka sekund później po raz drugi bramkarz Portowców wyciągał piłkę z siatki, gdy kapitalną bombą z dystansu popisał się Wachuła. Po chwili Ukrainiec świetnie podał do Douglasa, który nie wykorzystał kolejnej już dogodnej okazji i z bliska trafił prosto w golkipera. Wisła z prowadzenia cieszyła się ledwie półtorej minuty. Po rajdzie prawą stroną Kubika wgranie z prawej strony niefortunnie przeciął Kusia. Kapitan Wisły jeszcze bardziej zepsuł sobie wieczór w 31. minucie, gdy kolejny raz po przypadkowym odbiciu od niego piłka wtoczyła się do bramki Dworzeckiego! Dwie minuty później golkipera Wisły po raz trzeci w tym spotkaniu uratował słupek, tym razem po strzale Artura Jurczaka. Błażej Korczyński długo czekał z ustawieniem gry w przewadze, ale choć zrobił to dopiero w samej końcówce (przynajmniej jak na standardy krakowskiego szkoleniowca), to i tak okazji starczyło nie tylko na wyrównanie, ale i na pokonanie przyjezdnych. Strzał samego trenera Nicolae Neagu odbił na słupek, a dwukrotnie - który to już raz - w wyśmienitej okazji nie orientował się Douglas. Wiślacy dopięli swego na 5 sekund przed ostatnią syreną, gdy za linię bramkową piłka wturlała się po strzale... Kusi.
Kapitan Wisły naprawdę będzie miał kiedyś co opowiadać wnukom. Dwukrotnie wpisać się na listę strzelców po "złej" stronie, by w dosłownie ostatniej chwili odpokutować... W USA o takich sportowcach i takich sytuacjach kręci się filmy. My musimy się na razie cieszyć z tego, że w ogóle mogliśmy to oglądać. Brak rozstrzygnięcia w meczu kolejki nie krzywdzi żadnej ze stron. Wręcz cieszy, że znalazła się pierwsza drużyna, która tak zdecydowanie postawiła się Wiśle. Bo remis mistrzów Polski z Euromasterem był nieco przypadkowy, w tym sensie, że krakowianie mieli w Głogowie przygniatającą momentami przewagę, tylko nie potrafili jej wykorzystać. W pojedynku z Pogonią już tak nie było. To dobrze - choć nie chcemy, by zabrzmiało to antywiślacko - że liga jest bardziej wyrównana, niż można się było spodziewać.
Zaczęło się od wysokiego pressingu z obu stron, z czym początkowo lepiej radziła sobie Pogoń. Nie minęły jeszcze dwie minuty, gdy Marcin Mikołajewicz odwrócił się na rywalu i uderzył lewą nogą, a doskonałą obroną popisał się Bartłomiej Nawrat. Chwilę później ten sam Portowiec przymierzył z rzutu wolnego, na szczęście dla Wisły wgranie zmierzające do nieobstawionego Oleksandra Szamotija zablokował w ostatniej chwili Krzysztof Kusia. Dobrej okazji dla gospodarzy nie wykorzystał z kolei Ricardo Gomes. Twarda walka toczyła się na każdym centymetrze parkietu, a jako że sędziowie pozwalali na ostrą grę, co rusz dochodziło do kontrowersyjnych sytuacji. Sporo pretensji do arbitrów miał Michał Kubik, z którym zawodnicy Białej Gwiazdy szczególnie się nie patyczkowali. Dziwnie mógł się poczuć także Łukasz Tubacki, "nagrodzony" żółtą kartkę za symulowanie, gdy do parteru sprowadził go Kusia. Ale te kwestie nie przysłoniły wielkiego widowiska. Jeszcze ciekawiej zrobiło się, gdy okres delikatnej optycznej przewagi szczecinian przyniósł nagrodę w postaci trafienia Mikołajewicza. Najlepszy i w poprzednim, i w obecnym sezonie strzelec zero-czwórki jak zwykle znalazł się w polu karnym tam gdzie powinien i dobił strzał z dystansu, odbity przez Nawrata. Popularny "Miki" chwilę później mógł jeszcze podwyższyć, gdy po kontrze Kubika golkiper Wisły znów wybił piłkę przed siebie. Szamotij zamarkował strzał i podał do nieobstawionego kolegi, ten jednak nie trafił w bramkę. To był ostatni zryw Pogoni, teraz zdecydowanie zaczęli przeważać gospodarze, a umiejętnościami co chwilę mógł się wykazywać Dominik Kubrak. W 12. minucie szczeciński bramkarz obronił najpierw strzał Siergieja Zadorożnego, który indywidualnie przedarł się przez defensywę rywali, by po chwili wyłapać też poprawkę Kusi. Dwie minuty później w zamyśle Ricardo Gomesa nie zorientował się Błażej Korczyński i nie zamknął wgrania Brazylijczyka. Wiśle nie przynosiła efektów gra w ataku pozycyjnym ani z kontry, wyrównała więc z rzutu karnego, gdy popychany Tubacki niefortunnie dotknął piłki ręką, choć nie bardzo mógł tego uniknąć. Pewnym egzekutorem karnego okazał się Douglas. Nie był to wcale koniec ataków miejscowych. Już minutę po wyrównaniu, po kontrze 2 na 1 Kubrak ledwo co obronił uderzenie Zadorożnego. Piłka spadła prosto pod nogi Dogulasa, który z bliska fatalnie przestrzelił. Sekundy później po mierzonym woleju z rzutu rożnego centymetry od słupka trafił Roman Wachuła, a dwie minuty przed przerwą Daniel Lebiedziński pomylił się, chyba zaskoczony tym, jaką dobrą piłkę dostał na środek pola karnego.
Druga połowa okazała się jeszcze ciekawsza od pierwszej, choć nie bardzo wydawało się to możliwe. Zaraz po wznowieniu gry "z niczego" w słupek uderzył Mikołajewicz. Sytuacja powtórzyła się po trzech minutach, tyle tylko, że tym razem piłka wyszła w pole, a niecelnie dobijał Daniel Maćkiewicz. W pierwszych minutach wprowadzony za Nawrata po przerwie Kamil Dworzecki wprowadzał większą od kolegi nerwowość w poczynania swojej defensywy, summa summarum to jednak on nie dał się pokonać żadnemu zawodnikowi Pogoni. Ale po kolei, bo najpierw na prowadzenie wyszli gospodarze. Po wzorowym rozegraniu ataku pozycyjnego w 27. minucie Kubrak zdołał sparować strzał Zadorożnego na słupek, lecz kilka sekund później po raz drugi bramkarz Portowców wyciągał piłkę z siatki, gdy kapitalną bombą z dystansu popisał się Wachuła. Po chwili Ukrainiec świetnie podał do Douglasa, który nie wykorzystał kolejnej już dogodnej okazji i z bliska trafił prosto w golkipera. Wisła z prowadzenia cieszyła się ledwie półtorej minuty. Po rajdzie prawą stroną Kubika wgranie z prawej strony niefortunnie przeciął Kusia. Kapitan Wisły jeszcze bardziej zepsuł sobie wieczór w 31. minucie, gdy kolejny raz po przypadkowym odbiciu od niego piłka wtoczyła się do bramki Dworzeckiego! Dwie minuty później golkipera Wisły po raz trzeci w tym spotkaniu uratował słupek, tym razem po strzale Artura Jurczaka. Błażej Korczyński długo czekał z ustawieniem gry w przewadze, ale choć zrobił to dopiero w samej końcówce (przynajmniej jak na standardy krakowskiego szkoleniowca), to i tak okazji starczyło nie tylko na wyrównanie, ale i na pokonanie przyjezdnych. Strzał samego trenera Nicolae Neagu odbił na słupek, a dwukrotnie - który to już raz - w wyśmienitej okazji nie orientował się Douglas. Wiślacy dopięli swego na 5 sekund przed ostatnią syreną, gdy za linię bramkową piłka wturlała się po strzale... Kusi.
Kapitan Wisły naprawdę będzie miał kiedyś co opowiadać wnukom. Dwukrotnie wpisać się na listę strzelców po "złej" stronie, by w dosłownie ostatniej chwili odpokutować... W USA o takich sportowcach i takich sytuacjach kręci się filmy. My musimy się na razie cieszyć z tego, że w ogóle mogliśmy to oglądać. Brak rozstrzygnięcia w meczu kolejki nie krzywdzi żadnej ze stron. Wręcz cieszy, że znalazła się pierwsza drużyna, która tak zdecydowanie postawiła się Wiśle. Bo remis mistrzów Polski z Euromasterem był nieco przypadkowy, w tym sensie, że krakowianie mieli w Głogowie przygniatającą momentami przewagę, tylko nie potrafili jej wykorzystać. W pojedynku z Pogonią już tak nie było. To dobrze - choć nie chcemy, by zabrzmiało to antywiślacko - że liga jest bardziej wyrównana, niż można się było spodziewać.
Etykiety
- Ekstraklasa
- Wisła Kraków
- Pogoń 04 Szczecin
- Krzysztof Kusia
- Marcin Mikołajewicz
- Bartłomiej Nawrat
- Oleksandr Szamotij
- Ricardo Gomes
- Michał Kubik
- Łukasz Tubacki
- Dominik Kubrak
- Serhij Zadorożnyj
- Błażej Korczyński
- Alvaralhão dos Santos Douglas
- Roman Wachuła
- Daniel Lebiedziński
- Daniel Maćkiewicz
- Kamil Dworzecki
- Artur Jurczak
- Nicolae Neagu

