Skrót meczu /
Orange Sport
Mistrz przegrywa po raz pierwszy. Dura ukradł punkty Wiśle
Przed tygodniem Wisła wydarła w ostatniej chwili zwycięstwo Pogoni, teraz w podobnych okolicznościach zostawiła wygraną w Bielsku-Białej. Po wtorkowej porażce krakowianie osunęli się aż na 5. miejsce w tabeli!
Hit kolejki a może nawet całej rundy początkowo mógł rozczarowywać. W grze obu zespołów było wiele niedokładności, głównie gospodarze mieli problem z wyprowadzeniem ataku pozycyjnego. Pierwsze minuty nieznacznie należały więc do Wisły, która mogła prowadzić już w 3. minucie. Wtedy strzał Douglasa dos Santosa z 7. metra instynktownie obronił Krystian Brzenk. Szczęścia zabrakło za to Siergiejowi Zadorożnemu. Nieobstawiony Ukrainiec dostał piłkę na lewej stronie i zdołał nawet pokonać ratującego sytuację golkipera Rekordu, strzelając mu między nogami. Na linii strzału znalazł się jednak kolega Brzenka i mistrzowie Polski musieli obejść się smakiem. Agresywnie broniący krakowianie szybko zaczęli jednak mieć problem z faulami. W 9. minucie mieli ich na koncie już 5, a gdy 120 sekund później Piotr Morawski wyciął na środku boiska jednego z gospodarzy, w Cygańskim Lesie zapachniało golem. I rzeczywiście, Artur Popławski trafił pod nogą Bartłomieja Nawrata, wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie. Paradoksalnie nie obudziło to Wisły. Przeciwnie - teraz to miejscowi zaczęli lekko przeważać. Chwilę po inauguracyjnej bramce dwójkową akcję z Michałem Markiem finalizował Tomasz Dura, lecz jego lob przeleciał nad poprzeczką. Kilkadziesiąt sekund później przy bocznej linii przedarł się Jan Janovsky, Nawrat odbił jego strzał, a dobitka naciskanego od tyłu Marka była mocno niecelna. W odpowiedzi 3 groźne akcje przeprowadzili przyjezdni. Najpierw efektowną paradą po uderzeniu Zadorożnego popisał się Brzenk, następnie Sebastian Wojciechowski po otrzymaniu doskonałego prostopadłego podania od Krzysztofa Kusi obrócił się, strzelając minimalnie niecelnie. Jeszcze bliżej wyrównania był 15. minucie ponownie Zadorożny. Tym razem golkiper z Bielska-Białej nie zdołał już sięgnąć piłki, ale trafiła ona tylko w słupek. W końcówce także Rekord popełnił 5. przewinienie i nieco odpuścił w obronie, co zemściło się na dwie i pół minuty przed syreną oznaczającą przerwę. Roman Wachuła jednym ruchem zwiódł Durę i Rafała Franza, a następnie huknął w okienko.
Pierwsze 20 minut tylko więc rozbudziło apetyt kibiców. I nie zostali oni zawiedzeni, bo mecz był dramatyczny do samego końca. W drugiej połowie jako pierwszy świetną okazję miał Piotr Szymura. Syn prezesa Rekordu i spółki Futsal Ekstraklasa został doskonale obsłużony przez... Wachułę, lecz błąd kolegi z pola naprawił Nawrat. Dwie minuty później dwukrotnie umiejętnościami mógł popisać się za to Brzenk. Najpierw odbił nogami zaskakujący strzał z daleka Morawskiego, po chwili świetnie obronił uderzenie z lewej strony Douglasa. Po raz kolejny miał też szczęście w 27. minucie, gdy bomba z rzutu wolnego egzekwowanego przez Wachułę zatrzymała się na poprzeczce. W rewanżu kontrę Dury choć z lekkimi problemami, to jednak skutecznie zatrzymał Nawrat. W 30. minucie mogło i powinno być 1:2. Daniel Lebiedziński wypatrzył wbiegającego w pole karne Douglasa dos Santosa, ale Brazylijczyk z najbliższej odległości trafił w nogi Brzenka. Tyle że "co ma wisieć - nie utonie". Nieatakowany Popławski przewrócił się na piłce jeszcze na swojej połowie, a Krzysztof Kusia ze stoickim spokojem "podcinką" wyprowadził Wisłę na prowadzenie. Po chwili kolejnych dwóch sytuacji nie wykorzystał Douglas, a nieskuteczność tego zawodnika musiała się w końcu zemścić. Paweł Machura będąc przy prawej linii jakimś cudem wypatrzył na środku pola karnego Franza, zgrał do niego piłkę, a były Wiślak doprowadził do wyrównania. I stało się tak mimo, że piłka nawet nie miała prawa przejść do Franza, bo dwaj Rekordziści absorbowali uwagę wszystkich krakowskich zawodników. W zasadzie można więc uznać to trafienie za jeszcze piękniejsze od gola Wachuły. W końcówce gra się nieco uspokoiła, żaden z zespołów nie chciał chyba ryzykować straty punktu. Lepiej wyszli na tym gospodarze. Na 33 sekundy przed końcem Dogulas Ferreira zbyt krótko wybił piłkę spod swojego pola karnego, tam dopadł do niej Marek i wystawił ją do czyhającego przed bramką Dury. Rekordzista znalazł miejsce między ratującym sytuację Nawratem i słupkiem, a wybuch radości na trybunach było słychać chyba w całym mieście. Błażej Korczyński musiał w tej sytuacji zdjąć dres i wkroczyć do akcji, lecz gra w przewadze nic już nie zmieniła. Choć te 33 sekundy realnie trwały chyba z 5 minut, bo najpierw ratowano zalany wodą parkiet, a przed samą syreną sędzia czasowy "ukradł" jedną sekundę z pozostałego czasu gry, co trzeba było oczywiście zrekompensować. Ile nawet na sekunda może dać Wiśle to wszyscy wiedzą, bo pamiętamy bramki strzelane przez krakowski zespół nawet równo z syreną. Ale tym razem tak nie było. Mistrz Polski musiał pierwszy raz w tym sezonie przełknąć gorycz ligowej porażki.
Wisła spadła więc w tabeli aż na 5. miejsce. Kto przed sezonem postawiłby na to, że w tej chwili AZS Uniwersytet Gdański będzie wyżej w tabeli od Białej Gwiazdy, mógłby zostać milionerem. Tyle że... to jeszcze kompletnie nic nie znaczy. Po pierwsze to nie jest nawet ćwierć sezonu. Po drugie krakowianie w ramach pięciu odbytych spotkań zaliczyli już pojedynki z Pogonią 04 Szczecin, Gattą Active Zduńska Wola i teraz z Rekordem - czyli drużynami typowanymi do rozdzielenia między sobą medali. Teraz będzie miała już z górki. Przynajmniej w teorii, bo przecież pierwszy raz Korczyńskiemu i spółce noga powinęła się w Głogowie, gdy mało kto się tego spodziewał. Ale są też złe dla Wisły wiadomości: ekipa Adama Krygera również jest po trzech najtrudniejszych meczach. Między wtorkowymi rywalami toczyć się więc będzie wyścig, który z nich później "skusi". Na razie przerwę na sparingi reprezentacji w lepszym nastroju spędzi zdobywca Halowego Pucharu Polski.
Pierwsze 20 minut tylko więc rozbudziło apetyt kibiców. I nie zostali oni zawiedzeni, bo mecz był dramatyczny do samego końca. W drugiej połowie jako pierwszy świetną okazję miał Piotr Szymura. Syn prezesa Rekordu i spółki Futsal Ekstraklasa został doskonale obsłużony przez... Wachułę, lecz błąd kolegi z pola naprawił Nawrat. Dwie minuty później dwukrotnie umiejętnościami mógł popisać się za to Brzenk. Najpierw odbił nogami zaskakujący strzał z daleka Morawskiego, po chwili świetnie obronił uderzenie z lewej strony Douglasa. Po raz kolejny miał też szczęście w 27. minucie, gdy bomba z rzutu wolnego egzekwowanego przez Wachułę zatrzymała się na poprzeczce. W rewanżu kontrę Dury choć z lekkimi problemami, to jednak skutecznie zatrzymał Nawrat. W 30. minucie mogło i powinno być 1:2. Daniel Lebiedziński wypatrzył wbiegającego w pole karne Douglasa dos Santosa, ale Brazylijczyk z najbliższej odległości trafił w nogi Brzenka. Tyle że "co ma wisieć - nie utonie". Nieatakowany Popławski przewrócił się na piłce jeszcze na swojej połowie, a Krzysztof Kusia ze stoickim spokojem "podcinką" wyprowadził Wisłę na prowadzenie. Po chwili kolejnych dwóch sytuacji nie wykorzystał Douglas, a nieskuteczność tego zawodnika musiała się w końcu zemścić. Paweł Machura będąc przy prawej linii jakimś cudem wypatrzył na środku pola karnego Franza, zgrał do niego piłkę, a były Wiślak doprowadził do wyrównania. I stało się tak mimo, że piłka nawet nie miała prawa przejść do Franza, bo dwaj Rekordziści absorbowali uwagę wszystkich krakowskich zawodników. W zasadzie można więc uznać to trafienie za jeszcze piękniejsze od gola Wachuły. W końcówce gra się nieco uspokoiła, żaden z zespołów nie chciał chyba ryzykować straty punktu. Lepiej wyszli na tym gospodarze. Na 33 sekundy przed końcem Dogulas Ferreira zbyt krótko wybił piłkę spod swojego pola karnego, tam dopadł do niej Marek i wystawił ją do czyhającego przed bramką Dury. Rekordzista znalazł miejsce między ratującym sytuację Nawratem i słupkiem, a wybuch radości na trybunach było słychać chyba w całym mieście. Błażej Korczyński musiał w tej sytuacji zdjąć dres i wkroczyć do akcji, lecz gra w przewadze nic już nie zmieniła. Choć te 33 sekundy realnie trwały chyba z 5 minut, bo najpierw ratowano zalany wodą parkiet, a przed samą syreną sędzia czasowy "ukradł" jedną sekundę z pozostałego czasu gry, co trzeba było oczywiście zrekompensować. Ile nawet na sekunda może dać Wiśle to wszyscy wiedzą, bo pamiętamy bramki strzelane przez krakowski zespół nawet równo z syreną. Ale tym razem tak nie było. Mistrz Polski musiał pierwszy raz w tym sezonie przełknąć gorycz ligowej porażki.
Wisła spadła więc w tabeli aż na 5. miejsce. Kto przed sezonem postawiłby na to, że w tej chwili AZS Uniwersytet Gdański będzie wyżej w tabeli od Białej Gwiazdy, mógłby zostać milionerem. Tyle że... to jeszcze kompletnie nic nie znaczy. Po pierwsze to nie jest nawet ćwierć sezonu. Po drugie krakowianie w ramach pięciu odbytych spotkań zaliczyli już pojedynki z Pogonią 04 Szczecin, Gattą Active Zduńska Wola i teraz z Rekordem - czyli drużynami typowanymi do rozdzielenia między sobą medali. Teraz będzie miała już z górki. Przynajmniej w teorii, bo przecież pierwszy raz Korczyńskiemu i spółce noga powinęła się w Głogowie, gdy mało kto się tego spodziewał. Ale są też złe dla Wisły wiadomości: ekipa Adama Krygera również jest po trzech najtrudniejszych meczach. Między wtorkowymi rywalami toczyć się więc będzie wyścig, który z nich później "skusi". Na razie przerwę na sparingi reprezentacji w lepszym nastroju spędzi zdobywca Halowego Pucharu Polski.
Etykiety
- Ekstraklasa
- Rekord BielskoBiała
- Wisła Kraków
- Alvaralhão dos Santos Douglas
- Krystian Brzenk
- Serhij Zadorożnyj
- Piotr Morawski
- Artur Popławski
- Bartłomiej Nawrat
- Michał Marek
- Tomasz Dura
- Jan Janovský
- Sebastian Wojciechowski
- Krzysztof Kusia
- Roman Wachuła
- Rafał Franz
- Piotr Szymura
- Neutzling Ferreira
- Błażej Korczyński
- Adam Kryger
- Paweł Machura

