Skrót meczu /
Orange Sport
Wolny ukradł punkty Wolnemu. Znów gol zdobyty ręką
Śląskie derby dostarczyły oczekiwanych emocji. Tym razem także tych niekoniecznie całkiem sportowych. Jedną z bramek Remedium zdobyło po zagraniu piłki przez swojego zawodnika... ręką.
Obie drużyny rozpoczęły spotkanie z wielką werwą i zaciętością. W efekcie początkowo sędziowie notowali średnio 1 faul na minutę. 5. przewinienie gospodarze zapisali na swoim koncie w 11. minucie, a przyjezdni 5 minut później. Ale do tego czasu kibice już zdążyli przeżyć huśtawkę nastrojów. Remedium wyszło na prowadzenie po 167 sekundach gry, gdy Zbigniew Mirga zagrał z rzutu wolnego do Tomasza Starowicza, a ten zdołał znaleźć lukę między obrońcami i Pawłem Pstrusińskim. Wynik 1:0 utrzymał się krótko, bo ledwie 3 minuty później wyrównał Krzysztof Salisz. W 14. minucie bliżej zwycięstwa zaczął być Clearex, gdy Piotr Łopuch zdołał z końca wgrać piłkę na słupek do Tomasza Luteckiego. Gospodarze nie ustawali w próbach odrobienia straty. Bliski 2. trafienia był Starowicz, lecz jego strzał z rzutu wolnego po rykoszecie o centymetry minął słupek. Aż nadeszła 18. minuta, po której Tomasz Frąk już nie może liczyć na głosy chorzowian w plebiscycie na najlepszego sędziego ekstraklasy. Łukasz Janicki skutecznie zamknął podanie na długi słupek od kolegi, jednak piłkę do siatki ewidentnie wepchnął ręką. Ku zdumieniu przyjezdnych i radości miejscowych kibiców sędziowie bramkę zaliczyli, a przecież gdyby odgwizdali przewinienie, goście egzekwowaliby przedłużony rzut karny! Remis utrzymał się do przerwy, co zwiastowało tym większe emocje w drugiej połowie.
Niestety po wznowieniu gry początkowo tempo meczu wyraźnie "siadło". W pierwszych 10 minutach godne wzmianki są tylko strzały Dariusza Rymaszewskiego (efektowna parada Pstrusińskiego) i Salisza, po bardzo ładnej "piętce" od Łopucha. Gorąco zrobiło się - zwłaszcza zawodnikom Remedium - dopiero w 32. minucie. Wówczas po dalekim wyrzucie Pstrusińskiego w powietrzu zderzyli się Łukasz Groszak i Tomasz Wolny, a niezrozumienie rywali wykorzystał Łopuch. Kilkanaście sekund później podwyższyć powinien Michał Tkacz, który niespodziewanie chyba również dla siebie znalazł się sam przed Groszakiem. Mógł zapytać golkipera pyskowiczan, w który róg ma uderzać, tymczasem... podał piłkę wprost w ręce bramkarza Remedium. Goście zaczynali coraz wyraźniej dominować na boisku. W 36. minucie Salisz podręcznikowo wyłożył piłkę z lewej strony, niestety koledzy chyba w niego nie wierzyli, bo żaden nie pofatygował się na długi słupek. Sam przed Groszakiem był z kolei Mariusz Seget, ale uderzył obok słupka. Marcin Waniczek wziął czas, przygotował zespół do gry w przewadze i przyniosło to pozytywny skutek, gdy na minutę przed ostatnią syreną piłkę wgraną przez Mateusza Omylaka do siatki po rękach Pstrusińskiego wepchnął Wolny. Remedium mogło jeszcze pokusić się o zgarnięcie kompletu punktów, lecz po kontrze Omylaka Mirga minimalnie rozminął się z zacentrowaną piłką.
- Mecz był zacięty, skończył się podziałem punktów, pewien niesmak po golu "hand made" pozostał - już napisał na swoim fanpage'u Clearex. Trudno rozgoryczeniu chorzowian się dziwić. Strata dwóch punktów w śląskich derbach nie pozwoliła podopiecznym Tadeusza Wolnego na skok do górnej połówki tabeli. Przez to 5 z 6 ostatnich miejsc okupują właśnie śląskie drużyny. Remedium także nie może spać spokojnie, bo znajdujący się tuż nad strefą spadkową AZS UŚ Katowice ma tylko 3 punkty straty, co może odrobić w jednym bezpośrednim spotkaniu. A dojdzie do niego już za 2 tygodnie.
Niestety po wznowieniu gry początkowo tempo meczu wyraźnie "siadło". W pierwszych 10 minutach godne wzmianki są tylko strzały Dariusza Rymaszewskiego (efektowna parada Pstrusińskiego) i Salisza, po bardzo ładnej "piętce" od Łopucha. Gorąco zrobiło się - zwłaszcza zawodnikom Remedium - dopiero w 32. minucie. Wówczas po dalekim wyrzucie Pstrusińskiego w powietrzu zderzyli się Łukasz Groszak i Tomasz Wolny, a niezrozumienie rywali wykorzystał Łopuch. Kilkanaście sekund później podwyższyć powinien Michał Tkacz, który niespodziewanie chyba również dla siebie znalazł się sam przed Groszakiem. Mógł zapytać golkipera pyskowiczan, w który róg ma uderzać, tymczasem... podał piłkę wprost w ręce bramkarza Remedium. Goście zaczynali coraz wyraźniej dominować na boisku. W 36. minucie Salisz podręcznikowo wyłożył piłkę z lewej strony, niestety koledzy chyba w niego nie wierzyli, bo żaden nie pofatygował się na długi słupek. Sam przed Groszakiem był z kolei Mariusz Seget, ale uderzył obok słupka. Marcin Waniczek wziął czas, przygotował zespół do gry w przewadze i przyniosło to pozytywny skutek, gdy na minutę przed ostatnią syreną piłkę wgraną przez Mateusza Omylaka do siatki po rękach Pstrusińskiego wepchnął Wolny. Remedium mogło jeszcze pokusić się o zgarnięcie kompletu punktów, lecz po kontrze Omylaka Mirga minimalnie rozminął się z zacentrowaną piłką.
- Mecz był zacięty, skończył się podziałem punktów, pewien niesmak po golu "hand made" pozostał - już napisał na swoim fanpage'u Clearex. Trudno rozgoryczeniu chorzowian się dziwić. Strata dwóch punktów w śląskich derbach nie pozwoliła podopiecznym Tadeusza Wolnego na skok do górnej połówki tabeli. Przez to 5 z 6 ostatnich miejsc okupują właśnie śląskie drużyny. Remedium także nie może spać spokojnie, bo znajdujący się tuż nad strefą spadkową AZS UŚ Katowice ma tylko 3 punkty straty, co może odrobić w jednym bezpośrednim spotkaniu. A dojdzie do niego już za 2 tygodnie.
Etykiety

