Skrót meczu / Orange Sport

Pogrom w Gdańsku. Rewelacja sezonu zbita przez Wisłę

Cudowny sen Akademików chyba dobiega końca. Gdańszczanie przegrali trzeci z rzędu mecz i oddalają się od czołówki. Wisła, która ich pokonała, właśnie wyprzedziła zespół Szymona Hartmana w tabeli.

AZS Uniwersytet Gdański
Wisła Krakbet Kraków

AZS Uniwersytet Gdański - Wisła Krakbet Kraków
0:5

 
Faworyt meczu był jeden, mimo słabszej ostatnio formy i kolejnych kontuzji w składzie. Azetesiacy z pewnością "w ciemno" wzięliby remis z mistrzem Polski i trudno się temu dziwić. Gdyby Wisła wykańczała stwarzane przez siebie okazje, taki wynik, jak mieliśmy na koniec, mogłaby uzyskać już po niespełna sześciu minutach. I tak w 2. minucie Krzysztof Kusia zagrał lobem do Douglasa, Jacek Burglin zdołał sparować piłkę na róg. Po chwili wgrania z prawej strony Romana Wachuły nie zamknęli - minimalnie się spóźniając - ani Serhij Zadorożnyj, ani Douglas. Dwukrotnie szczęścia zabrakło też Piotrowi Morawskiemu, który w odstępie dwóch minut ustrzelił słupek i poprzeczkę bramki AZS UG. Dodajmy też do tego okazję Daniela Lebiedzińskiego... "Co ma wisieć, nie utonie". Nieskuteczność drużyny przerwał w 10. minucie właśnie Lebiedziński, wykorzystując przytomne dogranie Błażeja Korczyńskiego. Prowadzenie gości było ze wszech miar zasłużone, bo gdańszczanie z rzadka przedzierali się na dłużej na połowę rywali, nie mówiąc już o stwarzaniu poważniejszych zagrożeń. Dopiero w 12. minucie Michał Olszewski został w ostatniej chwili uprzedzony przez Kamila Dworzeckiego, by za chwilę popisać się fatalnym podaniem do przeciwnika. Obok uderzył tym razem Zadorożnyj. Na 0:2 podwyższył Morawski, który otrzymał piłkę na środku, z dużym spokojem minął najpierw Tomasza Poźniaka, a potem Burglina i trafił do pustej już bramki. W odpowiedzi najlepszej okazji w tej połowie dla gospodarzy nie wykorzystał Dominik Depta, uwolniony lewą stroną przez Tomasza Kriezela. Dworzecki udowodnił jednak, dlaczego to on, a nie reprezentacyjny golkiper Bartłomiej Nawrat stoi między słupkami w ekipie z Krakowa.

Jeśli ktoś liczył, że w drugiej połowie obraz gry się zmieni i miejscowi zaczną z większym zapałem dążyć do zmiany wyniku, to srogo się pomylił. Po króciutkim okresie w miarę wyrównanej walki ponownie Wisła wypracowała sobie zdecydowaną przewagę. W 25. minucie w obronie z piłką minął się Poźniak, na szczęście dla gospodarzy Burglin wyczekał do końca Sebastiana Wojciechowskiego. Dwie minuty później ukraińskiego ataku w stuprocentowej sytuacji nie zakończył Wachuła. Kolejne dwie świetne okazje zmarnował Wojciechowski i dopiero wtedy, w 31. minucie wreszcie Akademicy oddali pierwszy strzał, po którym Dworzecki mógł być bezradny. Mógł, po strzał Wojciecha Pawickiego trafił tylko w poprzeczkę. Ale to właśnie kapitana AZS UG wkręcił w parkiet po kolejnych 2 minutach Douglas, uderzając z 8. metra na 0:3. Sekundy później po podaniu bardzo aktywnego Brazylijczyka w słupek trafił Zadorożnyj. W końcówce mieliśmy bardzo radosny futsal, okazje pojawiały się z obu stron, ale wykorzystywali je tylko goście. Dobrze zapowiadająca się akcja Pawickiego i Poźniaka ze strzałem po "rulecie" tego ostatniego znów zatrzymała się na Dworzeckim, podobnie jak uderzenie po rożnym Pawła Friszkemuta, a Mateusz Cyman w ogóle nie trafił w bramkę, gdy wiślacki bramkarz popełnił w 37. minucie pierwszy błąd i wypluł piłkę przed siebie. Honorowe trafienie mogło paść jeszcze łupem Depty, ale choć miał tyle czasu, by wśród licznie zgromadzonych widzów przeprowadzić ankietę, w który róg celować, to i tak nie trafił w bramkę. Szymon Hartman nie zdecydował się na wycofanie bramkarza, a mógł, bo i tak krakowianie jeszcze dwukrotnie podwyższali. Ponownie pecha miał Zadorożnyj, który będąc oko w oko z Burglinem strzelił zewnętrzną częścią buta i trafił w... zewnętrzną część słupka. Przycelował za to Korczyński, który po stracie Depty nie oglądał się już na resztę zawodników, tylko sam popędził na bramkę, mimo asysty Pawickiego i Cymana płasko trafiając na 0:4. A na 7 sekund przed syreną Wojciechowski zamknął jeszcze na długim słupku dogranie Douglasa.

Jak na dłoni widać teraz, jak wielkim wzmocnieniem dla AZS UG jest Jacek Burglin. Wzmocnieniem nie tylko w bramce ale i w... ofensywie. Były bowiem w poniedziałkowym meczu takie akcje, gdy golkiper Akademików mógł od bramki zagrać blisko do dwóch wolnych zawodników, a i tak dalekim wyrzutem pchał piłkę do przodu, licząc - jak przed tygodniem w Szczecinie - na błędy swojego vis-a-vis. Ale Kamil Dworzecki bardzo dobrze odrobił zadanie domowe i nie powtórzył błędów Dominika Kubraka, raz po raz skutecznie interweniując poza polem karnym. Zobaczyć więc można było w starciu z Wisłą cały pozostały potencjał rewelacji rozgrywek. I nie wypadł on okazale. Tak naprawdę mistrz Polski wygrał to spotkanie bez większego wysiłku, nie licząc niestety straty Krzysztofa Kusi. Po jednym ze starć z Deptą kapitan Wisły został przez kolegów zniesiony z boiska, mamy nadzieję, że uraz nie okaże się poważny.